strona główna > żywe krajobrazy > czas pamięci > ciekawe historie
Gmina Długołęka
2007-10-29

Ciekawsze wydarzenia z życia szkoły podstawowej w Wilczycach

                                     
1. Powstanie teatru młodzieżowego prowadzonego przez Eugeniusza Teodorczyka, oraz Witolda Madejskiego nauczyciela muzyki ze szkoły podstawowej w Kiełczowie. Teatr grał przedstawienia wg. scenariuszy w/w, w różnych miejscowościach naszej gminy.
2. Pierwsza wycieczka dzieci zorganizowana została wspólnie przez dwie szkoły podstawowe w Kiełczowie i w Wilczycach w 1958r.
3. Utworzenie przez p. Helenę Olejnik – polonistkę szkolnego teatru uczniowskiego, który wystawiał min. ,,Balladynę” J. Słowackiego.
4. Budowa boiska szkolnego, skoczni, oraz bieżni – rok 1964-66.
5. Uczestnictwo w powiatowych rozgrywkach sportowych (piłka nożna, szczypiorniak) organizowanych w Oleśnicy
6. Coroczne wycieczki młodzieży do różnych ciekawych miast w Polsce.
7. Utworzenie na bazie szkoły podstawowej w Wilczycach dwóch kursów szkół wieczorowych dla wszystkich osób które z jakichś powodów nie ukończyły VII klas szkoły podstawowej.
8. Organizowanie przez nauczycieli i młodzież licznych przedstawień dla rodziców i mieszkańców wsi, szczególnie jasełek, a także występów związanych z obrzędami ludowymi, świętami takimi, jak Dzień Kobiet, Dzień Dziecka, Dzień Sportu.
9. Organizowanie zabaw tanecznych dla mieszkańców wsi w świetlicy szkolnej celem zdobycia funduszy na potrzeby szkoły.
10. Kapitalny remont budynków szkoły w latach 1965-71.
11. Utworzenie w szkole bogato wyposażonych pracowni, głównie: biologicznej, fizycznej, chemicznej.
12. Przygotowanie sali gimnastycznej i wyposażenie jej w potrzebne sprzęty do ćwiczeń.
13. Prowadzenie biblioteki szkolnej zawierającej głównie zalecane lektury.
14. Prowadzenie szkolnej kasy oszczędności jako formy nauki oszczędzania przez dzieci i młodzież.

Szkoła w Wilczycach, od najwcześniejszych lat swojego istnienia cieszyła się bardzo dobrą opinią władz szkolnych – gminnych, powiatowych i wojewódzkich, oraz władz państwowych wszystkich szczebli. Wielu spośród absolwentów naszej szkoły jest dziś ludźmi posiadającymi wykształcenie wyższe, wielu pełni ważne funkcje zawodowe i społeczne. Nasi uczniowie byli, lub są sołtysami, radnymi gminy, działaczami społecznymi, wolontariuszami itd. Bardzo dobrą sławą cieszyło się również funkcjonujące od 1977r. Schronisko Młodzieżowe ,,Miś”, odwiedzali Wilczyce i zamieszkiwali w nim młodzi i dorośli z Polski i zagranicy – Czesi, Niemcy,Szwajcarzy, Francuzi, Węgrzy, Bułgarzy, Anglicy, Szkoci i inni.

                          

Przepisał: Grzegorz Obuch                   

 

SZKOŁA W WILCZYCACH

 

- informacje z publikacji Zbigniewa Frasa ”Dzieje gminy Długołęka”:
Jednoklasowa szkoła ewangelicka istniała w Wilczycach już w roku 1818. Od roku 1929 funkcjonowała trzyklasowa szkoła, która mieściła się w budynku wzniesionym jeszcze w 1800 roku. Nowa szkoła, z dwiema izbami lekcyjnymi, mieszkaniem służbowym i placem zabaw zbudowana zostaje w roku 1936.

 

- ze wspomnień pani Heleny Olejnik – jednej z pierwszych nauczycielek w powojennej szkole w Wilczycach):
 Po wojnie, w budynku obecnej szkoły znajdowały się mieszkania prywatne oraz restauracja. Szkolny budynek (ul. Wrocławska 7) do roku 1947 stał pusty, więc złodzieje powynosili przez okna niemal wszystko. Zawiadomiona o takim stanie rzeczy gmina, przysłała pana Eugeniusza Teodorczyka, który objął stanowisko kierownika szkoły i nauczyciela. Z pomocą miejscowych ludzi doprowadził do stanu używalności jedną klasę i rozpoczął pracę. Ponieważ dzieci nie było dużo, więc uczył sam, a gdy wyjeżdżał służbowo, zastępowała go żona.
Z powodu braku pomieszczeń i nauczycieli, w szkole funkcjonowały klasy łączone. Problemem szkoły było nauczenie dzieci poprawnej wymowy, trzymania w ręku ołówka, ale także walka z niedożywieniem i chorobami.

 

- ze wspomnień pani Longiny Rajcy – córki powojennego kierownika wilczyckiej szkoły p. Teodorczyka:
 Otwarcie szkoły w Wilczycach nastąpiło w roku 1947. Szkoła mieściła się w budynku przy ulicy Wrocławskiej 7 i miała tylko jedna izbę lekcyjną. Kierownikiem i nauczycielem w szkole był pan Eugeniusz Teodorczyk. Szkołę ogrzewano „kozą”. Zmiany nastąpiły po remoncie, który przeprowadzono w latach 1948 – 1950. Wyremontowano wtedy drugą izbę szkolną oraz założono ogrzewanie.
W roku 1953 szkołę poszerzono o V klasę i w związku z tym zatrudniono drugą nauczycielkę – p. Marię Kowalską. Zginęła ona tragicznie i jej miejsce zajęła p. Helena Olejnik.
Lata 1959 – 1961 to czas remontów budynków szkolnych – małego, w którym odbywała się nauka oraz dużego, przy ul. Wrocławskiej 15. Wprowadzono do szkoły klasy VI i VII oraz zatrudniono nowych nauczycieli, pracowało ich już czworo.
W roku 1963 w szkole funkcjonowała już klasa VIII oraz nowi nauczyciele.
Szkoła cały czas rozwija się. W latach 1965 – 1970 powstały pracownie – biologiczna, chemiczna, fizyczna, gabinety – historyczny i polonistyczny oraz sala gimnastyczna. Zbudowano też bieżnię i boisko do piłki siatkowej i piłki ręcznej (szczypiorniaka).
W związku z małą ilością dzieci w poszczególnych rocznikach w szkole wprowadzono reorganizację. Zlikwidowano klasy od IV do VIII pozostawiając jedynie klasę przedszkolną, którą prowadziła p. W. Fedoryszyn oraz klasy I – III prowadzone przez p. E. Teodorczyka.
Swoją działalność w budynku przy ul. Wrocławskiej 15 szkoła zakończyła w roku 1980. W jej  miejscu powstało Schronisko Młodzieżowe „Miś”. Pan Eugeniusz Teodorczyk został jego kierownikiem, a po jego odejściu na emeryturę stanowisko to objął pan Ludwiczak.
Od roku 1988 w budynku funkcjonowało przedszkole dla dzieci pracowników WSK oraz mieszkańców Wilczyc, Zgorzeliska i Kiełczowa.

 

- ze wspomnień pani Teresy Donajskiej – mieszkanki Wilczyc:
 Jeszcze na początku lat 50. w obecnym budynku szkolnym znajdowały się mieszkania prywatne, a w obecnej Sali gimnastycznej funkcjonowało coś na kształt świetlicy wiejskiej. W zabudowaniach gospodarczych za budynkiem m.in. była piekarnia.

 

- ze wspomnień pana Mieczysława Tryby – mieszkańca Wilczyc od roku 1947:
 W Wilczycach są dwa budynki szkolne – mała szkoła i duża szkoła.
Po wojnie dzieci uczyły się w starej szkole, w jednej izbie lekcyjnej cztery łączone klasy. Nauczycielem i kierownikiem szkoły był pan Teodorczyk. Mieszkał on w mieszkaniu służbowym z tyłu budynku szkolnego. Niedaleko szkoły znajdowało się boisko.
W budynku obecnego gimnazjum były mieszkania prywatne. W późniejszych czasach powstało tu przedszkole a potem schronisko młodzieżowe.

 

- informacje od p. Hanny Lewickiej, pracującej w szkole w Wilczycach od roku 1992:
Szkoła w obecnym „kształcie” (stary budynek + dobudowana nowa część) funkcjonuje od września 1992 roku. Starania o rozbudowę i powstanie szkoły ośmioklasowej czynił m.in. ówczesny sołtys Wilczyc – p. Kozioł.
We wrześniu 1992 roku dzieci rozpoczęły naukę w klasach I – IV. W kolejnych latach, co roku przybywał jeden oddział. Szkoła Podstawowa jako filia szkoły w Kiełczowie funkcjonowała do czerwca 1999 roku, od września bowiem, w związku z reformą systemu oświatowego, w Wilczycach powstało gimnazjum. Początkowo były to tylko dwie klasy pierwsze. Nauczyciele pracowali w Wilczycach i w szkole w Kiełczowie. W kolejnym roku szkolnym były już dwie klasy pierwsze i dwie drugie, a od roku szkolnego 2001/2002 funkcjonuje już całe gimnazjum jako samodzielna jednostka oświatowa.
Zmieniało się też otoczenie szkoły, powstały boiska zewnętrzne, plac zabaw dla dzieci oraz kort tenisowy.

 

 

TEATR

 

- informacje z publikacji Zbigniewa Frasa „Dzieje gminy Długołęka”:

Początki teatru w Wilczycach sięgają lat 20-tych XX wieku.
Siostra hrabiego von Pfeil – właściciela majątku, była organizatorką życia kulturalnego we wsi – np. w roku 1923, na Boże Narodzenie przygotowała przedstawienie jasełkowe z 34 wiejskimi aktorami. Przedstawienie to przez lata prezentowane było w różnych miejscowościach.

 

- informacje ze wspomnień p. Teresy Donajskiej:

 W okresie powojennym (lata 1954 – 1960) wilczycą młodzież skupił wokół siebie kierownik szkoły pan E. Teodorczyk, proponując im udział w przedstawieniach teatralnych. Wraz z panem Witoldem Madejskim – nauczycielem w szkole w Kiełczowie – założyli teatr. Wspólnie napisali sztukę, której treść przypominała nieco „Chłopów” i „Samych swoich”. Spotkania i próby odbywały się w sali szkolnej. Przedstawienie prezentowane było mieszkańcom różnych miejscowości w gminie (Brzezia Łąka, Śliwice, Kiełczów, Borowa). Kostiumy każdy przygotowywał we własnym zakresie – były to najczęściej codzienne ubrania nieco tylko stylizowane.
Środkiem lokomocji wykorzystywanym przez grupę były: furmanka lub samochód załatwiany przez pana Teodorczyka (Żuk z ustawionymi na pace drewnianymi ławkami).Oprócz przedstawienia, część programu prezentowanego mieszkańcom  stanowiły piosenki i tańce.

 

- nasze doświadczenia:

 Tradycje teatralne są w Wilczycach kultywowane. Uczniowie tutejszego gimnazjum corocznie przygotowują przedstawienia jasełkowe, przedstawienia z okazji Dnia Edukacji Narodowej oraz comiesięczne przedstawienia w ramach Czwartków Kulturalnych – to taka szkolna tradycja. Poprzez czwartkowe przedstawienia młodzież szkolna oraz mieszkańcy Wilczyc i okolic poznali m.in. kraje Unii Europejskiej (byli np. na Olimpie z greckimi bogami, uczestniczyli w korridzie), regiony Polski, uwspółcześnione wersje znanych dzieł literackich.
Ponadto z inicjatywy dyrektora szkoły – p. Grażyny Zbrożyny – Kubiczy – corocznie organizowane są w szkole Gminne Konkursy Recytatorskie.

Poznawszy przeszłość, spróbujemy zrobić coś więcej dla „rozwoju teatru” w Wilczycach. Może tradycją staną się przedstawienia dla seniorów z okazji Dnia Babci i Dziadka?
            

 

                        Teatr dziś-Czwartek Kulturalny                     Szkoła w 2007 roku

                                   Listopad 2006                                                  

2007-10-21

Historia Szkoły w Szczodrem

 

Szkoła w Szczodrem istnieje od 1697 roku. Wcześniej chłopcy uczyli się w pobliskim  Bykowie. Założycielem szkoły był pastor Chrystian Ulryk. W szkole uczyły się początkowo dzieci miejscowe, natomiast dzieci z Domaszczyna tylko gościnnie. Dopiero w 1820 roku mogły uczęszczać do Szkoły w Szczodrem. Pierwszy budynek szkoły przetrwał 100 lat. W 1820 roku wybudowano nowy budynek, który służył dzieciom tylko  20 lat, z powodu niesolidności jego wykonania. W roku 1845 postawiono kolejny budynek, był on solidnie wykonany ale nowo wybudowane w nim sale klasowe były zbyt małe by pomieścić wszystkie dzieci. W 1758 roku uczyło się 50 dzieci, w 1774 już 75, 1830 było ich 90, a w 1883 nawet 150.  
Nauczyciele Szkoły w Szczodrem.
Z tego środowiska pochodzą dwaj badacze wsi- Gustaw i Helmut Rolle (dziad, wnuk ).Dzięki  nim znamy wszystkich miejscowych nauczycieli od 18 w. Byli nimi:
Thomas Walenty Pluta- nauczyciel pochodzący z Bykowa, syn miejscowego organisty, mieszkaniec Szczodrego od około 1701 roku.
 W latach 1704-1706 był Gottfred Eisert,
 Hans Galke w latach 1712- 1718.
 Martin Stange do roku 1733.                            
 Fredrich Gritsche do 1744.
 Karl Fredrich Schiege, syn organisty z Bykowa do 1775 r.
 Johann Christoph Schubert uczył w latach 1758- 1762.
 Karl Ferdinand Schonel do 1764.
 Johan Gottfried John aż do 1800r.
 Hristop Wilhelm Schilft do 1819.
Karl Wilhelm Blasche tylko kilka miesięcy w roku 1825, został organistą w Bykowie.
 Fredrich Erdmann Herman od 1826 do 1837.
 Johann Ehrenfried Topler  1837- 1839.               
 Rejnhold Wilhelm Constant  Niedermann od 1837 do 1839.
  Robert Rolle od 1868 do 1900. Pracując w szkole zajmował się badaniem przeszłości wsi, od 1882 należał do Śląskiego Towarzystwa Historycznego. W 1884 wydał w Oleśnicy historię Szczodrego i Domaszczyna. Jego wnuk Helmut R. również interesował się tym zagadnieniem. Opublikował swoja pracę po tym samym tytułem.
 W 1890 przeprowadzono gruntowny remont budynku szkolnego. Dobudowano piętro z przeznaczeniem na mieszkanie dla kierownika oraz pokoju dla drugiego nauczyciela. Na parterze znajdowały się dwie izby klasowe.
Od roku 1900 do 1926 kierownikiem szkoły był Hugo Augspurg, natomiast jego pomocnikiem  od 1911 był Otto Szuster. Następcą Szustera został Gustaw Langer, pracował tam do 1925 roku. Od 1925 stanowisko kierownicze piastował Franz Schulz. W 1939 roku został powołany do wojska, zastępował go emerytowany nauczyciel Karl Potzold.
 Od 1944 nauka odbywała się  w pałacu. W 1945 roku w budynku szkolnym kwaterowały wojska radzieckie, które zostawiły budynek w stanie ruiny.

 

Źródło: Zbigniew Fras, Dzieje Gminy Długołęka, wyd. Profil, Wrocław 1998, s. 120- 122.

 

Historia Koła Gospodyń Wiejskich w Szczodrem

 

Koło Gospodyń Wiejskich zostało założone w 1965 roku. Jej członkinie były mieszkankami wsi Szczodre i Domaszczyn. Pierwszą przewodniczącą została Teresa Wach, która piastowała to stanowisko do 1988 roku. Jak wspomina  nasza rozmówczyni dla członkiń organizowane były kursy. Kurs przysposobienia rolniczego trwał trzy lata .Kobiety w tym czasie prowadziły poletka doświadczalne z różnymi nowymi odmianami warzyw. Kurs kończył się egzaminem rolniczym i uzyskaniem dyplomu kwalifikowanego rolnika. Drugim kursem organizowanym dla członkiń K.G.W. był kurs pierwszej pomocy choremu prowadzony przez P. Olejnika. Omawiane były na nim pierwsze objawy podstawowych chorób oraz jak należy udzielać pierwszej pomocy choremu. Koło za zgromadzone fundusze , zakupiło komplet naczyń, który był wypożyczany za odpłatą na okolicznościowe imprezy tj. wesela, chrzciny, komunie itp. Z funduszu koła , członkinie organizowały na Dzień Dziecka  dla uczniów szkoły podstawowej w Domaszczynie wycieczki do ZOO , Wrocławia, opłacały spływy kajakarskie oraz zaopatrywały szkołę w sprzęt sportowy. Jak wspomina nasza druga rozmówczyni P. Władysława Kanicka , „członkinie brały udział w organizacji miłych spotkań np. Dzień kobiet, Dożynek gminnych oraz brały udział w występach wiejskich”, imprezy te były finansowane z budżetu koła. Głównym celem tego koła, jak twierdzi P. Kanicka, przewodnicząca koła od 1988,” było rozprowadzanie wśród członkiń piskląt kurzych, kaczych i gęsich. Zaopatrywały się w pasze treściwe do wychowu piskląt. W późniejszych latach K.G.W. zakupiło szatkownicę do kapusty, magiel elektryczny. Z urządzeń tych mogli również korzystać wszyscy mieszkańcy wsi Szczodre i Domaszczyn, za symboliczną opłatą. Pieniądze z wynajmu były przeznaczane na pokrycie kosztów za światło. Koło funkcjonowało do 1990. Naczynia członkinie przekazały na rzecz Komitetu Rodzicielskiego w Szczodrem. 

2007-10-11

SZKOŁA PODSTAWOWA W KIEŁCZOWIE
 

Jesteśmy uczniami klasy 6 Szkoły Podstawowej w Kiełczowie. Nasza siedmioosobowa grupa tworzy klub poszukiwaczy, który nazwaliśmy "skrzynia pamięci". W „skrzyni” chcemy umieścić wspomnienia związane ze szkołą, staramy się poznać jej historię, nauczycieli, którzy tu kiedyś realizowali swoje zawodowe ambicje a także dotrzeć do dawnych uczniów.

 


Oto nasza szkoła - nowoczesny obiekt w centrum Kiełczowa a jednocześnie oddalony od głównego ruchu ulicznego, w zacisznym, zielonym zakątku. Już od wczesnych godzin rannych wypełnia się gwarem, dziecięcymi radościami i smutkami, sukcesami a czasem smakiem gorzkiej porażki. Szkoła jest dla nas miejscem szczególnym i na pewno bardzo lubianym. Choć nie zawsze przykładamy się do nauki, staramy się by bliskie nam były słowa Jana Pawła II - "Prawdziwie wielki jest ten człowiek, który się chce czegoś nauczyć"
Rozpoczęliśmy ostatni rok nauki w tej szkole i ogarnia nas smutek na myśl o rozstaniu z tym co stanowiło istotę naszego życia przez ostatnie sześć lat. Każdy z nas zabierze ze sobą część tej szkoły, jej klimatu, tradycji, zasad.
Podobne nastroje zapewne corocznie ogarniają absolwentów naszej szkoły. Tak od ponad 60 lat…
Wyremontowany po wojnie budynek szkolny (pochodzący z 1920r) otwarto we wrześniu 1945.
Do pięcioklasowej podstawówki uczęszczało wtedy 52 uczniów a uczyło 3 nauczycieli. Stopień organizacyjny do 7 klas podniesiono w 1949 roku a do grona pedagogicznego dołączył jeszcze jeden nauczyciel. Pierwszym kierownikiem szkoły była pani Stanisława Madejska. Liczba uczniów z roku na kok zwiększała się, i po 10 latach wynosiła 132 a w 1962 roku pracę rozpoczęło już 259 uczniów i 7 nauczycieli.
Oto zdjęcie przedstawiające panią Anną Szremską z klasą II w przeddzień zakończenia roku szkolnego 55/56:

 

Pani Szremska uczyła głownie języka polskiego. Podkreśla, że bardzo lubiła swoją pracę, uczniowie chętnie się uczyli, mimo że nie wszyscy mieli podręczniki. Wspomina także sale szkolne, w których podłogi smarowane były czarną masą, dlatego nie było tyle kurzu.
Wśród uczennic znajdujących się na zdjęciu jest pani Stefania Kaca, która bardzo miło wspomina lata spędzone w szkole. Do tych najprzyjemniejszych zdarzeń pani Stefania zalicza zajęcia pozalekcyjne, zbiórki harcerskie i szkolne wycieczki. Podkreśla również autorytet nauczycieli i zaangażowanie ich w swoją pracę. Pani Madejska stała się wzorcem, który pani Stefania starała się naśladować w swej późniejszej pracy jako przedszkolanka.

Zdjęcie 1.  Pani Madejska wraz ze swoją klasą II w 1959 roku.

 

Miłych wspomnień związanych ze szkołą jest wiele. Poprzednia pani Dyrektor – Krystyna Młotek, pełniąca tę funkcję od 1987 do 1998 roku, jako najmilsze zdarzenie wymienia udział swojej klasy w telewizyjnym programie „Krzyżówka trzynastolatków” i wygraną uczennicy z Kiełczowa.

Zdjęcie 2. 22 października 1996 – pamiątkowe zdjęcie z programu „Krzyżówka Trzynastolatków”

 

Pani Krystyna Młotek jako największy sukces w swej pracy wymienia oczywiście rozbudowę szkoły. Uroczyste otwarcie wśród wielu znakomitych zaproszonych gości, to wydarzenie, które na trwałe zapadło Jej w pamięci. Pani Młotek, od 9 lat jest na emeryturze ale często odwiedza szkołę, uczestniczy w uroczystościach. A na pytanie czy lepiej jest być uczniem czy nauczycielem, odpowiada, że jednak nauczycielem – mimo, że jest to bardzo odpowiedzialna praca, daje dużo satysfakcji.

Nasza obecna pani Dyrektor  - Bogumiła Olchówka chętnie znów zasiadłaby w szkolnej ławce jako uczennica. W młodych ludziach podziwia radość i entuzjazm. Pani Dyrektor od zawsze lubiła szkołę, była wzorową uczennicą i od dziecka marzyła, by zostać nauczycielem. Marzenie się spełniło !
W pracy dyrektora najprzyjemniejsze dla pani Olchówki są te chwile, kiedy uczniowie osiągają sukcesy w konkursach i uzyskują dobre wyniki w nauce.

Szkoła w obecnej szacie prezentuje się od 10 lat; właśnie wtedy - we wrześniu 97 roku inaugurowano nowy rok szkolny w nowej rozbudowanej szkole. Budowa trwała 2 lata, pierwsze prace rozpoczęto w roku 1995. Oto zdjęcie starej szkoły, tuż przed wkroczeniem ekipy remontowej.

 

Rysunek 1 "Stara" szkoła w Kiełczowie rok 1995

 

W niedługim czasie na dziedzińcu szkolnym zaczęły wyrastać mury nowego segmentu szkoły. Tempo budowy było szybkie, (co zawdzięczamy głównemu wykonawcy p. Józefowi Mockowi) więc na efekty nie trzeba było długo czekać - oto nowe skrzydło lśniące bielą .

 

Jeszcze tylko remont starej części i już we wrześniu 97 roku uczniowie rozpoczynający nowy rok szkolny mogą się cieszyć nowością, przestronnością, zupełnie odmienioną szatą szkoły.
Na uroczyste otwarcie szkoły licznie przybyli zaproszenie goście - przedstawiciele rady miasta, kościoła i prasy.

Kolejny etap prac obejmował budowę hali sportowej, której wszyscy oczekiwali ze zniecierpliwieniem do 1999 roku. Niewątpliwie było to ogromne przedsięwzięcie, bo jak dotąd nie było sali gimnastycznej.

 

Zdjęcie 3 Uroczyste otwarci sali

 

Teraz juz nie wyobrażamy sobie uczniowskiego życia bez sali sportowej, bo trzeba tu zaznaczyć, że oprócz lekcji w-f i pozalekcyjnych zajęć sportowych, nasza sala jest użytkowana podczas wszelkich uroczystości szkolnych, a w wakacje staje się ulubionym miejscem dla nowożeńców na przyjęcia weselne.
 
Sprawdzianem ilości mogących pomieścić się osób na sali jest niewątpliwie uroczyście obchodzony Dzień Seniora. Uczniowie zapraszają babcie i dziadków, by we wspólnym gronie uczcić Ich święto. Tradycja spotkań sięga 94 roku, kiedy to po raz pierwszy nasza szkoła zorganizowała przyjęcie dla Seniorów.

 

Rysunek 4 Dzień Seniora

 

Z roku na rok impreza ta cieszy się coraz większym powodzeniem, coraz liczniej przybywają na nią zaproszeni goście. Przy kawie i słodkościach Seniorzy mają okazję podziwiać swoje pociechy podczas występów artystycznych i popisów taneczno-akrobatycznych.
Na spotkaniu nie brakuje również muzyki; organizatorzy dbają by imprezę uświetniał zespół muzyczny czy kabaretowy. Goście otrzymują sporą porcję dobrej zabawy. Niejeden Senior opuszcza salę z łezką w oku.
 

 

Innym niemniej ważnym wydarzeniem mającym kilkuletnią tradycję w kalendarzu szkolnym jest festyn charytatywny „Tylko być dzieckiem” organizowany wspólnie z Domem Dziecka w Kiełczowie przy wsparciu Rady Rodziców i ludzi dobrej woli. Nadrzędnym celem imprezy jest wsparcie finansowe domu dziecka, nie pomijając pysznej zabawy. Całodniowa impreza oferuje niezliczone atrakcje – można sprawdzić swoje umiejętności zręcznościowe jak i wokalne, wziąć udział w loterii fantowej i oczywiście zdobyć cenne nagrody. O świetny nastrój festynu dbają zaproszeni komicy, magicy i zespoły muzyczne. A przy tym grillowane specjały, ciasta autorstwa mam uczniów i sukces imprezy gwarantowany. Tłumnie przybywają mieszkańcy Kiełczowa i okolic spragnieni dobrej zabawy, smacznego jadła i niewątpliwie chęci niesienia pomocy tym, którzy jej potrzebują najbardziej.

Zdjęcie 4 Zespół 'Róża Wiatrów' rozgrzewający publiczność

 

W tym roku po raz pierwszy zjednoczone siły Rady Sołeckiej, Szkoły i wielu wolontariuszy zorganizowały imprezę pt. „Dni Kiełczowa”. Święto naszej miejscowości obchodziliśmy 23 września i mamy nadzieję, że w ten sposób zapoczątkowaliśmy coroczne spotkania społeczności kiełczowskiej. Przyszkolne tereny, gdzie miały miejsce główne atrakcje,już od przedpołudniowych godzin wypełniały się kiełczowianami. Uczestnicy zabawy mieli okazję zakosztować wielu atrakcji przygotowanych w ten dzień – występy muzyczne zespołów oferujących zarówno tradycyjne szlagiery jak i młodzieżowe przeboje, programy kabaretowo rozrywkowe i rozmaite konkursy. Nie zabrakło również loterii z nagrodami, zadbano by maluchy mogły się wyszaleć na dmuchanym zamku i zjeżdżalniach. Zabawa trwała do późnych godzin wieczornych z imponującym finałem – pokazem sztucznych ogni.

 

Szkoła w Kiełczowie pełni rolę ważnego ośrodka kulturalnego integrującego społeczność kiełczowską. Dzięki owocnej współpracy pani Dyrektor, Rady Rodziców, władz Kiełczowa i kościoła powstają nowe inicjatywy, które urozmaicają życie Kiełczowa.


 

 

2007-10-10

HISTORIA JANUSZKOWIC

 

W 1253 roku wieś została wymieniona jako Janisicovici w dokumencie papieża Innocentego IV potwierdzającym posiadłości wrocławskiego opactwa ś. Wincentego. Jako Januschdorf wieś została wymieniona w 1524 roku. Od 1658 własność Sylwiusza Nemroda wirtemberskiego, księcia oleśnickiego.

HISTORIA KOSCIOŁA W JANUSZKOWICACH

Kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Królowej Polski (wcześniej p.w. Ducha Św.) Pierwotny istniał przed 1524 rokiem, być może wybudowany najpóźniej w XIV wieku. W dokumencie z 1524 r. jest mowa o odnowieniu kościoła W 1890 r. przy budowie wieży murowanej z cegły zamieniono zniszczoną ścianę zachodnią i północną na konstrukcje murowaną W 1936 odnowiono wówczas ścianę południową i wschodnią, naprawiono dach 1975 r. kościół odnowiony. 

 

Dawny Ołtarz (zdjęcie powojenne)

            

 

 

KOŚCIÓŁ DZIŚ

§ Uroczystości kościelne:

-Chrzty
-Komunie Św.
-Śluby                                              
-Pogrzeby
-Bierzmowania 
-Uroczyste msze odpustowe            
(przyjeżdżają księże z dekanatu)

                                         

 

 

 

 

Dawna procesja (zdjęcie powojenne)

- Wizytacja Kanoniczna, która odbywa się co 5 lat  (Ostatnia wizytacja była w 2002 roku przez biskupa Mariana Gołębiewskiego. W naszej pafafi byli m.in. Kardynał Gulbinowicz, biskup Pazdur, biskup Rybak i wielu innych.)

                                                                                                                                                     

HISTORIA KOŚCIOŁA WEDŁUG PANI MARII DUCHNOWSKIEJ


„ Dawno temu przyjechał do Łoziny Ksiądz świętej pamięci Antoni Baszak z całą swoją parafią oraz organistą. Pochodził on ze wschodu. Ludzie do kościoła przychodzili na boso i w białych chustach. Nasz kościół w Januszkowicach był zaniedbany i nie miał się kto nim zajmować. Jako podłoga służyły stare, zniszczone cegły. Głównego ołtarza wogóle nie było, na miejscu obecnego ołtarza stała ambona. Funkcję ołtarza pełnił bardzo duży obraz   umieszczony na ambonie. Nie było ławek, stały tylko parę krzeseł. Raz w miesiącu z okolicznych miejscowości przychodzili na mszę Niemcy. Msza była odprawiana tylko dla nich. Był pełny kościół, wszyscy stali nawet prze kościołem. Dopiero po jakimś czasie naszym kościołem zajął się śp. Ksiądz Antoni Baszak. Kościół został wyświęcony 3 maja p.w. Matki Boskiej Królowej Polski. Ksiądz Baszak przyjeżdżał na mszę w każdą niedzielę. Był przywożony konno przez gospodarzy według kolejki (ówcześnie nazywano ten zwyczaj „podwoda”).

Klucz do kościoła miał kościelny Janicki Ignacy, który również dzwonił na mszę świętą. Kilka razy kościół był remontowany. Wymalowany, ale w dalszym ciągu ołtarza nie było. Najwięcej do remontu i świetności kościoła przyczynił się następny już nieżyjący ksiądz Mieczysław Szymański. Zamieszkał w Jaksonowicach a nasz kościół stał się parafialnym. Ksiądz Szymański odnowił cały kościół. Zostały wykonane ławki oraz ołtarz, który istnieje do dziś. Ksiądz Szymański włożył bardzo dużo pracy w odnowienie kościoła. Postanowił nawet zasadzić ziemniaki i zasiać pszenicę. Pewnego dnia gdy jego pszenica była już gotowa do skoszenia inni gospodarze po tajemnie chcieli skosić księdza dorobek. Ksiądz dowiedziawszy się o tym wsiadł na rower i czym prędzej pojechał na pole. Stanął przed kombajnem i nie pozwolił na skoszenie. Wszystko co miał przeznaczył na kościół. W 1972 roku przybył ksiądz Czesław Turowicz, który jest do chwili obecnej. Bardzo dba o kościół, jest pięknie i czysto utrzymany. W naszym kościle jest chór który pięknie śpiewa i dziewczyny które grają na gitarach. Bardzo chętnie uczęszczamy do kościoła.”


Rozmawiały:                                                                                          BasiaDuchnowska                                                                                                   Karolina Węgrzyn
Dnia: 25.10.2007 rok

2007-10-02

WILCZA KARCZMA W DŁUGOŁĘCE

 

 

W historii Długołęki karczma i browar, które powstały u schyłku XVII wieku, zajmowały ważne miejsce w życiu społecznym ówczesnych mieszkańców. 1 marce 1684 roku właściciel Szczodrego Baltazar Wilhelm von Gaffron otrzymał od księcia oleśnickiego Friedricha Sylwiusza zgodę na otwarcie karczmy z prawem produkcji i sprzedaży piwa. Piwo warzone w tym browarze zyskało z czasem zasłużoną sławę, a browar zaczęto nazywać Browarem Książęcym.
 Karczmę wzniesiono w północnej części wsi Długołęka. Zbudowano ją na łąkach, wykupionych przez von Gaffrona od miejscowych rolników. Początkowo nazywano ją „karczmą przydrożną w Długołęce”, ale w roku 1768 włączono ją do wsi Szczodre i owa nazwa straciła rację bytu. Od roku 1750 karczmę, która w roku 1685 stała się własnością księcia oleśnickiego, dzierżawił człowiek nazwiskiem Wolf i od jego to nazwiska karczma otrzymała nazwę Wolfkretscham.
 Podczas wojny siedmioletniej (1756 – 1763) obozujące między Mirkowem a Domaszczynem wojska rosyjskie poważnie zdewastowały Karczmę Wilka. Miało to miejsce w roku 1760. Tuż po wojnie odbudowano naszą karczmę, a zarządca majątku oznajmił, że wystawia się ją na sprzedaż. W skład sprzedawanego obiektu wchodziły cztery izby oraz przyległe zabudowania gospodarskie: stajnie, obory, chlewy). Pomimo że trzykrotnie ogłaszano przetarg kupca nie znaleziono. Dopiero w maju 1766 roku karczmę wykupił dzierżawca Heinrich Wolf.
 Karczma była własnością Wolfów do 1864 roku. Dobre położenie przy drodze z Wrocławia do Oleśnicy przysparzało jej wielu klientów, dzięki czemu rozbudowywała także wachlarz usług. Nabyła prawa do wypieku własnego pieczywa, a także dokonywania własnego uboju. Tu mieściła się również stacja pocztowa, co oznaczało regularny i stały napływ podróżnych, którzy zatrzymywali się w karczmie na posiłki oraz noclegi.
 W tym miejscu należy wyjaśnić sobie pewne podstawowe prawidła tamtych czasów. Po pierwsze drogi były w kiepskim stanie, były to drogi gruntowe, a zatem w okresie suszy były piaszczyste, pełne dziur i kamieni utrudniających podróżowanie. Natomiast w okresie ulewnych deszczy drogi te robiły się błotniste i bardzo często były wręcz nieprzejezdne. Nie było samochodów i samolotów jak obecnie, a zatem podróż nie trwała godziny czy dwóch z jednego miasta do drugiego, lecz niekiedy takie podróżowanie trwało nawet kilkanaście dni. Były to dni spędzone  w warunkach zdecydowanie niekomfortowych. Dyliżans zabierał od 5 do 14 osób, był ciasny i niewygodny, więc robiono częste postoje, by podróżni i konie mogli odpocząć.
 Obsługa ruchu przynosiła karczmarzowi największe dochody, chociaż i miejscowa ludność często zaglądała do karczmy, by porozmawiać z podróżnymi o miejscach z których przybywali. Było to miejsce, które spełniało rolę dzisiejszej prasy i mediów. Tutaj miejscowa ludność dowiadywała się nie tylko o najnowszych nowinkach z wielkiego świata, ale także o tym co działo się u sąsiada. Karczma była miejscem spotkań, plotek, wymiany poglądów, ale także miejscem w którym konfrontowały się różne warstwy społeczne, gdzie kultura stanu szlacheckiego, mieszczańskiego stykała się ze stanem chłopskim, rolniczym, kulturą prostą, wiejską.
 Dochody karczmarza spadały podczas wojen, gdyż było mniej podróżnych i kryzysów gospodarczych, ponieważ ludzi nie było stać na przesiadywanie i biesiadowanie w karczmie. Z tego też względu karczmarz żeby wyżyć musiał zajmować się jakąś inną formą działalności przynoszącą zysk. Przeważnie ratował się przed ubóstwem dochodami z gospodarstwa rolnego.
 Wolfowie bardzo się wzbogacili na prowadzeniu karczmy i w połowie XIX wieku zaliczano ich do najbogatszych ludzi w okolicy. W latach 1831-1861 wartość karczmy wzrosła od 2,5 do 8 tysięcy talarów. Karczma stała się szeroko znana nie tylko w okolicy. Jednym z jej gości był pisarz i aktor Karl von Holtei (1789-1890).
 W 1863 roku zmarł właściciel karczmy Otton Wolf. Rok później wdowa sprzedała za 13 tysięcy karczmę wraz z ziemią uprawną księciu Wilhelmowi Brunszwickiemu, właścicielowi szczodreńskiego pałacu. W niedługi czas po sprzedaży karczma spłonęła. Książe postanowił ją odbudować dokładnie na tym samym miejscu, na którym stał stary budynek. W wyniku książęcych postanowień powstał nowy, większy i bardziej nowoczesny budynek karczmy. Co ciekawe, architektem, który zaprojektował nową karczmę, a jednocześnie przebudował również pałac w Szczodrem był niejaki Wolf! Jest to o tyle interesujące, że według wszelkich dokumentów architekt Wolf nie był w żaden sposób spokrewniony z naszym rodem Wolfów – właścicieli karczmy.

 


 Nowy budynek karczmy przetrwał do roku 1934 bez większych zmian, jedynie rzeźby wilczych łbów uległy uszkodzeniu w nieznanych okolicznościach. Ze względu na to, że owe rzeźby zdobiły wejście karczmy, jej właścicielami przez ponad 100 lat byli Wolfowie, a kolejny architekt, który ją odbudował nazywał się także Wolf, na stałe przylgnęła do niej nazwa „Wilczej Karmy”.
 W maju 1868 roku otwarto linię kolejową Wrocław – Oleśnica. W związku z tym Wilcza Karczma straciła na znaczeniu. Przestała być domem zajezdnym. Podróż koleją była szybsza i wygodniejsza niż dyliżansem, niepotrzebne były długie postoje. Najlepiej uświadomi nam to znaczenie kolei pewne porównanie, mianowicie: dyliżansem podróż z Oleśnicy do Wrocławia trwała cały dzień, natomiast koleją zaledwie jedną godzinę!!!
 W karczmie do roku 1910 pozostał Urząd Pocztowy. Zmienili się również goście: zamiast podróżnych wnętrza naszej Wilczej Karczmy pełne były przesiadującej ludności miejscowej. Towarzystwo było przeważnie męskie, pito piwo i grano w karty.
 W roku 1864 nowi właściciele pałacu w Szczodrem – Wettinowie – udostępnili park i niektóre komnaty pałacowe do zwiedzania. Dzięki temu w karczmie znów pojawili się zamiejscowi goście. Po obejrzeniu komnat i spacerze parkowymi alejkami odpoczywano i posilano się w Wilczej Karczmie.


  Niewiele lat przed wojną Wettinowie unowocześnili i upiększyli karczmę. W 1934 roku położono nowy dach, po części wymieniono, po części naprawiono stolarkę i tynki, a także pomalowano budynek na zewnątrz. Natomiast w roku 1937 podjęto gruntowną przebudowę wnętrza karczmy. Pracami kierował architekt z Wittenbergi – doktor Schmidt. Miał on do pomocy artystę malarza Heinricha Biecka i mistrza murarskiego Lucasa z Oleśnicy. Zmniejszono liczbę okien i drzwi na parterze, wstawiono nowe piece, położono kamienną podłogę, a także powiększono kuchnię. W ogrodzie stanęły podesty dla orkiestry i tańczących. Sień zdobił strop z belek dębowych. Najefektowniej prezentowała się sala na 120 osób. Urządzono ją w stylu chłopskiego baroku: sufit zdobił fresk z koliście ułożonych dwunastu rysunków przedstawiających dwanaście miesięcy prac na wsi i tak na przykład drwal symbolizował styczeń, pasterz strzegący owiec – kwiecień, para zakochanych – maj, żniwiarka – sierpień, święty Mikołaj wręczający podarek dziecku – grudzień. Na ścianach zaś wisiały obrazy z wizerunkiem pałacu w Szczodre.
 Do karczmy przynależały również mniejsze lokale takie jak: winiarnia, szynk (nazywany Wilczą Jamą) i tak zwana Sala Zamkowa, którą wykorzystywano jedynie na specjalne okazje (np.: po polowaniu).
 W karczmie odbywały się koncerty, przedstawienia teatralne, a później także i wyświetlano filmy.
 W 1945 roku Wilcza Karczma została spalona, mury rozebrane, a cegły wywiezione na odbudowę Warszawy.
 W Długołęce była jeszcze jedna karczma, w pobliżu kościoła. Zanim wytyczono drogę z Oleśnicy, między Szczodrem a Długołęką do Wrocławia, pełniła taką samą rolę jak później Wilcza Karczma. Po wybudowaniu jednak tej ostatniej, karczma w pobliżu kościoła straciła na znaczeniu, zbierała się w niej tylko ludność miejscowa, a zatem przypuszczać możemy, że jej właściciel nieznany nam z nazwiska musiał mieć dochody z jakiegoś innego zajęcia. Być może był rolnikiem lub właścicielem olejarni. Karczma ta przetrwała do roku 1945.

 

 

 


Tekst przygotowała grupa poszukiwawcza „Łęga” z Długołęki pod kierownictwem pana Zdzisława Nowakowskiego i redakcją Eweliny Gałdzińskiej

 

Wszelkie informacje użyte w tekście pochodzą z materiałów udostępnionych przez pana Zdzisława Nowakowskiego, m.in.:

1. Fras Z. przy współpracy Rainera Sachsa i Romana Stelmacha, Dzieje gminy Długołęka, Wrocław 1998
2. Fuchs G., Reformations und Kirchengeschichte des Fuerstentums Oels, Wrocław 1779
3. Georlitz J.G., Neuste Olsnographie oder Beschreibung des Herzogliche braunschweigischen Fuerstentums Oels in Hinsicht auf Geographie. Statistik. Topographie und Geschichte, Oleśnica 1837
4. Herbsten G., Spaziergang oder nuetzlicher Garten Discurs, Oleśnica 1692
5. Knie J.G., Alphabetisch = statistisch = topographische Uebersicht der Doerfer, Flecken, Staedteund anderen Orte der Konigl. Preuss. Provinz Schlesien, Wrocław 1845
6. Nowakowski Z., maszynopis pracy magisterskiej Dzieje gromady Wabienice do 1884 roku, Wrocław 1973
7. Sinapius J., Olsnographie

 

Specjalne podziękowania należą się panu Zdzisławowi Nowakowskiemu, który wiele opowiadał na temat dziejów naszej gminy, a także pracownikom Biblioteki Uniwersyteckiej za okazaną pomoc i udostępnione materiały.

 

2007-10-01

Uprawa chmielu w Bielawie

 

Wywiad dotyczący uprawy chmielu. Przygotowania do chmielobrania rozpoczynają się z początkiem września będą trwały około miesiąca, bez względu na pogodę.
Właściciel poletka chmielu zamieszkały we Wrocławiu przeprowadza się na ten czas do Bielawy, żeby nie tracić czasu i pieniędzy na dojazdy. Tym samym wszystkiego dopilnuje będąc na miejscu. W dniu naszej wizyty kontrolował sprawność maszyny, która służy do wyłuskania szyszkowatych kwiatostanów z chmieliny (pędu )który jest podstawowym surowcem do wyrobu piwa.

 

Jak pan wspomniał chmiel został zasadzony 30 lat temu i do tej pory wymienił pan tylko parę sadzonek?
Pan chmielarz: Wymieniłem całkowicie na inną odmianę, bo tamta nie sprzyjała tym browarnikom i trzeba było...bo chodzi o aromat i…wymogi są takie, że niestety…

 

I musiał pan kupić sadzonki…sadzić…
Pan chmielarz: tak, oczywiście i jest się praktycznie potniej trzy lata do tyłu…bo ta sadzonka, ona powoli rośnie…bo to nie jest nie tak, że ją się wsadza jak kartofla czy zboże, że ja ją mogę wymienić, to są potężne koszty, ale takie są wymogi unijne. Bo mieliśmy przedtem worki takie okrągłe, widzi pani, co nam zrobili? Tera będą kwadratowe. No i nic na to nie poradzisz. W unii to ja jestem od sześciu lat, bo i certyfikaty i tak dalej i tak dalej…bo chmielu się na targu nie sprzeda.

 

Gdzie go się sprzedaje?
Pan chmielarz: ja odstawiam chmiel do Lublina. A teraz, to będzie 50 km do Lublina, bo wybudowali nową przetwórnię, to będę miał 500 km tylko w jedną stronę. Takie ulepszenia robią. A chmiel to jak chmiel…zielony, no i najszybsza  roślina co rośnie, kręcić trzeba w prawo…Z ludźmi problem, kasy nie ma, bo płacą jak chcą. Ci są zorganizowani i nie popuszcza, jak się umówili to tak ma być i wszystko co chłop zrobi.

 

Nie ma dużo chmielu w okolicy?
Pan chmielarz: no…tu w Bielawie…Piecowice, Oleśniczka, Brzezia Ląka. Pod Oleśnicą, koło polanki. Głównie poznańskie, a szczególnie powiśle, to już jest bliżej Lublina.

 

Jest pan jedynym chmielarzem w okolicy?
Pan chmielarz: To jest taka wyskokowa uprawa w okolicy. A zaczął pierwszy Kania z Oleśniczki, on już nie żyje. A ja 30 lat temu zastanawiałem się co sadzić, porzeczki…ale porzeczek nie było. Jeździłem za tymi krzakami, ale nie było. A żona pracowała z jedną córką  plantatora chmielu i… tak już 30lat.

 

Od kiedy już zaczyna się sezon prac przy chmielu?
Pan chmielarz: koniec kwietnia początek maja już się naprowadza. Zimą żona robiła pętelki z drutu. Jedzie się  wozem zahacza się i naprowadza.

 

Można powiedzieć o zbiorach czy się udały czy nie? Jak chmiel jest zapakowany w worki?
Pan chmielarz : nie jak zapakowane … jak się ma w kieszeni! ja nie wiem za ile ja sprzedam?...to trzeba włożyć w obróbkę, ile tu trzeba roboty, nawozu tego wszystkiego.

 

A ludzi do pracy pan najmuje?
Pan chmielarz : a muszę, a szczególnie chodzi o maszynistę o czyszczenie maszyny, jednego się nie nauczy a jednemu się pokaże raz i łapie w jednym dniu załapie wszystko wie co ma robić i ja spokojny mogę suszarnie zrobić jeszcze maszynę muszę…czasu nie ma, odpoczynku nie ma…z doskoku się siądzie…uśnie się w biegu…

 

Rozmawiała Julita Grzegorczyk

Wywiad przeprowadzono 31 sierpnia 2007

2007-09-29

HISTORIA SZKOŁY PODSTAWOWEJ W SIEDLCU

 

Rok 1945. Z chaosu wojny powoli wyłania się nowy ład europejski. Przesuwają się granice, zmieniają ustroje państw, do głosu dochodzą nowe siły społeczne, trwa wędrówka ludów. Na ziemie Dolnego Śląska przybywają repatrianci z dawnych kresów wschodnich Rzeczpospolitej. Szukają swojego miejsca na ziemi, nowego domu, próbują odbudować więzi społeczne brutalnie poszarpane przez historię. Odradzają się instytucje państwowe, na zniszczone wojną ziemie powoli i z mozołem wraca spokój i porządek. Skala tych zjawisk jest niewyobrażalna, dotyczy całych narodów. Nie sposób jednak bez przerwy myśleć w tak wielkich kategoriach, trzeba także zatroszczyć się o dobro swojej „małej ojczyzny”. Tutaj, na ziemiach zachodnich, trzeba ją stworzyć od podstaw.
 Doskonale rozumieją to państwo Zofia i Stanisław Krzysiowie, nauczyciele, którzy wraz z repatriantami przybywają do Siedlca. Wiedzą, że ludzie przemocą oderwani od swoich korzeni potrzebują nie tylko dachu nad głową i chleba, ale także poczucia jedności, bezpieczeństwa i wiedzy. Dzięki staraniom nauczycielskiego małżeństwa powstaje Publiczna Szkoła Powszechna w Siedlicach (tak wtedy brzmiała nazwa Siedlca). Lekcje rozpoczynają się w grudniu 1945 roku w prywatnym mieszkaniu państwa Krzysiów. Rozpoczyna się, trwająca nieprzerwanie od ponad sześćdziesięciu lat, historia siedleckiej placówki.
 Z biegiem czasu zmieniają się warunki pracy. Z wynajmowanych w prywatnych domach izb szkoła przenosi się do poniemieckiego pałacu, by wreszcie, po półwieczu, doczekać się nowoczesnego gmachu. Kolejne roczniki uczniów opuszczają jej mury, by po kilku czy kilkunastu latach powrócić – ze swoimi dziećmi. Dzisiejsi uczniowie Zespołu Szkół w Siedlcu to wnukowie, a niekiedy pewnie prawnukowie dziewcząt i chłopców, którzy zimą czterdziestego piątego roku zasiedli w zimnych izbach, by rozpocząć swoją edukację.
 Pragniemy w wielkim skrócie pokazać historię i teraźniejszość naszej szkoły, przypomnieć związanych z nią ludzi, a równocześnie popatrzeć w przyszłość. Wierzymy, że najpiękniejsze lata jeszcze przed nami…

 

Stara szkoła w Siedlcu (prawdopodobnie koniec lat pięćdziesiątych ub. wieku)

Wjazd do dawnego pałacu. W głębi budynek pałacowy – stara szkoła

Szkoła w połowie lat dziewięćdziesiątych.

Pierwsze strony kroniki szkolnej, rok szk. 1945/46

Uczniowie i nauczyciele szkoły w Siedlcu, rok 1949. W drugim rzędzie czwarty od lewej – Władysław Czerwieniec, kierownik szkoły w latach 1946-52

Przed frontem szkoły. 1955/56

Rok szk. 1955/56. W środku Władysław Śledziński, kierownik szkoły w latach 1957/64

Rok 1957

 

BUDOWA NOWEJ SZKOŁY

 

 

15 marca 1997 roku odbyło się zebranie informacyjne, na którym przedstawiono plany nowej szkoły. W zebraniu uczestniczyli przedstawiciele władz gminy, dyrektor szkoły oraz członkowie Rady Szkoły i Rady Rodziców.
Wkrótce (14 września 1997) odbyła się wielka uroczystość – wmurowanie kamienia węgielnego.
Aktu wmurowania kamienia węgielnego dokonali między innymi:

…oraz absolwent siedleckiej placówki, pan Zdzisław Pisarek, poseł na Sejm RP

 

Nowa szkoła powstawała w iście warszawskim tempie (młodszym wyjaśniamy, że oznacza to bardzo szybkie tempo). Wykonawca – „Firmabud” – dołożył wszelkich starań, aby nasz gmach był solidny i pięknie wykończony

 


Nadszedł wreszcie tak długo oczekiwany dzień. 1 września 1999 roku po raz pierwszy oficjalnie przekroczyliśmy progi nowej szkoły. Oto, co zobaczyliśmy:

 

KSIĄDZ JAN TWARDOWSKI PATRONEM SZKOŁY
W SIEDLCU
.
Tego dnia nasza szkoła przeżywała wyjątkową uroczystość. Właśnie 12 października 2007 roku Szkoła Podstawowa i Gimnazjum w Siedlcu otrzymały imię księdza Jana Twardowskiego. Rozpoczęcie imprezy, której organizatorem była cała społeczność szkolna, zaplanowano na godzinę dziesiątą.
  Ponieważ sam byłem aktorem w przedstawieniu przygotowanym z tej okazji, musiałem przyjechać do szkoły o normalnej porze – tak jak zawsze przed godzina ósmą rano. Czas biegł nieubłaganie. Godzina dziesiąta zbliżała się wielkimi krokami, w szkole robiło się coraz tłoczniej. Pojawiali się rodzice, uczniowie, nauczyciele, małe dzieci, pierwsi spośród zaproszonych gości. Sala była pięknie przystrojona, a osoby występujące w programie skoncentrowane, chociaż bardzo zdenerwowane.
  Uroczystość rozpoczęła się z lekkim opóźnieniem. Jako pierwsza zabrała głos pani dyrektor Maria Biegańska. Powitała ona wszystkich zebranych gości i życzyła im dobrej zabawy. Następnie jeden z gości specjalnych, aktor Teatru Polskiego we Wrocławiu, wprowadził nas w podniosły nastrój czytając wybrane wiersze księdza Jana Twardowskiego. W sali zapanowała uroczysta atmosfera i każdy zdawał już sobie sprawę z wysokiej rangi wydarzenia, w którym uczestniczyliśmy.
  W tym właśnie momencie wprowadzono poczty sztandarowe reprezentujące inne szkoły z naszej gminy. Wkroczył także nasz poczet, w którym wystąpili uczniowie klasy III b gimnazjum: Paulina Chorzępa, Kamila Dzik i Hubert Wierzbicki.
  Rozpoczęła się msza święta koncelebrowana przez księży związanych z naszą szkołą teraz i w przeszłości. Nabożeństwu przewodniczył ojciec Damian Stachowicz, wiceprowincjał zakonu franciszkanów we Wrocławiu, absolwent naszej szkoły. Podczas mszy świętej został poświęcony nasz nowiutki sztandar, a delegacje ze wszystkich klas złożyły uroczyste ślubowanie. Rotę przysięgi przeczytała pani dyrektor. Po ślubowaniu wszyscy uczniowie i nauczyciele zaśpiewali hymn szkoły.
  Kiedy zakończyła się msza święta, wójt gminy Długołęka, pani Iwona Agnieszka Łebek odczytała akt nadania Szkole Podstawowej i Gimnazjum w Siedlcu imienia ks. Jana Twardowskiego. Wystąpienie pani wójt nagrodzono hucznymi brawami.
  Po części oficjalnej przyszedł czas na nasz występ. Wraz z innymi osobami wszedłem na scenę. Naprawdę miałem ogromną tremę i bałem się, aby podczas mojego występu nie było żadnych niespodzianek technicznych. Nasze przedstawienie prezentowało oczywiście poezję księdza Jana. Chcieliśmy przybliżyć zebranym dorobek poetycki, jaki pozostawił ten wielki duchowny. Nadszedł mój moment. Z ogromnym strachem podszedłem do mikrofonu. Na szczęście wszystko poszło dobrze, poza niewielką awarią nagłośnienia, ale do tego mieliśmy czas przyzwyczaić się na próbach. Publiczność nagrodziła nasz wysiłek gromkimi brawami.
  Po zakończonym występie wróciliśmy na swoje miejsca, a głos zabrali niektórzy z zaproszonych gości. Przemawiała między innymi pani wójt Iwona Agnieszka Łebek, a także były prezydent Wrocławia, pan Stanisław Huskowski. Pani wójt powiedziała, że nasza szkoła kojarzy jej się z wysokim poziomem oraz wielkim zaangażowaniem nauczycieli, uczniów i ich rodziców. Stwierdziła też, że osoba naszego patrona może być wzorem do naśladowania dla wielu kolejnych roczników uczniów. Na zakończenie pani dyrektor Maria Biegańska zaprosiła gości na poczęstunek do świetlicy szkolnej.
  Cała uroczystość udała się znakomicie. Wszyscy goście byli pod wrażeniem naszego występu, dlatego też ten dzień zapamiętam jako wielki sukces mój, moich kolegów i całej społeczności szkolnej.

Bartłomiej Łesak
klasa III „a” gimnazjum

 

Uczniowskie prezentacje poświęcone ks. Janowi Twardowskiemu

 

 

 

Od kilku lat szkoła jest współorganizatorem – wraz z Terenowym Kołem Hodowców Koni we Wrocławiu – Wystawy Koni Hodowlanych i Zawodów w Powożeniu Zaprzęgami Konnymi.

 


2007-09-28

Rozmowa z panem Zdzisławem Iwanem z Kątnej na temat zajęć związanych z rolnictwem, integrujących  dawniej i dziś społeczność wiejską        

                                                                       

- Opowie nam Pan jak to jest jak sie ludzie spotykają przy tytoniu?
- Jak już przychodzi ten sezon do obrywania, tytoń dojrzewa, to się go rwie. Ludzie siadają: wesoło jak w rodzinnym grobie (za przeproszeniem) ale jest fajnie. Wesoło, dowcipkują, czasem i zaśpiewają także miło jest. Ja osobiście też lubię usiąść, kawkę wypić, radia posłuchać czy z kimś porozmawiać. Teraz jestem sam ale zaraz przyjdą z  pola z tytoniem...

 

-Proszę Pana  czy były jeszcze inne takie inne okazje, że ludzie sie spotykali?
-Oczywiście. Dawniej... dawniej, za moich młodzieńczych lat, kobiety się spotykały przy skubaniu pierza. Tydzień u jednej, tydzień u drugiej – to były wesołe schadzki, też oczywiście wspomnień różnych i opowiadań i dowcipów... czasem i coś mocniejszego dziewczyny wypiły – jeszcze weselej było. A jak... kiedyś była u nas tu spółdzielnia i jak rozwiązali, nie było ciągników  to ludzie sobie pomagali: dwóch czy trzech rolników w żniwa mówili że sie sprzęgają i razem pracowali w żniwa. Tak, że wesoło było. Albo powiedzmy omłoty. Nie było kombajnów tylko ludzie młócili maszynami, młocarniami. To też były wspólne takie spotkania, bo cała wioska, jeden do drugiego, chodzili odrabiać i to była taka wspólna praca. Też było wesoło: najważniejszy moment, najwspanialszy moment to już było po omłotach. Tak zwany wymłocek – to było wesołe, co niektórzy sie wymłacali. No ale każdy sie narobił bo to wiadomo przy omłotach: i w kurzu i ciężko, ale już po było fajnie. Inne życie było... Co jeszcze? Zbiórka ziemniaków. Teraz to wiadomo, kombajnami kopią ludzie, chociaż też jeszcze maszynami kopią i zbierają. Ale dawniej na jesień ludzie jedni do drugich chodzili i zbierali. czasem i ognisko sie zapaliło na koniec... a dla nas, dla dzieci na jesień to było wspólne pasenie krów. No bo tutaj wiadomo cała wioska, dom w dom to byli rolnicy i każdy trzymał jakieś krowy... I jako dzieci nie mogliśmy się doczekać kiedy się będzie wspólnie za wioską pasło krowy. To była radocha: ogniska sie paliło, w piłkę żeśmy grali na łąkach.  To już za wioską. począwszy od drogi na Leśniczówkę aż pod sam las to były same pastwiska. Pasło się, śpiewało jako dzieci także było fajnie. Całkiem inne życie było: nie było komputerów, nie było telewizorów ale było wesoło. Jak przyszła niedziela koło szkoły (obecnej świetlicy) prawie cała wioska się zbierała tam i młodzi chłopacy w siatkówkę  grali. Wszystko posiadało na trawie a tu chłopaki w piłkę grali. Obowiązkowo co niedziela cała wioska sie zbierała tam. Ja byłem młody to jeszcze nie  ale później też. Natomiast co jeszcze ciekawe było: co niedzielę przyjeżdżał tu fotograf (chyba z Wrocławia), starym Simsonem takim, motorowerkiem. Każdy wiedział kiedy ma przyjechać, że w niedzielę przyjeżdża... I ludzie sobie zdjęcia robili, tylko on to robił.                 

 

- A czy pamięta pan teatr pani Proszkowskiej?
- A... no właśnie! Tak zwane (myśmy mówili)  „kukiełki”. „Gdzie lecimy? Na kukiełki!” Już nie pamiętam ile razy to było w tygodniu, myśmy na to mówili „kukiełki” bo to był teatr lalek”. Ja wtedy byłem dzieckiem.


Wywiad przeprowadziły w sierpniu 2006 następujące osoby: Natalia Cieśla, Milena Kaczmarczyk, Karolina Stępień, Ania Gładysz

2007-09-27

AMATORSKI ZESPÓŁ ARTYSTYCZNY
W PASIKUROWICACH.

 

W 1982 roku z inicjatywy przewodniczącej KGW Marii Zimkowskiej utworzyłam Zespół Ludowy Śpiewaczy z okazji gminnych dożynek zorganizowanych na boisku sportowym w Pasikurowicach. Panie pod moim kierunkiem przygotowały dowcipne i satyryczne przyśpiewki – fragment:

 

Pasikurowice to taka mieścina
Że nasz Pan Naczelnik o niej zapomina
Panie Naczelniku, ta grupa dziś woła
Obiecał pan kuchnię dla naszego koła.

Nasza starościna to pani nie lada
Tylko ją postawic w kapuście za dziada
A ten nasz starosta to chłopak urodny
Siedzi kot przy piecu do niego podobny.

 

Dowcip i satyra podobały się publiczności, ale niejednolity i ubogi strój został poddany krytyce. W 1984 roku doszło do zespołu więcej osób i liczył wówczas 24 członków. Na zebraniu organizacyjnym wybrano Zarząd Zespołu, ustalono program działania i termin systematycznych prób. Przyjęto nazwę Zespół Ludowy „Lejwoda” – uzasadnienie „laliśmy wodę” w skeczach, utworach wesołych, humorystycznych (kabaretowych). Na akordeonie przygrywał najpierw Józef Bielewicz, a później Jerzy Wojtasik (prywatny własny akordeon).
Skład Zespołu: Stanisława Wojtasik (kierownik), Krystyna i Anna Bielewicz, Maria Brona, Wanda Fidler, Anna Jasińska, Julia, Jadwiga, Danuta i Ryszard Lewiccy, Helena Łągiewka, Tadeusz Michalewicz, Arletta Słonina, Dorota i Władysław Tugi, Stanisława Wieczorek, Jadwiga Wolska i Maria Zimkowska. Nieco później odeszły młode dziewczyny wychodząc za mąż, a do zespołu doszły Maria Rajter, Janina Sobczyszyn, Wiesława Błaszczyk, Zenon Ciemny i Malgorzata Hruszowiec.
Z Urzędu Gminy otrzymaliśmy nagrodę pieniężną, którą przeznaczyliśmy na zakup materiałów na stroje, które szyła Maria Brona i jej mama, Józefa Zołoteńka. Dlugie, zimowe wieczory członkinie zespołu poświęcały na wyszywanie, ozdabianie gorsetów i układanie własnych tekstów do znanych melodii, np. do usłyszanej słowackiej melodii ułożono piosenkę „Katarzyna”. Oto fragment:

MĘŻCZYŹNI: My są chłopcy od Lublina, wypijemy beczkę wina.
KOBIETY: Jesteśmy z Dolnego Śląska, nas miłuje cała Polska.
MĘŻCZYŹNI: My są chłopcy od Warszawy, miłujemy wszystkie baby.
KOBIETY: Jesteśmy z Pasikurowic, ale chłopów mamy za nic.
MĘŻCZYŹNI: W Katarzynie się kochamy, cicho po nocach wzdychamy.
KOBIETY: Ale na to nasza rada, że najlepsza własna baba.
MĘŻCZYŹNI: My jesteśmy z naszej gminy, posiadamy tęgie miny.
KOBIETY: Choć jesteście z Długołęki, wciąż słyszymy wasze jęki

Natomiast mężczyźni wymyślali humorystyczne scenki i opracowali satyrę na kobiety, która cieszyła się wielką popularnością. A oto ulubienice publiczności – mężczyźni w przebraniu kobiet: panna – Józef Bielewicz, mężatka – Jerzy Wojtasik, wdówka – Tadeusz Michalewicz, babka – Władysław Tugi.

Wyżej wymienieni śpiewali swoje role. Fragment:

 

Kłaniamy się państwu, proszę się nie gniewac,
Że będziemy teraz o kobietach śpiewac.
Dzień dobry panience, dobre rano wdówce,
Szacunek mężatce, a dobranoc babce.
Na spacer z panienką, do kina z mężatką,
                                                   Do teatru z wdówką, a na cmentarz z babką.
                                                Banana panience, pomarańcz mężatce,
                                                  Dobre jabłko wdówce, a cytrynę babce.
                                                Slipy dla panienki, a majtki mężatce,
                                                 Duże gacie wdówce, pantalony babce.

 

Gra „babki” tak się podobała, że na zjeździe GS w Długołęce otrzymała bukiet kwiatów od prezesa z pocałowaniem ręki. GS w nagrodę ufundowała nam akordeon.
Opracowaliśmy inscenizację związaną z obrzędem na Podhalu Pt. „Gaik – maik”. Panienki tańczyły, a kawalerowie odwiedzając ich domy w lany poniedziałek, śpiewali:

 

Blisko wody mieszkacie, ładne panny miewacie.
Dajcie Se ich polewac, nie dajcie się pogniewac.

 

W gminnych eliminacjach „Kolorowe wsie” w 1984 roku zdobyliśmy I miejsce i zakwalifikowaliśmy się na rejonowe eliminacje do Oleśnicy. W Oleśnicy wystąpiliśmy z kabaretem i śpiewem.:

 

„Nasi dziadkowie przy kuflu piwa wspominali dawne dobre casy – jak ich baby pierogami cęstowały i do łózka wpuscały”.

 

Piosenkę ułożona przez Wandę Fidler zainscenizowały Dorota Tugi („Tęga baba”) i Maria Brona („Chłopek malutki”). Chór śpiewał:

 

Jechał raz chłop na targ, konik natężał kark.
Jazda była słaba, bo na wozie baba.
Tęga baba była, sto kilo ważyła,
Chłopek zaś malutki, w dodatku szczuplutki.

 

Dużym powodzeniem cieszyła się piosenka inscenizowana przez Wandę Fidler i Władysława Tugiego pt. „A żebyś ty Wojtku wiedział, com ja za jedna”. W 1985 roku w Borowej odbył się Gminny Turniej „kolorowe wsie”, na którym prezentowaliśmy dorobek artystyczny i wystawę gobelinów.


W rejonowych eliminacjach w 1986 roku zakwalifikowaliśmy się na finał, czyli na Wojewódzki Turniej „Kolorowe wsie”. Tu organizowaliśmy wystawę gobelinów i haftów Jadwigi Lewickiej, rzeźby Jana Miziniaka i magię ziół zebranych przez Marię Rajter. W przygotowaniach do występu pomogła nam dyrektorka GOK Henryka Florencka, która przywiozła do nas kapelę ze Stępnia i razem przygotowaliśmy program. Turniej odbył się w Parku Południowym we Wrocławiu. W konkursie na widowisko pt. „Kiszenie kapusty” zajęliśmy III miejsce. Dyrektorka GOK zaprosiła „Lejwodę” na swój ślub do USC Długołęka. Ślubu udzielił Państwu Młodym naczelnik gminy Jerzy Berus. Podczas poczęstunku zespól zaprezentował przyśpiewki weselne, m. in.:

 

Chyba pani Heniu pomarańcza jadła,
Żes tak Mareczkowi do serca przypadła.
Nasza pani Henia to dyrektor GOK-u,
Będziesz Marek widział ją w domu raz w roku.
Nie przejmuj się Młody, masz kawał łańcuszka,
Jak będzie uciekac, przywiąż ją do łóżka.

 

Przyśpiewki wzbudziły salwy śmiechu na sali, a Panna Młoda wzruszyła się do łez.
W 1987 roku dyrektorem GOK w Długołęce został Józef Bialik, który nawiązał z nami kontakt w celu przygotowania się do Turnieju Gmin w Oleśnicy. Wystąpiliśmy w trzech kategoriach: zespół śpiewaczy, soliści i widowisko pt. „Pieczenie chleba” (zgromadziliśmy narzędzia do pieczenia chleba, a makietę chaty piecem chlebowym wykonał Jan Wojtasik. Jury po obejrzeniu 32 zespołów i 16 solistów przyznało „Lejwodzie” dwa pierwsze miejsca i wyróżnienie. Na Wojewódzkim Turnieju w Oławie zajęliśmy drugie i trzecie lokaty.
Bardzo ważnym wydarzeniem było zaproszenie kabaretu „Lejwoda” do skansenu w Opolna uroczyste podsumowanie Konkursu Wieńców i Koron Żniwnych Wsi Opolskiej. Po części oficjalnej nasz kabaret prezentował swój humorystyczny repertuar. Ugoszczono nas przysmakami Opolszczyzny, jaki pyszny był śląski krupniok.
Drugim ważnym wydarzeniem było wytypowanie Zespołu „Lejwody” na II Krajowy Przegląd Zespołów Artystycznych do Kielc w dniach 24 – 27 września 1987roku. Opracowaliśmy 3 piosenki z regionu dolnośląskiego, wypożyczyliśmy stroje z Klubu Budowlanych (pomogła nam w tym Barbara Perczyńska z WDK) i wyjechaliśmy na czterodniową wycieczkę.

 

Na przeglądzie występowało 46 zespołów z całej Polski. Wywalczyliśmy wyróżnienie w kategorii chórów wiejskich, otrzymaliśmy puchar i nagrodę pieniężną. Za w/w osiągnięcie otrzymaliśmy też nagrodę z Wojewódzkiego Związku Kółek Rolniczych. Otrzymane nagrody i dotację z gminy przeznaczyliśmy na uszycie strojów dolnośląskich, w których występujemy do chwili obecnej. Pozostałą kwotę z nagród przeznaczyliśmy na wycieczkę do Karpacza, Pienin i Zakopanego.
Dziesiątą edycję Turnieju Gmin rozpoczęto korowodem ulicami Dobroszyc. Idąc, śpiewaliśmy piosenkę o kolorowych wsiach ułożoną przez Wandę Fidler, a na estradzie, oprócz przygotowanego repertuaru, wystawiliśmy stoisko „Posag panny młodej”. Zakwalifikowaliśmy się do finału, gdzie pojechaliśmy z w/w rekwizytami i regionalnymi potrawami charakterystycznymi dla naszej wsi, a więc: pierogi, koktajl, ciasto, wino (wszystkie potrawy z truskawkami). W konkursie „Piosenka o kolorowych wsiach” I miejsce zajęła nasza piosenka „Ale fajnie” – autor Wanda Fidler:

 

Mamy w miastach festiwale,
O nich mówią głośno stale,
Lecz i na wsi każdy wie,
Że są kolorowe wsie.

 

W/w piosenkę ogłoszono hymnem Turnieju Gmin „Kolorowe wsie”.
Następny Turniej Gmin odbył się w Łagiewnikach pod nazwą „Hej Sobótka, Sobótka”, gdzie wyśpiewaliśmy I miejsce. Również I miejsce uzyskano w kategorii na najładniejszy wianek. Wianki wykonały: Danuta Lewicka, Wiesława Błaszczyk, Janina Sobczyszyn i Maria Brona.
W kolejnych edycjach Turnieju Gmin „Lejwoda” zdobywała wysokie lokaty.
W okresach jesienno-zimowych nasz Zespół Ludowy opracowywał kolędy, jasełka i inscenizację „Kolędnicy”, z którymi występował w kościołach i na przeglądach. Inscenizacja „Przyszliśmy tu po kolędzie” w Cieszkowie zdobyła I miejsce, a w Świeradowie-Zdroju poniosła porażkę (jury oceniało spontanicznośc, a nam zarzucono wyreżyserowanie jako sztukę teatralną, a to błąd).
Bardzo uroczyście obchodzono czterdziestolecie powrotu Ziem Zachodnich do Macierzy. Zespół nawiązał współpracę z Klubem Rolnika, szkołą i innymi organizacjami. Zebrano pamiątki z okresu II wojny światowej, w tym medale za zasługi, opracowano kronikę wydarzeń czterdziestolecia PRL (Stanisława Wojtasik). Zorganizowano imprezę środowiskową z wystawą „Zasłużeni dla Pasikurowic”.

 

Do konkursu literackiego dwukrotnie przystąpiła Maria Fidler w Brzegu Dolnym i Wiszni Małej zdobywając główne nagrody. Na uznanie zasługiwały deklamacje wierszy Marii Brony. W ciągu dziesięciu lat działalności kulturalnej Zespół „Lejwoda” opracował bogaty repertuar artystyczny występując na różnych imprezach środowiskowych i organizując wieczorki taneczne z występami. Obsługiwaliśmy gminne sesje, zjazdy Banku Spółdzielczego, GS, Spółdzielni Mleczarskiej, jubileusz dwudziestolecia Wrocławskiego Klubu Honorowych Dawców Krwi przy PZL „Hydral” Psie Pole. Cały czas trwała rotacja zespołu, odchodziły starsze osoby, a także panny, które wychodziły za mąż; rozwiązał się kabaret.
W 2001 roku, po kilkuletniej przerwie zespół reaktywował działalnośc i liczy obecnie 11 osób. Skład: Stanisława i Jan Wojtasik, Maria Zimkowska, Wanda i Jadwiga Fidler, Jadwiga Kasperek, Janina i Zbigniew Koza, Ryszard Chrąchol, Wiesława Błaszczyk, a na akordeonie przygrywa Czesława Łesak. Zespół opracowuje piosenki ludowe z różnych regionów Polski oraz własne i biesiadne. Zgodnie z przyjętą nazwą przedstawiamy również humorystyczne scenki i skecze.
Braliśmy udział w wiejskich i gminnych dożynkach: w Łozinie, Brzezie Łące, Kamieniu, Szczodrem i Pasikurowicach oraz w kościelnych dożynkach w Krynicznie i Szymanowie, Gm. Wisznia Mała.

 

Trzykrotnie braliśmy udział w imprezach z okazji Dni Gminy w Szczodrem. W 2005 do Święta Gminy pomogła nam się przygotowac dyrektorka GOK Izabela Trojanowska, gdzie wystąpiliśmy jako chórek na Festiwalu Piosenki Dziecięcej.

 

W 2002 roku zespół wystąpił z kolędami na Kiermaszu Bożonarodzeniowym zorganizowanym przez wójta gminy, Iwonę Łebek. W 2003 roku zespół brał czynny udział w XI Wielkiej orkiestrze Świątecznej Pomocy w Siedlcu i w Szczodrem. Fragmenty występu nagrała telewizja wrocławska i wyemitowała tego samego dnia. Na Targi Gminne i Święto Kwiatów do Wrocławia zaprosił „Lejwodę” i Zespół Taneczny z Długołęki pracownik gminy Sławomir Kubiak. Śpiewem i tańcem reklamowaliśmy stoiska wystawione przez naszą gminę.

 


Radio Wrocław pod kierunkiem redaktor Małgorzaty Majeran nagrało 9 piosenek przez nas wykonanych i wyemitowało je w programie „Spotkania przy gościńcu’.
Zespół współpracuje z Zarządem Oddziału ZNP i bierze czynny udział w spotkaniach z okazji Dnia Edukacji Narodowej, Dni Seniora oraz w spotkaniach noworocznych w szkołach, a także w Gminnej Bibliotece w Długołęce.

 


W bieżącym roku zespół „Lejwoda” włączył się do zorganizowania obchodów sześćdziesięciolecia GKS „Iskra” Pasikurowice. Ugotowano wielki gar bigosu i około 1600 sztuk pierogów. Częstowano w/w potrawami zaproszonych gości i zasłużonych działaczy sportowych podczas festynu na boisku sportowym.
Członkowie naszego zespołu ludowego byli i są zaangażowani w rozwój działalności społeczno-kulturalnej w Pasikurowicach i na terenie gminy Długołęka. Uznanie środowiska, radośc, uśmiech, życzliwośc, gratulacje społeczeństwa przynosiły nam wiele satysfakcji i pobudzały do dalszej aktywnej, twórczej pracy na rzecz upowszechniania kultury i tradycji.
Uważam, że godnie reprezentowaliśmy gminę Długołęka i region dolnośląski.


Kierownik Zespołu Ludowego
„Lejwoda”
Stanisława Wojtasik 

 

Materiał przygotowany przez "Klub Poszukiwaczy z Pasikurowic"

2007-09-26

JSW – Jaksonowice, Skała, Węgrów – wioski gminy Długołęka w obwodzie Szkoły Podstawowej w Węgrowie

 

Obwód naszej szkoły obejmuje sześć wiosek, z czego tylko trzy: Jaksonowice, Skała (Kałów), Węgrów, leżą na terenie gminy Długołęka. Nasza szkoła położona jest w bardzo malowniczym otoczeniu, wśród lasów i pól, na niewielkim wzniesieniu.

Tak wygląda obiekt od roku 1990 do roku 2007

Wejście do szkoły od strony południowo – zachodniej

 

Historia jej funkcjonowania sięga roku 1947. Do roku 1999 było to szkoła ośmioklasowa, obecnie jesteśmy jest sześcioklasową z oddziałem przedszkolnym, do której uczęszcza gromadka – 80 dzieci (w przeszłości dużo, dużo więcej). Ta stosunkowo niewielka liczba sprawia, że wszyscy się tu dobrze znają i czują, a nauczyciele wiedzą prawie wszystko o swoich uczniach. Szkoła mieści się w budynku dawnej, jeszcze przedwojennej szkoły lecz staraniem władz gminy, rodziców, dyrektora szkoły i nauczycieli poddano jej rozbudowie i kilkakrotnej modernizacji. Szkoła pełni funkcję małego „ośrodka kultury”, w którym odbywają się przedstawienia teatralne, projekcje filmów, zebrania rady sołeckiej i mieszkańców, wybory do Sejmu, Senatu i władz samorządowych. Przy szkole działają różne koła zainteresowań. Tradycją jest wieczerza wigilijna, w której uczestniczą mieszkańcy wiosek, jasełka, dzień babci i dziadka, festyn rodzinny, spotkania seniorów z Jaksonowic, Skały i Węgrowa. Od lat goszczone są także pielgrzymki, które idą do Częstochowy z zachodnich terenów Polski.
(Tekst opracowany na podstawie obserwacji wydarzeń przez Klub poszukiwaczy w latach 2002-2007)

Położenie geograficzne miejscowości: Jaksonowice, Skała, Węgrów.

Opisywany teren leży w północno-wschodniej części województwa dolnośląskiego.

 

Lokalizacja gminy na tle województwa dolnośląskiego

 

Geograficznie tereny te leżą na Wzgórzach Trzebnickich, a dokładnie na grzbiecie trzebnickimi graniczącym od południa z równiną oleśnicką. Są to odkryte wzgórza morenowe o wysokości dochodzących do 240 m.n.p.m., pokrytych glebami bielicowymi i lessowymi, poprzecinane dość głębokimi wąwozami i dolinami, przeważnie zadrzewionymi. Najwyższym wzniesieniem grzbietu jest odkryte wzgórze o wysokości 246 m. n.p.m., które położone jest wśród pól na północny-zachód od Miłonowic. Na opisywanym terenie płynie również Węgrowski Potok, który ma swoje źródła na północ od Rzędziszowic, na wysokości 197 m.n.p.m.

 

Węgrowski Potok płynie wijąc się malowniczo zalesionymi wąwozami

 

(Tekst w oparciu o przewodnik Jana Czerwińskiego „Wrocław i okolice” opracował nauczyciel Szkoły Podstawowej w Węgrowie, mgr Grzegorz Kubaszczyk)

 

Warunki naturalne terenu Jaksonowic, Skały i Węgrowa

 

Świat roślin tych terenów jest dość bogaty i różnorodny. Spotykamy tu międzyinnymi dąb szypułkowy, lipę drobnolistną, jawor, czarną olszę, graby, kalinę, porzeczkę czarną, poprawkę zwyczajną (chronioną), konwalię i czeremchę. Szczególnie pięknie wyglądają wiosną budzące się do życia rośliny, natomiast jesienią mienią się różnymi barwami liśćmi. Serdecznie zapraszamy do wędrówek po wzniesieniach i laskach tych miejscowości.

 

Stary dąb szypułkowy spotykany często w laskach rosnących na wzniesieniach trzebnickich

Las liściasty rosnący na wzniesieniu tuż za parkanem Szkoły Podstawowej w Węgrowie

 

(Informacje zebrał i opracował nauczyciel przyrody i geografii Szkoły Podstawowej w Węgrowie, pan mgr Grzegorz Kubaszczyk wraz z młodzieżą należącą do kółka przyrodniczo-krajoznawczego w latach 2000 – 2001. Informacje zgromadzili na podstawie opracowania Barbary Chmiel „Monografia geograficzna gminy Długołęka”, Wrocław, luty 1995)

 

Historia ziem na których leżą miejscowości

Jaksonowice, Skała, Węgrów

 

Nieliczne znaleziska archeologiczne nie pozwalają na dokładne określenie czasu, kiedy na tym terenie pojawił się człowiek. Najstarszy ślad pochodzi aż z epoki żelaza, a jest to cmentarzysko w Jaksonowicach. Również w tej miejscowości, odkryto pozostałości średniowiecznego gródka. Najstarszymi dokumentami mówiącymi o miejscowościach tworzących nasz obwód szkolny jest bulla papieża Hadriana IV z 1155 roku, w której wymieniona jest wieś Rzędziszowice (obecnie gmina Zawonia). Długa i bogata historia tych obszarów może być świetnym tematem badań, dla entuzjastów poszukujących śladów przeszłości.

 

(Materiały historyczne zgromadzili uczniowie koła historycznego Szkoły Podstawowej w Węgrowie w 1999 roku, na podstawie książki Jana Czerwińskiego „Oleśnica i jej okolice)

 

Ciekawie, miło i zdrowo, czyli zaproszenie

na trasę rowerową po obwodzie naszej szkoły, tj. terenów wsi Jaksonowice, Skała i Węgrów.

 

Przez obwód naszej szkoły, przebiegają dwie trasy turystyczne: znakowana szlak zielony z Długołęki przez Łozinę, Miłonowice, Zawonię do Trzebnicy oraz nieznakowana z Oleśnicy przez Borowę Oleśnicką, Jaksonowice, Węgrów do Zawoni. Proponujemy rozpocząć zwiedzanie od wsi Jaksonowice, wzmiankowanej już w XIII wieku (1203 r. jako Jaxenowo). We wsi znajduje się kościół parafialny

Kościół parafialny w Jaksonowicach, którego początki sięgają roku 1376

Budynek prywatny, w którym mieściła się w latach 1955 -1970 Szkoła Podstawowa w Jaksonowicach

 

Informacji na temat funkcjonowania tej szkoły, udzieliła w wywiadzie uczennicy klasy szóstej Szkoły Podstawowej w Węgrowie, Roksanie Kyrcz, emerytowana nauczycielka tej szkoły pani Wójtowicz, w dniu 15 września 2007:
RK: - Jaka była najliczniejsza klasa w tej szkole?
N: - Liczyła ona 6 osób.
RK: - Kiedy powstała ta szkoła?
N: - Szkoła powstała 1955 roku, a nauka w niej trwała do 1970 roku, była to jednoklasówka.
RK: - Dokąd uczniowie uczęszczali po zamknięciu szkoły?
N: - Uczniowie uczyli się w szkole w Dobrzeniu.
RK: - A co zrobiono z teren z likwidowanej szkoły?
N: - Otwarto plac zabaw, boisko do piłki nożnej. W 2000 roku została otwarta świetlica wiejska na miejscu dawnej szkoły, która obecnie służy organizowaniu różnych uroczystości wiejskich, np. dożynek.
Z kościoła wyruszamy drogą na Oleśnicę i przy skrzyżowaniu skręcamy w polną dróżkę, która prowadzi na wzgórz trzebnickie. Idąc dróżką wchodzimy do wsi Skała (Kałów), o której wzmianka pojawiła się już w 1328 roku. Nazwa wsi należy do grupy najstarszych słowiańskich nazw miejscowości utworzonych od nazw i cech terenu, na którym powstał kał (błoto), dlatego Kałów. We wsi znajdują się ruiny dawnego dworku pochodzącego z roku 1850, o czym świadczy wmurowana tablica z datą 9. maja 1850 roku. Za dworkiem staw, obecnie zaniedbany oraz park, w którym rosną lipy i klony. Park kiedyś otaczał cały dwór, obecnie pozostało po nim niewiele drzew. Podobno przed wojną właściciel mieszkał w pałacu w Węgrowie. Obok dom mieszkalny, dawniej spichlerz, a za nim zabytkowa studnia (brak dokumentów fotograficznych).
Jadąc dalej przez wieś na północ polną drogą docieramy do wioski Węgrów, której początki sięgają roku 1404. Mijamy tu niewielki staw, w pobliżu którego znajdują się dawne zabudowania poddworskie.

Staw w Węgrowie otoczony starymi kasztanowcami. Został oczyszczony i zmodernizowany (usypano nowy wał) w 2005 roku

 

Na wschód od zabudowań na niewielkim wzniesieniu stoi budynek szkoły podstawowej, która mieści się w budynku przedwojennej szkoły elementarnej.

Widok Szkoły Podstawowej w Węgrowie od strony lasy, rok 2007

 

Wyjeżdżając z wioski udajemy się przez niewielki lasek w kierunku północnym do wsi Kopiec. Jadąc, po prawej stronie mijamy dawną kaplicę cmentarną, stojącą na niewielkim wzniesieniu.

 

Kaplica cmentarna w Węgrowie, widok od strony szkoły. W latach 1974-1979 odbywały się w niej lekcje religii, dzisiaj jest tylko zabytkiem

Kaplica cmentarna na wzniesieniu w Węgrowie, wejście od strony północnej, dawnego cmentarza

 

W przeszłości znajdował się tu również cmentarz, lecz do dnia dzisiejszego pozostały tylko nieliczne płyty nagrobne.

 

Mur otaczający dawny cmentarz, z ziemi wystające pokryte mchem nieliczne płyty nagrobne, na których trudno odczytać już napisy

 

Płyta nagrobna oparta o ściany kaplicy, napisana w języku niemieckim (gotykiem)

 

Trasa jest zdecydowanie dłuższa, bo wiedzie jeszcze przez wsie gminy Zawonia: Kopiec, Miłonowice i Rzędziszowice, na terenie których można znaleźć wiele ciekawych obiektów. Trasa kończy się pod 250-letnim dębem o obwodzie 5,5 m.

(Trasę wycieczki rowerowej opracował mgr Grzegorz Kubaszczyk i mgr Waldemar Wyglądacz z grupą młodzieży z kołka przyrodniczo-krajoznawczego wiosną 1998 roku wykorzystując opracowanie Barbary Chmiel „Monografia geograficzne gminy Długołęka, Wrocław, luty 1995)

 

 

Materiał przygotowany przez grupę "Ciekawi Świata" z Węgrowa

© 2007 auch studio