Gmina Długołęka
2007-11-24

Krótkie opowiadanie pana Pawlińskiego o Mirkowie

 

                                                                                          

Za naszych czasów nie było telewizorów, wszyscy się spotykaliśmy u mojego kolegi w jego domu, bo on miał telewizor, dostał na komunię. Spotykaliśmy się u niego i oglądaliśmy telewizję.
W szkole był bardzo wysoki sposób oceniania. Gdy nie miało się zadania domowego, musieliśmy zostawać po lekcjach i je nadrabiać. Nie było tak jak jest teraz, że np. ja teraz jestem niezadowolony, bo mam taką ocenę, chcę ją poprawić. Wtedy nauczycielka by odpowiedziała masz taką ocenę, jaką masz.
Ferie mieliśmy podczas świąt. Jeździliśmy na łyżwach, sankach... itp. W lecie kąpaliśmy się w rzece ,której już tu nie ma. Jeździliśmy na rowerach, graliśmy w piłkę, dziewczyny grały w klasy....itd.
Moim zdaniem stosunki między ludźmi były lepsze niż teraz. Raz pamiętam złodzieje włamali się do mojego domu i ukradli mi moje ubranie odświętne do kościoła, rano przyniósł mi je kolega i powiedział, że znalazł te ubrania na gałęzi drzewa. Wszyscy byli biedni i tak dawali od siebie wszystko. Wiele osób sobie pomagało nawzajem. Panowała milsza atmosfera. Nie kłóciliśmy się często.

 

Wywiad z Panem Pawlińskim

            
ZGODZI SIĘ PAN?
– Co to tam takiego.
– Przedstawię się, Magda Ryba pedagog szkoły w Mirkowie.
- Pawliński.
- Dziewczyny biorą udział w konkursie gminnym i mają za zadanie odtworzyć dzieje Mirkowa. Mają bardzo proste pytania.
- Ale konkretnie do lat to ja dużo nie powiem.
- A to nie szkodzi, tu chodzi bardziej o pana wspomnienia.
- PAN JEST TU WCZEŚNIEJ NIŻ ŻONA?
– Tak, ja jakbym się tutaj urodził. Znaczy urodziłem się we Wrocławiu, ale mama i tato już tu mieszkali.
- RODZICE NIE ŻYJĄ?
- Tylko mama, ale już nie kontaktuje. Ma alzhaimera.
-KIEDY PAN PRZYJECHAŁ DO MIRKOWA?
- Rodzice mnie tu przywieźli jako małe dziecko, bo już tu mieszkali na tej obecnie ul. Jagiellońskiej kiedyś Bieruta. Czyli jako małe dziecko od 52 roku już tu byłem.
-CZY TO PRZYPADEK?
-To znaczy przypadek to ja nie wiem, to by najlepiej rodziców zapytać. Ale raczej nie, jako młode małżeństwo, znaczy tato to był wdowcem pierwsza żona mu zmarła, i wyszedł za obecną moją mamę. Tato pochodził z kieleckiego a mama z poznańskiego i tu się poznali. Jak były tu napływowe tereny to wszystko przyjeżdżało tu. I właśnie się tu osadzili i dobrali na tych terenach. Można powiedzieć, że to jest sporo lat, aż pół wieku.
-JAK WYGLĄDAŁ WÓWCZAS MIRKÓW?
-Oj. Jak ja pamiętam to było sto ileś domków. Domek koło lasku pamiętam miał 107 numer, ponieważ numery liczono wsiami a nie ulicami jak to teraz jest. Obecnie gdzie jest szkoła był dołeczek i ludzie, którzy się tu osadzali brali piach z tamtego miejsca na dokańczanie domów. Ale większy teren do piaskowni był za „Piszczałką” skąd piach na odbudowanie brał Wrocław, ponieważ blisko było to koparkami przyjeżdżali, a jak im już było za mało to przenieśli się na „Glinianki”. Kiedyś „Glinianki” to było szczere pole, ani dołka, a teraz… po prostu Wrocław, na mirkowskich piachach powstał. Dlatego nasza ulica Jagiellońska jest asfaltowa. Był warunek, jak skończą zabierać piach z „Glinianek”, to mają nam zrobić drogę asfaltową, bo droga była jak poduszka, wiosną przejść się nie dało, bo jak po lodzie szło się. To było jak odszkodowanie. To właśnie spółdzielnia zaoferowała, aby dać fundusze na to, a komitet społeczny to zrobił. Tak samo ze szkoła pamiętam jak sam dołek kopałem na fundamenty, było to składkowe przedsięwzięcie. Później to gmina przejęła, ale nie jestem pewien.
-CZY NA POCZĄTKU ISTNIENIA MIRKOWA ZNAJDOWAŁY SIĘ SKLEPY, APTEKI, KOŚCIÓŁ ITP.
-Był jeden sklep obecnie tam ktoś mieszka, znajdował się koło piekarni, zaraz koło przystanku. Na początku był sklep jedyny w całym Mirkowie i nawet na starym nie było; pamiętam rolnicy mieli chleb na kartki. Jak nie kupiłeś w rano, nie kupił w piątek, ten dopiero w poniedziałek kupił (śmiech) .
Apteki nie było żadnej, szkoła była na Starym Mirkowie. Na początku szkoły dyrektorem był pan Dulewicz, a później państwo Ludwiczakowie i byli do końca.
-CZYM SIĘ PAN ZAJMOWAŁ?
- Chodziłem do szkoły, po zakupy do sklepu się jeździło, Graliśmy w piłkę, boisko było mmm …, chyba wasza pani dyrektor szkoły ma na środku boiska dom. Od pani dyrektor do gł. drogi to było nasze boisko, dalej wzdłuż drogi koło sklepu było boisko do siatkówki, koło „Glinianek” było tylko małe boisko też do siatkówki albo w dwa ognie przeważnie się grało.
-JAK WOLNY CZAS SPĘDZAŁY DZIECI?
-Grały w dwa ognie, piłkę nożną. A muszę powiedzieć, że tam gdzie kościół na tym skrzyżowaniu był wolna działka, na której dzieci bawiły się w dwa ognie, ponieważ nie wszystkie na przykład małe dzieci rzadko chodziły przez pół Mirkowa na tamte boiska. Chodziły w lato nad rzekę, ponieważ kiedyś nie było „Glinianek”, to chodzili nad Dobrą i Toporek. Były różne głębokości, pierwsza jak się dwie schodziły to była pierwsza głębokość dla małych dzieci, następnie druga dla większych i później już dla dobrych pływaków. Te wysokości były zaznaczone drzewami akurat trzy dęby rosły tak, że mogliśmy sobie obliczać, dokąd można pływać. W zimie biegały na łyżwy. Tak na łyżwy, bo pomiędzy Długołęką a Mirkowem od drogi aż do torów były wylewy Toporka i tamte pola to było jedno wielkie lodowisko.
-PAMIĘTA PAN W CO SIĘ DZIEWCZYNKI BAWIŁY?
-Oh dziewczyny i chłopacy to była jedna paczka albo boisko albo łyżwy … a dziewczynki takie mniej zabawne siedziały w domu(śmiech). Na przykład nasza sąsiadka pani Ula Zalewska, my z nią w piłkę graliśmy. Często w szkole były imprezy, ale nie było to jak dyskoteki. Była też gra w państwa, mało znana, ale bardzo lubiana gra przez tamte dzieci.
-JAKIE WAŻNE WYDARZENIA PAN PAMIĘTA?
-Pamiętam katastrofę kolejową, to żeśmy już byli małżeństwem. To aż 30 lat temu, ale straszne to było (ze smutkiem). Byłem tam osobiście na miejscu zaraz po tym, bo to było jakoś koło 8.00. Było naprawdę tragicznie aż strach było podchodzić tam. Najgorzej było jak rodziny z Długołęki zaczęły tu przychodzić. Bo to było tak, że oni do Kijowa jechali a rodziny w Długołęce czekały, aby im pomachać.
Dwie dziewczynki czekały, aby pomachać mamie i siostrze … i nie pomachały. Były umówione, że będą stały w tym miejscu i sobie pomachają.
A drugi wypadek to też był. Nawet moja siostra zginęła. Dzieci chodziły do Długołęki na religię do kościoła.
Wracały na Boże Narodzenie i straszna śnieżyca wiała. Była grupka dzieci, między innymi moja żona, bo ona jest z wieku mojej siostry, i Żuk jechał wpadł w poślizg i zabił czwórkę w tym moją siostrę. To też było takie większe wydarzenie, bo i w Mirkowie i w okolicy pisało w gazetach i w radiu mówili. To też taka nasza tragedia mirkowska, dzieci szły po spowiedzi  Bożonarodzeniowej.
Było też wesołe wydarzenie np. otworzyliśmy szkołę, to była wielka radość. Koło parku było kiedyś przedszkole. W domu państwa Smołów też coś było, tylko nie pamiętam co. Mogę tez powiedzieć, że pierwsze dożynki po wojnie też były na tych terenach.
-CZY SĄ JAKIEŚ ŚLADY PO WOJNIE?
-Raczej nie. Chyba, że chodzi o np. kule w domach, to parę jest. Oczywiście my jako dzieci próbowaliśmy coś takiego znaleźć. W tym miejscu gdzie jest obecnie kościół też znajdował się stary dom, który najprawdopodobniej był budowany przed wojną, wojna przyszła a oni nie dokończyli i tak był zbudowany do stropu. Ludzie bali się czy można się tu zasiedlać czy nie, bali się, że Niemcy ich stąd wyrzucą! Chociaż my się nie baliśmy, przyjeżdżali tu właściciele niemieccy myśląc, że my ich nie zagościmy, a my i tak swoje i ich ugościliśmy. Nawet zdjęcia sobie tu porobili i później nam wysłali. Było to jakieś piętnaście lat temu. To były dzieci właścicieli tych, co tu do szkoły chodziły.
-KTO MNIEJ WIĘCEJ PIERWSZY ZAMIESZKIWAŁ TE TERENY?
-Lichteinshtain, ale tak to Stary Mirków, bo ten Mirków to taka rozrzutka była. Ponieważ tu chcieli przyjeżdżać rolnicy i oni się na Starym Mirkowie osiadali a tu nie było dobrej ziemi, więc tylko w domach się osiedlali. Lichteinshtain założył spółdzielnię produkcyjną, która miała zasiewy rolne. Porzeczki…My dzieci tak lubiliśmy je zbierać.
-BYŁY JAKIEŚ PAMIĄTKI PO NIEMCACH?
-Dom, w którym mieszka p.Muzierowski. Pisało „Breslau”. I chyba już tylko jedynie budynki. Wiadukt, którym dojeżdża się na Psie Pole to też Niemcy niewolnicy wybudowali przed samą wojną i po wojnie skończyli. Nawet tam ładunki były, że jak coś to żeby zdetonować, później saperzy to rozbroili. A po ruskich to do niedawna na Starym Mirkowie można było zobaczyć na kostce trakt królów, którzy z Wrocławia Do Warszawy jeździli, ale położyli beton i chodniki i nie ma.
-A JAK SIĘ PANU ŻYJE W MIRKOWIE?
-Żyje mi się bardzo dobrze, nawet miałem propozycję, aby stąd wyjechać. Moja mama i mój tata bardzo chcieli wyjechać, już mieli wszystko pozałatwiane… już dom uszykowany… i tylko przeze mnie nie wyjechali. Bo jak zobaczyłem, że tam ani światła ani dużych okien. Już mieli przygotowane, aby tylko jechać, a ja płakałem tydzień i mówiłem, że „wy jedźcie ”.

Najstarszy dom, który jest, to „Baza” na Starym Mirkowie.

Wywiad przeprowadziły: Kasia Pietkiewicz, Ola Pawlak, p. Magdalena Ryba.
wrzesień 2007r.

 

 

 

Klub Poszukiwaczy Piętaszki z Mirkowa

2007-11-18

Wywiad z Wiktorią Smołą na temat Mirkowa 

 


mieszkanka Mirkowa- babcia Katarzyny Pietkiewicz, uczennicy Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Mirkowie

-KIEDY PRZYJECHAŁA PANI DO MIRKOWA?
-Kwiecień 1966.
-CZY BYŁ TO PRZYPADEK?
-Nie, mąż mi kupił posiadłość
(3h, domek i zabudowania gospodarcze).
A tutaj akurat, dlatego by nasze córki mogły studiować na dobrych uczelniach i być z nami.
-JAK WÓWCZAS WYGLĄDAŁ MIRKÓW?
-Mało było mieszkańców. Po stronie Wrocławskiej, nr nieparzyste byli: Trębacki, Smoła, Wańtuch, Sniecikoska, Chrobot, Litwinowicz, Jagodzińscy.
Po drugiej stronie ulicy była podobna ilość domów mieszkalnych. Domy były wielorodzinne.
Kiedyś na Mirków mówiono kolonia, a na Stary Mirków tak jak teraz.
-CZY ZNAJDOWAŁY SIĘ TU SKLEPY, SZKOŁA, APTEKA?
-Szkoła była na Starym Mirkowie, był też jeden sklep, a apteki nie było.
-CZYM SIĘ PANI ZAJMOWAŁA?
-Z mężem uprawiałam gospodarkę rolną (ok.20h)
-JAK WOLNY CZAS SPĘDZAŁY DZIECI?
-Chodziły do szkoły, pomagały rodzicom w domu lub gospodarce. Chłopcy bawili się na boiskach i tak, jak teraz dzieci jeździły na wycieczki ze szkołą.
-JAKIE NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIA PANI PAMIĘTA?
-Katastrofę kolejową w 1977r.
-CZY W MIRKOWIE ZOSTAŁY JAKIEŚ ŚLADY PO WOJNIE?
-Jak myśmy przyjechali, to tutaj już nic nie było.
-CZY ZOSTAŁY JAKIEŚ PAMIĄTKI PO NIEMCACH?
-Koło ulicy Kolejowej był kiedyś pomnik niemiecki.
wywiad przeprowadziła Katarzyna Pietkiewicz
październik 2007r.

 

2007-11-17

                                                                                                        


Wywiad z  Haliną Dudą , mieszkanką Mirkowa (babcia Karoliny Lesiak, uczennicy ZSP  w Mirkowie).


Dzień Dobry babciu czy mogłabym zadać Ci kilka pytań na temat Mirkowa?

Proszę bardzo pytaj o co chcesz.

1. Jak długo babcia mieszka w Mirkowie?
 
Zaczęłam budowę domu w 1973 roku, a zamieszkałam  w Mirkowie w 1975 roku. Mieszkam tu do chwili obecnej.

2. Skąd babcia pochodzi?                                       

Urodziłam się w Kadłubie powiat Środa Śląska, a następnie rodzice przeprowadzili się do Łosic. W Łosicach tatuś pracował i tam mieszkaliśmy.

3. Co wpłynęło na to, ze babcia zamieszkała w Mirkowie?

W 1966 roku wyszłam za mąż i musiałam poszukać mieszkania, ponieważ w Mirkowie była możliwość wykupienia działki budowlanej z Urzędu Państwa, skorzystaliśmy z tej oferty i zaczęliśmy budowę własnego domu.

4. Gdzie babcia pracowała, gdy się przeprowadziła?

    Pracowałam w Polarze.
 
5. Czy w Mirkowie były kluby spotkań?

     Tak. Było koło gospodyń wiejskich- chór.

6. Czy były jakieś place zabaw dla dzieci?

    Nie, nie było żadnego placu zabaw, dzieci same musiały sobie                      
    zorganizować czas.

7. Czy jest coś zadziwiającego w Mirkowie?

Są wiry w jeziorku – „glinianki”

8 . Jak wówczas wyglądał Mirków?

Były same pola, było bardzo mało domów, dlatego było dużo działek budowlanych, domy zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu i Mirków stał się dużym skupiskiem ludzi.

 


Wywiad przeprowadziła         
Karolina Lesiak
dnia 29 września 2007 roku
                                                           

 

 

2007-11-16

SIEDEM KRÓTKICH WYWIADÓW NA TEN SAM TEMAT (MIRKÓW)

 

 

 

Wywiad z panią Władysławą Suwałą, mieszkanką Mirkowa
(babcią Pauliny i Karoliny Woźniak, uczennic ZSP w Mirkowie)


1.Skąd Pani przyjechała do Mirkowa?
   Do Mirkowa przyjechałam w 1959r. z Oskiej Piły koło Międzyborza.

2.Czy był to przypadek?
   Nie było to przypadkowe, ponieważ mój mąż pracował w WSK i tutaj znalazł mieszkanie.

3.Jak wówczas wyglądał Mirków?
   W Mirkowie w tym czasie było tylko kilka poniemieckich domów.

4.Co znajdowało się w Mirkowie?
   Jeden sklep i puste działki.

5.Czym się Pani zajmowała?
   Na początku jak przyjechałam urodziłam dwoje dzieci i nie pracowałam, później w 1968r. Zaczęłam pracować w Polarze.

6.Jak spędzała Pani wolny czas?
   Kupiłam działkę i tam spędzałam wolny czas.

7.Jak wolny czas spędzały dzieci?
   Dla dzieci nie było tu żadnej rozrywki.

8.Jakie ważne wydarzenia z początków swego pobytu w Mirkowie Pani pamięta?
   W Mirkowie było bardzo dużo wypadków samochodowych a najtragiczniejszym była katastrofa kolejowa.

9.Czy w Mirkowie były jakieś ślady walk po wojnie?
   Żadnych niewypałów nie było.

10.Jakie były relacje pomiędzy Polakami a Niemcami?
     Nie pamiętam żadnych Niemców, ale mieszkali tutaj Rosjanie w domkach w lesie.
11.Czy zostały jakieś pamiątki, przedmioty po Niemcach?
     Ja nigdy nic nie znalazłam.


 

Wywiad przeprowadziła Karolina Woźniak
Mirków,  04.09.2007

 

                                                                       


  Wywiad z Panią Janiną Biłous mieszkanką Mirkowa od 48 lat.


1.Skąd Pani przyjechała do Mirkowa?

 Przyjechałam z Kresów Wschodnich z Kołomyi, województwo Stanisławów. Mam chrypkę ( pani  odchrząknęła).

A Pani skąd rodzice są?- pani Janina pyta panią Magdalenę Rybę.
Pani Magdalena Ryba:  - Mój tato z Ukrainy z Kołodziejówki .
Pani Janina Biłous:  - A jakie to było województwo?
Pani Magdalena Ryba: - Też chyba Stanisławów.
Pani Janina Biłous: - Na pewno.

2.Czy był to przypadek?

 Niestety wygonili nas Ruscy. Już teraz można mówić,  bo przedtem nie można było mówić, trzeba było trzymać język za zębami. 1 maja 1945 roku wyjechaliśmy z  Kołomyi transportem. Było nas w wagonie 22 osoby, w tym kilkoro dzieci i jeszcze jakieś 2 kozy. I tak jechaliśmy 9 dni, jechaliśmy i jeszcze dołączył do nas transport z Węgier. Dołączyli do nas Polaków, którzy byli na Węgrzech, dołączyli kilka wagonów i tak zatrzymaliśmy się w Poznaniu.

3. Jak wówczas wyglądał Mirków?

Było kilka domów poniemieckich i nic więcej nie było.

4. A  czy była jakaś apteka, szkoła, sklepy?

Wtedy nic, w 1959 roku nic nie było. Nie było żadnej apteki, żadnej szkoły, nic nie było.

5. Czym się Pani zajmowała?

Wychowywałam dzieci i byłam w domu.

6. Jak spędzała Pani wolny czas?

Czytałam, chodziłam z dziećmi na spacer. Córka wyszła za mąż w 1961 roku i urodziła się wnuczka, druga córka wyszła za mąż.

7. Jak wolny czas spędzały dzieci, miały jakiś plac zabaw?

Miałam dorosłe dzieci.

8. A inne dzieci, te miejscowe?                        

Sprowadził się tutaj pan Julian Olejnik,  ale to już później, później. To miał troje dzieci, no i bawiły się jak to dzieci.

9.Jakie ważne wydarzenia ze swego pobytu w Mirkowie Pani pamięta ?

Pamiętam pustkę  i ciszę .Bardzo mi się tu podobało. Jak wcześniej mieszkałam w Oleśnicy na piętrze i tam ścianę obok grali i śpiewali, i jeszcze tańce tam były. A tu mi się bardzo podobało 1 samochód był w Mirkowie, potem drugi w 1960 roku - osobowy samochód. Nie pochodzę z rodziny rolniczej, ale bardzo lubię w ogrodzie pracować. Wstawałam rano skoro świt i szłam siać, i plewić. No i dzieci trzeba było wychować sama szyłam, prałam i piekłam, tak jak każda matka.

10. A czy katastrofę kolejowa Pani pamięta?

Słyszałam, ale tam nie byłam. Nie chciałam się patrzeć na to, bo to było przykre jak ludzie zginęli.

11. Czy w Mirkowie były jakieś ślady walk po wojnie ?

Proszę?

Czy w Mirkowie były jakieś ślady walk po wojnie?

Ślady, no przecież był tam jeden dom zburzony, nie wiem czy zbombardowali. Na Jagiellońskiej, tutaj gdzie sklep, same fundamenty zostały. No i tu było kilka domów poniemieckich. I mieszkało już tutaj trochę ludzi.
12. Jakie były relacje pomiędzy Polakami a Niemcami?

Tutaj nie było Niemców.

13. Czy zostały jakieś pamiątki przedmioty po Niemcach?

Nie, nie mam nic.

 

Wywiadu udzielała Pani Janina Biłous
Wywiad przeprowadzały: Natalia
Budzowska i Nina Fuczek.
Opiekun Magdalena Ryba.                                                                                
Mirków, wrzesień 2007r.

 

 

Wywiad z Janiną Pawlak , mieszkanką Mirkowa
(babcia Aleksandry Pawlak- uczennicy ZSP w Mirkowie)


1. Skąd Pani przyjechała do Mirkowa?
Przyjechałam ze wsi Byków koło Wrocławia, tam się wychowałam.

2. Czy był to przypadek?
Nie, nie był to przypadek. Staraliśmy się o mieszkanie w mieście. Na próżno. Postanowiliśmy więc wykupić działkę budowlaną w Mirkowie w 1977 r. i wkrótce się tam wybudowaliśmy.

3. Jak wówczas wyglądał Mirków?
Teren był pusty, porośnięty trawą, mało zaludniony, stało tam kilka domów.

4. Co znajdowało się w Mirkowie?
Był tam tylko zaledwie jeden sklep spożywczy.

5. Czym się Pani zajmowała?
Pracowałam w Polarze.

6. Jak spędzała Pani czas wolny?
Właściwie to nie miałam za bardzo czasu wolnego. Budowałam dom, wychowywałam dzieci, od czasu do czasu jeździłam na rowerze.

7. Jak wolny czas spędzały dzieci?
Najczęściej bawiły się na podwórku i grały w piłkę nożną.

8. Jakie ważne wydarzenia z początków swego pobytu w Mirkowie pani pamięta? (1977- katastrofa kolejowa)?
Spośród wydarzeń z pobytu w Mirkowie najbardziej utkwiła mi w pamięci katastrofa kolejowa. Miała ona miejsce 9 lipca 1977 r. około godziny 8:00 na szlaku kolejowym pomiędzy stacjami Wrocław Psie Pole a odległą o 7 km stacją Długołęka. W wyniku zderzenia lokomotywy spalinowej, która uciekła ze szlaku, z pociągiem pospiesznym „Praha Express” relacji Praga - Moskwa, zginęło 11 osób, a ponad 40 odniosło obrażenia. Jest to o tyle wyjątkowe wydarzenie, że lokomotywa z ekspresem zderzyła się czołowo, a przyczyna ucieczki lokomotywy z wyznaczonego toru jest do dziś niewyjaśniona.
Według nieoficjalnych informacji w wypadku ucierpiała także znaczna ilość pasażerów pochodzących z ZSRR. Ci, w pierwszej kolejności zostali zabrani przez helikoptery sanitarne armii radzieckiej w nieznane miejsce. Sprawa ta została utajona.
Mój szwagier rozcinał wagony i ratował ludzi. Wśród ofiar były moje trzy znajome z Długołęki: Maria, Bernadetta i Krystyna Bola z Długołęki.

9.Czy w Mirkowie były pozostałości po Niemcach?
Nie, wtedy jeszcze nie było Mirkowa, stały tam wnet dwa budynki.

1O.Jakie były relacje w Mirkowie między Polakami, a Niemcami?
Wprowadziłam się w l977roku .Tego nie wiem.

11.Czy w Mirkowie były jakieś ślady walk po wojnie?
Nie „nie zauważyłam żadnych śladów.


Wywiad przeprowadziła
Aleksandra Pawlak
październik 2007r.

 

 

Wywiad z ks.Wacławem Kuriatą proboszczem parafii pw. św. Brata Alberta w Mirkowie

-Szczęść Boże.
-Szczęść Boże.
-Skąd ksiądz przyjechał o Mirkowa?
-Do Mirkowa przyjechałem 1 czerwca w 1990 roku z Oleśnicy Śląskiej.
-Jak wówczas wyglądał Mirków?
-Wyglądał o wiele inaczej aniżeli wygląda dzisiaj, bo był o wiele mniejszy, no i domy nie były takie ładne jak dziś.
-Co wtedy znajdowało się w Mirkowie?
-W Mirkowie znajdowały się domy mieszkalne, znajdowały się zakłady rzemieślnicze, no i znajdowały się sklepy, chyba dwa, czy trzy sklepy.
-Jakie ważne wydarzenia z początków swego pobytu w Mirkowie ksiądz pamięta?
-Jako ważne wydarzenie pamiętam otwarcie naszej szkoły tutaj w Mirkowie. To była właściwie po parafii druga instytucja, która tutaj powstała, i to wszystko się stało właśnie w roku 1990.
1 czerwca powstała parafia, a pierwszego września tego samego roku została otwarta tutaj nowa szkoła, co było wielkim wydarzeniem i wielką radością wszystkich mieszkańców, ponieważ te instytucje miały wpływ integrujący na całe środowisko.
-Gdzie znajdował się dawny kościół?
-Dawny kościół znajdował się przy ulicy Wolności 42/44 to jest ten budynek, gdzie dzisiaj znajduje się urząd pocztowy. Jest to miejsce, które dalej, może trochę w inny sposób aniżeli przez dziesięć lat od roku 1990 do roku 2000, służy wszystkim mieszkańcom Mirkowa, bo urząd pocztowy jest nam wszystkim przecież potrzebny i to niemal na co dzień.
-Jak wyglądał i czy bardzo różnił się od obecnego?
-Tamto miejsce modlitwy bardzo różniło się od obecnego. To była kaplica o wiele mniejsza od kościoła, który mamy tutaj u zbiegu ulic Jagiellońskiej i Kościelnej; właściwie można powiedzieć, porównując wielkości, to tamta kaplica była jedną czwartą co do wielkości obecnego kościoła. Było to miejsce modlitwy przez dziesięć lat, małe ze względu na to, że miejscowość wciąż się rozrastała bardzo dynamicznie i trzeba było przystąpić do budowy nowego kościoła.
-Bardzo dziękujemy, to wszystkie pytania.
-Proszę bardzo.


 

Wywiad przeprowadziły:
Paulina Woźniak
Karolina Woźniak
Dominika Tomes

wrzesień 2007r.

 

 

       

Wywiad z Panem Piotrem Budzowskim (dziadek Natalii Budzowskiej, uczennicy ZSP w Mirkowie)                

 

1. Skąd Pan przyjechała do Mirkowa?

     Pochodzę z województwa małopolskiego. W1957 roku przyjechałem z rodziną do Warkocza obok Strzelina. Po roku przeprowadziliśmy się do Szczodrego. W Szczodrym mieszkałem 20 lat tam założyłem rodzinę, z którą w 1977 roku przeprowadziłem się do Mirkowa.

2. Czy był to przypadek?

Nie był to przypadek, ponieważ kupiłem tutaj działkę po okazyjnej cenie.

3. Jak wówczas wyglądał Mirków?

 Na terenie gdzie teraz stoją domy przy ulicy Adama Mickiewicza i Tadeusza Kościuszki było duże boisko do piłki nożnej.

4. Co znajdowało się w Mirkowie?

     Był sklep spożywczo-przemysłowy, owczarnia, bar MIKRUS i prywatna betoniarnia, w której pracowałem. W tamtych latach zaczęliśmy budować szkołę w czynie społeczny, do której miały chodzić moje dzieci. Teraz mam satysfakcję. Mimo, że do tej szkoły nie chodziły moje dzieci, ale chodzą moje wnuki. Na rzecz szkoły przepracowałem 300 godzin.

5. Czym się Pan zajmował?
Jak już wcześniej wspomniałem pracowałem w betoniarni, która znajdowała się przy ulicy Spacerowej.

6. Jak spędzał Pan wolny czas?

      Po pracy przychodziłem do domu, jadłem obiad, myłem się i odpoczywałem.


7. Jak wolny czas spędzały dzieci?

      Bawiły się na boisku. Chłopcy strzelali z procy a dziewczynki skakały na skakance i grały w gumę.

8. Jakie ważne wydarzenia z początków swego pobytu w Mirkowie Pan    
     pamięta?

Katastrofa kolejowa w 1977 roku, w której brałem czynny udział w ratowaniu ludzi.

9. Czy w Mirkowie były jakieś ślady walk po wojnie?

      Było napisane na ścianach starych budynków „ Na Berlin”. Na „gliniankach” były domki, w których stacjonowały wojska radzieckie. Przy torach kolejowych stały tak zwane krzyże pokutne wykonane z granitu.

10. Jakie były relacje pomiędzy Niemcami a Polakami?

     Do tej pory czuję nienawiść do Niemców,  bo to przez nich zginęli moi kuzynowie i wujowie.

11. Czy zostały jakieś pamiątki, przedmioty po Niemcach?
 
     Nie.

 

 

Wywiad przeprowadziła: Natalia Budzowska
Wrzesień 2007 rok

 

 

Wywiad z panią Renatą Woźniak , mieszkanką Mirkowa (mama Karoliny i Pauliny Woźniak, uczennic ZSP w Mirkowie)

 

1.Skąd Pani przyjechała do Mirkowa?
    Mieszkali tu moi rodzice i ja się tu urodziłam.
2.Jak wówczas wyglądał Mirków?
   Było kilka ulic, parę domów. Szkoła znajdowała się w Starym Mirkowie.
3.Czym się pani zajmowała?
   Były to lata mojego dzieciństwa. Do Szkoły Podstawowej uczęszczałam do Starego Mirkowa do klasy 1–3, a następnie od 4–8 do Szkoły Podstawowej nr.98 na Psim–Polu.
 4.Jak spędzała Pani wolny czas?                                   
   Spotykałam się z koleżankami, grałyśmy w piłkę, skakałyśmy na skakankach, bawiłyśmy się w klasy i kolarzy.
5.Jakie ważne wydarzenia z początków swego pobytu w Mirkowie Pani pamięta?
  Byłam wtedy dzieckiem, kiedy wykoleił się w Mirkowie międzynarodowy pociąg w 1977 roku, poniosło śmierć dużo ludzi.
6.Czy w Mirkowie były jakieś ślady walk po wojnie?
   Nie było żadnych śladów walk po wojnie.
7.Czy zostały jakieś pamiątki, przedmioty po Niemcach?
   Po Niemcach zostały tylko domy.


Wywiad przeprowadziła: Paulina Woźniak.
Data: 30.10.07r.

 

 

Wywiad ze Zbigniewem Andrzejkiem, mieszkańcem Mirkowa

(dziadek Dominiki Tomes, uczennicy Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Mirkowie)

 

*Dziadku czy mogłabym zadać Ci kilka pytań odnośnie historii Mirkowa?
Tak oczywiście, chętnie odpowiem na pytania. Mam dużo czasu.
*Skąd dziadek przyjechał do Mirkowa?
Przyjechałem do Mirkowa z Jeleniej Góry w roku 1952.
*Czy był to przypadek?
Nie, nie był to przypadek
*Jak wówczas wyglądał Mirków?
W Mirkowie znajdowała się droga dwupasmowa z kostki granitowej, budowana przez więźniów z obozu koncentracyjnego Gross-Rossen.
Było koło 85 budynków. Były pola. W wielu miejscach byli Ruscy.
*Co znajdowało się w Mirkowie?
Jeden sklep (koło piekarni). Szkoła na starym Mirkowie.
*Dziadku, czym się wtedy zajmowałeś zajmował?
Jako dziecko uczyłem się w szkole, potem skończyłem technikum kolejowe. Po technikum zostałem kolejarzem. Na początku swojej pracy byłem dyżurnym ruchu, później zawiadowcą stacji, instruktorem ruchu, a na końcu naczelnikiem.
*Jak spędzałeś wolny czas?
Jako dorosły najpierw szedłem do pracy, po pracy budowałem dom
*Jak wolny czas spędzały dzieci?
Wtedy dzieci same wymyślały sobie zabawy.
*Jakie ważne wydarzenia z początków swego pobytu w Mirkowie pamiętasz?
Pamiętam katastrofę kolejową w lipcu 1977. Pamiętam także budowę szkoły, dokładnie mówiąc wylewanie fundamentów, budowę kaplicy i kopanie stawu.
*Czy w Mirkowie były jakieś ślady walk po wojnie?
Były ślady po kulach, amunicje, bomby, Ruiny budynków.
*Jakie były relacje pomiędzy Polakami, a Niemcami?
Nie było wtedy Niemców, byli Ruscy.
*Czy zostały jakieś pamiątki przedmioty po Niemcach?
Były chełmy, bagnety, kilka budynków. Z chełmów robiono miski.


Wywiad przeprowadziła: Dominika Tomes
Na pytania odpowiadał: Zbigniew Andrzejak

wrzesień 2007r.

Przygotował KLub Poszukiwaczy Piętaszki z Mirkowa

2007-11-15

Mieszkańcy wsi Jaksonowice, Skała i Węgrów - ich zajęcia, pasje i kultura codzienna

                                                                 

Po II Wojnie Światowej do Jaksonowic przybyła duża liczba Polaków z Kresów Wschodnich. Najwcześniej do wioski przybyli Nadolski, Okrajkowie i Kobyłka. Przyjechali tu także ludzie z różnych stron Polski. Przywieźli ze sobą różne tradycje. Dawniej byli bardzo zapracowani, bo wszystko robili ręcznie, nie było takich urządzeń jak obecnie. Teraz (2007 r.) dbają bardziej o wygląd swoich gospodarstw. Po wojnie wybudowano wiele nowych domów. W 1958 powstał cmentarz, na którym pierwszy spoczął pan Ryś. Przywieźli zwyczaj skubania pierza i opowiadania przy tym dowcipów. Pracę tę często umilały śpiewy. W Zielone Świątki mieszkańcy przyozdabiali konie i płoty domostw kwiatami. Kultywując tradycję przodków ze wschodu w dniu 15. sierpnia mieszkańcy Jaksonowic jechali konno. Konie były pięknie przyozdobione, a jeźdźcy mieli kapelusze z piórami. Śpiewali przy różnych okazjach piosenki. A oto tekst jednej z nich:

„Za las chłopcy, za las, bo za lasem grają,
Bo mi się za lasem dziołchy podobają.
Za las chłopcy, za las, za las na borówki
Są tam dziołchy ładne, pokojówki”

 

(Piosenkę zaśpiewał mieszkaniec Jaksonowic p. Tadeusz Mróż, a wysłuchali jej Dawid Kyrcz i Adrian Lipka, uczniowie klasy IV Szkoły Podstawowej 10. sierpnia 2007. Natomiast informacje o kuturze mieszkańców Jaksonowic zgromadziło uczennica Szkoły Podstawowej w Węgrowie, Roksana Kyrcz, w sierpniu 2007 roku)

 

Przed wojną wieś Skała (Kałów) zamieszkiwało 55 osób. Po wojnie we wsi osiedlili się ludzie z różnych stron Polski, głównie z okolic Lwowa i Kielc. Różnili się mową i zwyczajami, np. ze wschodu przywieziono zwyczaj podawania na wigilię kutii i pierogów. Ze względu na swoje położenie (zbocza i wzniesienia) już przed wojną rolnicy niemieccy posiadali duże sady, w których rosły drzewa i krzewy owocowe. Nawet wzdłuż drogi przez wieś biegła aleja czereśniowa. Obecnie, tj. w 2007 roku z tamtych czasów zostały dwa bardzo stare drzewa. Po II Wojnie Światowej sadownicy polscy jeszcze zwiększali areał sadów. Obok hodowli bydła było to jedno z głównych źródeł dochodu. Jeszcze kilka lat temu, kiedy nadchodziło lato, czas zbiorów, w ciągu dnia wieś pustoszała, wszyscy mieszkańcy (i nie tylko, również młodzież z innych miejscowości, która zarabiała na wakacje) od dzieci do staruszków pracowali przy zbiorze owoców, dlatego Skałę nazwano „zagłębiem” owocowym. Obecnie w dalszym ciągu przeważają drzewa owocowe, ale jest ich znacznie mniej, głównie na własne potrzeby. Niektóre drzewa są tak stare, że pamiętają swoich przedwojennych niemieckich gospodarzy.
(Wiadomości do swoich dziadków Szponarskich zebrała i opracowało uczennica klasy V, Izabela Matusz 23 wrześnie 2007 roku)

 

Węgrów jest niedużą wsią. Po II Wojnie Światowej przybyli do niej głównie Polacy z Kresów Wschodnich i Kielecczyzny. Przywieźli stamtąd swoje zwyczaje. Jest to wieś rolnicza, ma ziemie pszenno-buraczane. W latach 80’ i 90’ uprawiano bardzo dużo warzyw na nasiona, np. ogórków. Wiele osób pracowało także w Zakładzie Przetwórstwa Mlecznego, z którego wychodziły znakomite przetwory nabiałowe(sery). Funkcjonowała także poczta, w której przez wiele lat pracował (już nieżyjący) pan Franciszek Banach. Po wojnie p. Łuczyński wypiekał znakomite pieczywo w poniemieckiej piekarni, która została odnowiona i uruchomiona. Pracował tam aż do lat 70’. Obecnie jest to budynek prywatny, piekarnie zlikwidowano.
(Informacje o zajęciach mieszkańców Węgrowa zgromadziła Aleksandra Kędziora, uczennica klasy VI, w sierpniu i wrześniu 2007)

 

 

Podsumowanie

 

Ziemie, o których zbieraliśmy informacje zawierają jeszcze wiele ciekawych rzeczy, które powinniśmy odkrywać. Mieszkańcy tych ziem, stanowiący mieszankę kulturową, kształtują oryginalną, niespotykaną społeczność, którą powinniśmy jeszcze poznać chcąc odkryć naszą tożsamość. Najbardziej interesowało nas oprócz przeszłości „tu i teraz”. I chcemy się tym podzielić z rówieśnikami z innych regionów i zachęcić tym samym do poznawania historii i teraźniejszości swoich ziem.
Takie wnioski wyciągnęli członkowie klubu Ciekawi Świata, uczniowie Szkoły Podstawowej z Węgrowa mieszkający w obwodzie naszej szkoły we wsiach Jaksonowice, Skała i Węgrów.

2007-11-14

 

 

Wywiad z p. Dariuszem Przyklenkiem – dyrektorem SP Dobroszów oraz nauczycielem w-fu

 


*Dzień dobry! Jak długo pracuje Pan w naszej szkole?
20 lat.

 

*Jak szkoła zmieniła się przez ten czas?
Szkoła zmieniała się w zależności od tego jaki był jej status. Czy to była szkoła 6-klasowa czy 8-klasowa. Cały czas stara się być szkołą nowoczesną, dobrze wyposażoną o wysokiej jakości nauczania. Szczególnie są tutaj działania i to, że szkoła ma kameralny charakter. Dzięki temu nasi absolwenci są dobrze wykształceni zarówno w sferze intelektualnej, jak i cielesnej (sportowej).

 

*Wiemy, że istnieje w szkole szkolny klub sportowy? Od kiedy istnieje? Kto do niego należy?
SKS istnieje od 1987r. braliśmy udział w zawodach sportowych wojewódzkich i  regionalnych. Wielokrotnie nasza szkoła, a przede wszystkim uczniowie szkoły osiągali mistrzostwo gminy, powiatu, a także zajmowaliśmy czołowe miejsca w regionie.

 

*Czy klub może pochwalić się jakimiś sukcesami?                  
Najbardziej spektakularne osiągnięcia szkoły to III miejsce dziewcząt w województwie wrocławskim w piłce ręcznej i IV miejsce chłopców w strefie Wrocławia. Jedna z naszych uczennic była mistrzynią Wrocławia w tenisie stołowym. W makroregionie zajęliśmy 15 miejsce. Rok rocznie braliśmy udział w 8/10 dyscyplin sportowych. Dla mnie to były wspaniałe emocjonujące chwile i wielka radość z sukcesów. Dla uczniów przede wszystkim radość ze zwycięstwa, ale też z uczenia się i pokonywania porażek. Jestem dumny ze współpracy z uczniami ceniąc w nich hart ducha, pracowitość i zaufanie, którym mnie darzyli. Bywało, że treningi odbywały się w soboty, niedziele, ferie i nikt nie narzekał, a jasno określony cel mobilizował nas wszystkich.

 

*Wiemy, że zostało założone stowarzyszenie sportowe. Jak się nazywa i kiedy zostało założone?
To jest Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Dobroszów-Januszkowice. Zostało założone w 2004 r. Powstało na bazie absolwentów szkoły i zgodnie z ich oczekiwaniami. Zrobiliśmy ogólne zebranie i powołaliśmy władze tego stowarzyszenia. Na tej podstawie, mam nadzieję, że w przyszłości Klub Sportowy oraz Stowarzyszenie będą mogły funkcjonować i nadal się rozwijać.

 

Bardzo dziękujemy za rozmowę. Do widzenia!

rozmawiały: Andżelika Świerad i Jolanta Zawadzka

Dobroszów, 24.10.2007

© 2007 auch studio