WYWIAD Z OBECNĄ MIESZKANKĄ DŁUGOŁĘKI - PANIĄ JANINĄ NOWAKOWSKĄ (73l.)
przeprowadzony 11 marca 2010 roku.
-Skąd Pani pochodzi? -Pochodzę z Ziemi Wieluńskiej, to jest Powiat wieluński. -Jakiego okresu z Pani życia będą dotyczyły opowieści? -Opowieści będą dotyczyły dzieciństwa, bo teraz można o zwyczajach wyczytać wszędzie, nie trzeba opowiadać. -Jak wyglądały „ostatki”? -Ponieważ mam 73 lata, moje ostatki wyglądały marnie. To były czasy wojny. Ludzi nie było na to stać i nie było takiej możliwości. Nie pamiętam swoich ostatków. -Jak wyglądał post, jak go przestrzegano? -Ja mieszkałam ze swoimi dziadkami i właśnie te tradycje pamiętam, które mi przekazywali. W moim domu przestrzegano postu bardzo. Tylko dzieci miały ulgi. Dorośli pili polewkę, jedli ziemniaki, chleb, żur, cebulę. Mięso zwykle podawane było raz w tygodniu, ale w poście nigdy. -Czy był „pół-post”, jak wyglądał? Jeśli ktoś był zamożniejszy mógł sobie odpuścić niedzielę post, ale u mnie w domu nigdy tak nie było. Ja pochodzę z bardzo biednej rodziny. -Jakie pamięta Pani zwyczaje Wielkiego Postu? -Zwyczaje Wielkiego Postu to na pewno była modlitwa, chodzenie do kościoła na gorzkie żale, umartwianie się, brak zabaw. Pamiętam jeszcze, że w Wielkim Poście na Matki Bożej Gromnicznej przychodził swat do rodziców panny. Najpierw się naradzali, czy można było wyswatać młodych. To nie było złe, bo rodzice chcieli zapewnić swoim dzieciom byt. I jest takie przysłowie „Matka Boska Gromniczna, pocałuj mnie w nosek mój śliczny”. -Czy pamiętam Pani jakieś wierzenia związane z ogniem i wodą? -W Wielki Piątek gasiło się w domu ogień. Były takie piece z gliny lub cegły. Gasiło się piec i brało się bryłki torfu z otworkiem i zanosiło do kościoła. W kościele były gałązki takie, wkładało się do tych dziurek w torfie i przynosiło do domu. I w domu palił się święty ogień. -Czy pamięta Pani zabobony, magiczne wierzenia, wróżby czy przesądy związane z Pierwszym i Drugim Dniem Świąt Wielkanocnych? -Nie, nie pamiętam. -Czy chodzono z pieśnią? Nie chodzono z pieśnią. Na czas postu wszystko milkło-całe życie zabawowe. -Jakie techniki wykonania palmy wielkanocnej pamięta Pani? -U nas w Niedzielę Palmową zbierało się gałązki wierzby z kotkami. Cięło się te najpiękniejsze, wiązało się i przystrajało, owiązywało wstążką. Czasem robiło się palmy z bibuły karbowanej (różyczki, kwiatuszki). To był raj dla dziewczynek. -Jakie zdobienia stosowało się do jajek wielkanocnych? -Jajka ozdabiało się cebulą. Były żółte, brązowe, miały różne odcienie. Ścinało się też żyto i w nim można było malować jajka na zielono. Nie pamiętam, żeby były jakieś szczególne pisanki. Po prostu szkoda było jajek. To były czasy po wojnie-bieda. Każdy domownik dostawał po jednym jajku do koszyka. -Czy istniał zwyczaj obdarowywania się? -W Drugi Dzień Świąt chrzestny i chrzestna dawali swojemu chrześniakowi prezent na „zajączka”. -Kiedy pieczono mazurki? Jak wyglądały, z czego robiono? -W moim domu nie robiło się mazurków. Nie było stać na to moich dziadków. Z ciast były dwa placki pieczone: drożdżowe z kruszonką i babki. Pamiętam, że zawsze sąsiadki częstowały się swoimi wypiekami -Co wkładano do koszyczka na święconkę? -To były duże koszyki, nie były małe, jak teraz. Koszyk był ubierany gałązkami borówek, widłakami. Wkładało się chleb, ciasto, jajka, kiełbasę, ser, masło ( w foremce z barankiem lub osełka), pieprz, sól, chrzan-obowiązkowo, baranka cukrowego, zajączka czekoladowego(jak ktoś miał, ale przeważnie nie), ocet. Kiedy wracano do domu z koszyczkiem, trzeba było obejść trzy razy stodołę, nie odzywając się, a by zapobiec złu. -Jak wyglądało odświeżanie domu przed Świętami Wielkanocnymi? Kiedy zaczynały się porządki? -Kiedy zaczynał się Wielki Post, gospodarz z gospodynią wybierali się na targ. Trzeba było kupić wapno do bielenia, pędzle (ze słomy i prosa), farbkę ultramarynę. W domu do cebra wsypywało się wapno i wlewało wodę. (Trzeba było uciekać, bo wapno parzyło i oddychać się nie dało). Potem zaczynało się malowanie. Malowały kobiety. Wynosiło się wszystko z domu, dom malowało, bieliło, a sprzęt wyniesiony myło. Potem wnosiło się sprzęt i malowało się na zewnątrz dom. Podwórko było wymiecione, piaskiem żółtym posypane. -Czy pamięta Pani tradycje związane ze Śmigusem-Dyngusem? -Pewnie. Nie było takiego „chamskiego lania”. Ludzie znali się dobrze od pokoleń, więc to by był wstyd, gdyby ktoś dorosłą osobę zlał. Który domownik najwcześniej wstał, ten pierwszy pryskał wszystkich, wszystkich potem (po kościele i śniadaniu) chłopcy gonili panny. Każda chciała być polana, dlatego piszczały. Tez chodzili strażacy od domu do domu i polewali. I tak śpiewali: „Chodzimy tu po dyngusie, zaśpiewamy o Jezusie, o Jezusie Maryi, o tej świętej kompaniji”. Dostawali za to jajka, pieniądze. Mieli taką sikawkę ręczną, jeden strażak miał wiadro z wodą i pryskał gospodynię, a ona się nie obrażała za to. -Co Pani najbardziej lubi ze świąt? -Lubię wszystko. Spotkanie rodzinne, uroczyste śniadanie, zjazd rodziny z różnych stron. Lubiłam Wielkanoc, bo zawsze dostawało się coś nowego: nową sukienkę, buty, pończochy, sweterek (albo szyła mama, albo krawcowa). -Jak dużo zostało z dawnych czasów dzisiaj? -Dużo, bardzo dużo.
WYWIAD Z OBECNĄ MIESZKANKĄ DŁUGOŁĘKI - PANIĄ MARIĄ KAZAŁĄ (72l.)
przeprowadzony 29 kwietnia 2010 roku.
-Skąd Pani pochodzi? Gdzie mieszkała Pani kiedyś, a gdzie teraz? -Ja mieszkałam na Kresach, niedaleko Lwowa. Teraz mieszkam tu, w Długołęce. -Dużo osób mieszkających w Długołęce stamtąd pochodzi… -Tak, no bo wszyscy stamtąd wypędzeni, to gdzie mieli iść jak ich wypędzili z domu Ukraińcy. Powypędzali nas i…koniec. -Czy pamięta Pani jakieś tradycje Wielkanocne z dzieciństwa? -No cóż… tradycje Wielkanocne…człowiek był mały jeszcze, małym dzieckiem byłam, to się bardzo cieszyłam jak szły Święta, bo szło się święcić i robiło się te jajka. Malowało się w cebuli, bo tak nie było farb, bo to było na wsi, daleko od miasta to swoim sposobem się robiło: w cebuli, drapało się. To się cieszył człowiek z tych Świąt bardzo. -Jak długo przed Wielkanocą ludzie zaczynali przygotowania do Świąt? -No, przed Świętami już wcześniej cały post się pościło, jadło się tylko z olejem w poście, nie jadło się tłuszczów zwierzęcych, tylko na oleju babcia zawsze robiła wszystko, bo był post. Przestrzegało się go, bardzo się przestrzegało też piątki w poście, no a jak nadeszły Święta to nic się nie jadło z mięsa, aż dopiero po poświęceniu można było zjeść jakąś kiełbaskę, jakąś wędlinkę, czy coś, ale się czekało aż do Śniadania Wielkanocnego (śmiech), co bardzo kusiło, żeby coś zjeść lepszego! Ale był post i nie wolno było! A do tego postu to jeszcze, ja miałam na przykład warkocze, to babcia moja, bo ja mieszkałam z babcią-był czas, bo rodzice wyjechali do Niemiec zabrani, no i babcia mi nie pozwoliła czerwonych kokardek nosić na warkoczach (bo tak się kiedyś zaplatało warkocze i na końcu się wstążką zawiązywało), tylko musiała być albo fioletowa wstążka, albo czarna, bo był post oczywiście. A jak przyszła Wielkanoc to mogłam już sobie czy białe, czy czerwone założyć. Babcia mnie przestrzegała „W poście nie można!” (śmiech). Tak było! Bardzo była przywiązywana waga do tego. Teraz tak nie ma, ale kiedyś tak było. -Jak wyglądały „ostatki”? -Ostatki? O, nie było ostatków, jak ja byłam dzieckiem to nie wiedziałam o tym nic. To znaczy mówili, że są zapusty, tak się nazywało. „Zapusty się zbliżają”- tak ludzie mówili, ale raczej o Wielkim Poście. Nie wiem dlaczego tak się to nazywało, ale się nazywało. -Czy było coś takiego jak „pół-post” ? -Może tak, że w piątki się pościło, ale.. no nie wiem, nie mam pojęcia. Może w niektórych rejonach to było. -Czy były wyjątki od zachowywania Wielkiego Postu w trakcie jego trwania? -Nie. Zabaw broń Boże żadnych nie było, ani tez nawet nie można było wesoło śpiewać. Można było śpiewać, ale postne pieśni. -Co groziło za złamanie postu? -No po prostu grzech. Ludzie byli bardzo bogobojni, jak ja pamiętam, to bardzo przestrzegali tych rzeczy. -Czy w Pani rejonie występował zwyczaj tłuczenia garnków? -Nie, tego nie wiem. Nie pamiętam czegoś takiego. - Czy pamięta Pani jakieś zabobony, wierzenia, opowieści magiczne czy wróżby „Wielkiego Tygodnia” ? -Tak tak, coś takiego było w Niedziele Palmową, że tak baziami się uderzało. -A w jakim celu to robiono? -To było tak, na pewno na jakieś korzyści, na zdrowie. -Czy były jakieś wierzenia związane z ogniem i wodą? Chodzi tu o Wielki Piątek, Wielką Sobotę. -Nie, nie pamiętam czegoś takiego… ja byłam mała. -Czy był zwyczaj chodzenia z pieśnią i obdarowywania się? - Nie, nie widziałam czegoś takiego, natomiast na Nowy Rok chodziło się ze zbożem i mówiło się tak: „na szczęście, na zdrowie na ten Nowy Rok, żeby wam się urodziła kapusta i groch”. -Jakie były symbole Wielkanocy? Czy coś się zmieniło od tego czasu do dziś? - Nie, nie. Baranek był, tak jak teraz. Babcia z ciasta robiła, bo tak nie kupowała. Jeszcze jajka, chrzan, palma, no i to wszystko. -Może Pani coś powiedzieć o wykonaniu palmy wielkanocnej? Z czego była robiona? -Palmy to żeśmy sami robili. Po prostu bazie, i tak kwiatkami się przystrajało, czy prawdziwymi, czy sztucznymi jakimiś. Przeważnie robili kwiatuszki sami. Nie było ważne, jakie się da. -Czy były zioła w palmach? -Nie, nie, nie było. Na Matki Boskiej Zielnej to tak, a w palmach nie było ziół. Były zboża i makówki wsadzane w ten bukiet, żeby to poświęcić. -Kiedy zaczynano robić palmy? -Kilka dni przed Niedzielą Palmową. -Czy pamięta Pani techniki zdobienia jajek? Jakie wzory wykonywano, kiedy je robiono? -Tak jak mówiłam, w cebuli-swoim sposobem, dlatego że nie było tak farb, do sklepu daleko było. Mieszkałam na wsi. Może w miastach to prędzej. -Co robiono z jajkami po zakończeniu Świąt? -Bardzo się szanowało skorupki poświęcone. To się wrzucało do ognia żeby się nie poniewierały i żeby się spaliły. Nie wolno było jajka święconego wyrzucać do śmieci. Babcia przestrzegała, bo to jajko święcone-trzeba rzucić pod kuchnię i spalić. -Czy był zwyczaj „Zajączka”? -Nie, u nas nie były „Zajączki” w modzie. Nie. To dopiero się tutaj dowiedziałam. -Jakie ciasta pieczono na Święta? -Ciasta raczej takie zwykłe: makowce, bułeczki z serem, z makiem, z owocami. Nie było tak tortów jak teraz… Były babki, owszem babki były. -Czy pamięta Pani, co wkładano do koszyczka na święconkę? -No, wiem co: chrzan, jajka, szynkę, kiełbasy jak była, chleb, sól, masło-osełka zawsze. Koszyk był duży, nie taki malutki jak teraz. -Zdobiło się ten koszyk jakoś? -Tak, zdobiło się. Przeważnie tymi zielonymi gałązkami-bukszpanem. Przyozdabiane, serwetką przykryte i się niosło 3 kilometry do kościoła ten kosz. (śmiech). A koszyki były takie kwadratowe, takie większe. -Czy robiono wycinanki z papieru? -Robiono na Wielkanoc bardzo dużo w domach z bibułki kwiatów. Sami w poście robili młodzi czy starsi, kto tam potrafił. Tymi pięknymi kwiatami przyozdabiali mieszkanie. -Czy odświeżanie domu i obejścia odbywało się na długi czas przed Świętami? Jak to wyglądało? -No, jeśli było ciepło to było malowanie-przeważnie wapnem malowało się domy. -Czy istniało coś takiego jak sypanie piaskiem ścieżki do domu? -Nie, nie, tego nie pamiętam. -A czy pamiętam Pani obrzędy związane z nadejściem wiosny? -Nie, też nie pamiętam tego…
-Czy było jakieś specjalne pozdrowienie wielkanocne? -A, to było tylko pozdrowienie jak się przychodziło do domów w Święta, nigdy się nie mówiło „dzień dobry”. Absolutnie nie, tylko „Pan Jezus zmartwychwstał”, a odpowiadało się „Prawdziwie powstał”. I ludzie się pozdrawiali „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” na co dzień. Nie „Dzień dobry” ani jakieś tam inne, tylko tak. -Co u Pani w domu było przyrządzane na Święta, a co teraz jest przyrządzane u Państwa? Czy są widoczne duże różnice? -A potrawy zawsze były lepsze na Święta oczywiście. Czasami mam te właśnie potrawy, z którymi tam spotykałam się, jadłam, babcia gotowała. Takie jak barszcz ukraiński (do dzisiaj gotujemy-bardzo dobry jest), no pierogi ruskie to wiadomo (śmiech), tak,..co tam jeszcze.. -A jakąś najważniejsza potrawę wielkanocną pamięta Pani? -No oczywiście jajka. -Czy pamięta Pani tradycje związane ze Śmigusem-Dyngusem? -Lany Poniedziałek..nie lali mnie chłopcy, bo jeszcze za mała byłam, ale na pewno był jakiś zwyczaj lania się wodą. -Czy zna Pani jakieś przysłowia wielkanocne z dzieciństwa? -Wiem, że na nadejście wiosny to było takie powiedzenie: „Na świętego Grzegorza idą rzeki do morza”, bo babcia nieraz powtarzała. Albo „Po świętej Dorocie już wyschną łachy na płocie” tez mówiło się tak, czasami słyszałam. -Czy dużo pozostało dawnych zwyczajów do dzisiaj? -No niewiele chyba. Ja już teraz też zapożyczyłam sobie takie, które są obecnie. Już nie ma takich, no ale jeszcze we mnie tkwi takie coś z dawna, z dzieciństwa, co pamiętam. -Co Pani najbardziej lubi ze Świąt? -Po prostu lubię Święta. Palmowa Niedziela bardzo dla mnie jest jakaś taka…wzniosła. No i wszystkie te zwyczaje lubię. To od dzieciństwa.
Wywiad przeprowadziły: Anna Miroforidu Agata Parzóch Malwina Białowąs Mariola Kutek
2010-05-17
Wywiad z p. Anetą Miroforidu (38 l.)
przeprowadzony dnia 27 lutego 2010 roku
1. Skąd Pani pochodzi ( region pochodzenia, miejscowość), gdzie mieszkała Pani kiedyś, a gdzie teraz? Pochodzę z Barda Śląskiego, obecnie jest to województwo Dolnośląskie. Teraz mieszkam w Długołęce. 2. Jaki jest Pani wiek? Jestem bardzo młoda, mam 38 lat. 3. Jakiego okresu i miejsca dotyczą opowieści ( czy to było kiedyś np. w dzieciństwie, czy to dotyczy teraźniejszości? Z lat młodości. 4. Jak wyglądały „ostatki”? Zawsze kultywowało się Tłusty Czwartek. Moja mama piekła pączki albo chrusty, często robiliśmy śledzika, to były takie potrawy bezmięsne. 5. Jak wyglądał post, jak go przestrzegano? Post … tak jak dzisiaj. Zaczynał się 40 dni przed Wielkanocą. Obchodziliśmy zawsze Drogi Krzyżowe, chodziliśmy w piątki na mszę i rekolekcje wielkopostne, a później Wielki Tydzień. 6. Czy był „pół-post”, jak wyglądał? Nie było. 7. Czy były wyjątki od zachowywania Wielkiego Postu w trakcie jego trwania? Nie, nigdy nie było takich wyjątków. 8. Co groziło za złamanie postu? Nam nigdy w domu nigdy nikt niczym nie groził, ale staraliśmy się zachowywać bezmięsne piątki, przestrzegać tradycji Środy Popielcowej, Wielkiego Tygodnia, rekolekcji. 9. Czemu służył post?
10. Zwyczaje „Wielkiego Postu”. Nie przypominam sobie jakiś szczególnych. 11. Zwyczaj tłuczenia garnków ( czy występował, na czym polegał)? Nie było takiego zwyczaju. 12. Czy jedzono gotowanie, czy surowe? Gotowane. 13. Obrzędy, zwyczaje, zabobony, wierzenia, wróżby, przesądy, opowieści magiczne „Wielkiego tygodnia”? Raczej nie… Wiązało się to wszystko biblijną interpretacją. 14. Wierzenia związane z ogniem i wodą (Wielki Pątek, Wielka Sobota). Tak, wiązało się to z Wielką Sobotą. Na mszy podczas Wielkiej Soboty. Były to obrzędy wykonywane przez księdza. 15. Obrzędy zwyczaje, zabobony, wierzenia, wróżby, przesądy, opowieści magiczne
związane z Pierwszym i Drugim Dniem Świąt Wielkanocnych.
16. Czy chodzono z pieśnią? Nie. 17. Czy obdarowywano się? Nie. 18. Symbolika Wielkanocna (palma, jajko, baran, wycinanki, zajączek …) To, co teraz.
19. Palmy–, z czego, kiedy zaczynano prace, co się z nimi działo po święceniu, czy ważne było, jakie kwiaty, zioła wplatano, do czego były używane? To zależy. W różnych domach inaczej przygotowywano palmy. Czasami sami przygotowywaliśmy je z ziół, bazi, traw, kwiatów ( były one obojętne), liści.. A czasami były to gotowe palmy kupione w sklepie. Po poświęceniu najczęściej służyły, jako dekoracje, a po pewnym czasie je palono. 20. Jajko-, jakie techniki zdobienia, jakie wyorz, kiedy robiono, Rożne. Od najstarszych- farbowanie w liściach cebuli poprzez wydrapywanie igłą, zdobienie woskiem aż po te nowoczesne naklejanie nalepek. 20.b. Co z nimi robiono później, np. panna dawała kawalerowi, zanoszono na groby zmarłych -opowieści na ten temat. Nie. Jajka po poświęceniu były przechowywane do wielkiej Niedzieli, gdzie się dzieliliśmy jajkiem i tak jest do tej pory. Niektóre zostawialiśmy na ozdoby, a po upływie świąt wielkanocnych zakopywaliśmy. 21. Zajączek- gdzie zostawiano prezenty, skąd ten zwyczaj, co to były za prezenty, kiedy zajączek przychodził? Ten zwyczaj jest od niedawna. 22. Baranek- symbolika. Najczęściej te do koszyczków kupowane były cukrowe albo gipsowe, ale też staraliśmy się robić je z mamą np. z plasteliny, z ciasta. 23. Kiedy pieczono mazurki, jak wyglądały, z czego? Ja mazurków nie piekłam nigdy, bo nie lubię mazurków ani piec, ani jeść. 24. Co wkładano do koszyczka na święconkę? Jajka, chleb, sól, wędliny, chrzan. 24.b.Co kto miał, czy jakieś wyznaczone produkty? W każdym koszyczku powinny się znaleźć na pewno jajka, chleb, sól, myślę, że chrzan też, bo to wszystko były i są do tej pory symbole dobrobytu na przyszły rok. 25. Czy robiono wycinanki z papieru na Wielkanoc? W szkołach. 26. Odświeżanie domu i obejścia przed świętami strojenie. Sypanie piaskiem, malowanie komina, pieca, domu- opowieści na ten temat. To było obchodzone w zależności od domu, od ludzi w nim mieszkających. Jednym wystarczało dwa, trzy dni, a inni zaczynali już od miesiąca. Odświeżanie, mycie okien, trzepanie dywanów. Zawsze stroiliśmy wnętrze ozdobami wielkanocnymi np. pisankami zawieszanymi na gałązkach albo palmami, stroikami wiosennymi. 27. Obrzędy związane z nadejściem wiosny. Ze szkoły pamiętam topienie Marzanny i razem z dziećmi chodziliśmy z gaikiem- to było takie drzewko specjalnie ubierane w kolorowe tasiemki, wstążki, a z tym gaikiem chodziło się po wsi, ale to raczej dla takiego podtrzymania tradycji niż takie corocznego obyczaju. To wygasa już. 28. Pozdrowienia wielkanocne- czy występowały, jakie? Tak. Pamiętam, że jak do nas przychodzili starsi ludzie do domu to mówili „Chrystus zmartwychwstał”, a odpowiadało się : „Prawdziwie zmartwychwstał”.
29. Groby na Wielkanoc. Były jakieś zdobienia, czy szczególne obyczaje z nimi związane? Nie pamiętam. 30. Co u Pani w domu było przyrządzane samodzielnie, a co teraz jest przyrządzane przez Państwa? Nie, to się nie zmieniło. Wszystkie rzeczy w zasadzie robi się w domu, nic się nie kupuje poza takimi produktami, z których robi się ciasta. 31. Kto zaczynał dzielenie się jajkiem, dlaczego się dzielono? U nas w domu zawsze zaczynała najstarsza osoba. Jak przyjeżdżaliśmy do babci, to zaczynała babcia, bo ona była najstarsza, a w chwili, kiedy babcia umarła to zaczęliśmy w domu robić święta wielkanocne to zawsze mój mąż zaczynał. 32. Najważniejsza potrawa wielkanocna. Chrzanówka, bo mama pochodzi z Orawy, a tam jest od wieków ten zwyczaj podawania Chrzanówki.
33. Tradycje związane ze Śmigusem- Dyngusem. Najbardziej dzieci z tego mają uciechę. Od samego rana jest polewanie się wodą, zalewanie mieszkania. 34. Przysłowia wielkanocne. Raczej nie. 35. Jakie wypieki robiono? Zależało od domu. U nas przeważnie ciasta. 36. Jak dużo zostało z dawnych czasów do dzisiaj? Myślę, że wszystkie. Na razie sama jeszcze nie robiłam całych świąt, zawsze z mamą, ale myślę, że będę to kultywować. 37. Co Pani najbardziej lubi ze świąt? Nastrój. 38. Wspomnienia z dzieciństwa dotyczące świąt- opowieści. Pamiętam, jak zawsze wyczekiwaliśmy na Śmigusa- Dyngusa ( będąc dziećmi). Kiedyś na Śmigus- Dyngus byłam u cioci i wcześnie rano żeśmy wstały z siostrą, żeby oblać pozostałe kuzynki. Ale, że jej mama nie pozwalała oblewać się wiadrami, bo już było wszystko pościerane to nabrałyśmy do strzykawek wody i chciałyśmy polać Hanię- kuzynkę. Nie wiedziałyśmy, że nabieramy wody z pieca. Była to woda z wiadra, które stało na piecu. Blaszka była nagrzana. Nabrałyśmy wody i polałyśmy kuzynkę po twarzy. Dobrze, że to był malutki strumyk, ale po prostu obudziła się z takim wrzaskiem, że uciekłyśmy. Pamiętam, że bardzo wyczekiwaliśmy na ten Śmigus- Dyngus i każdy chciał być polany, pomimo, że tego nie okazywał i mój kuzyn, starszy ode mnie o 15 lat nalał pełną wannę wody i zaniósł nas tam. W ubraniach włożył nas do tej wanny i trzymał. Kiedyś przechodziłyśmy Koło stajni i oblali nas właśnie prosto z cycka krowy. Do babci również przychodzili starsi i tak symbolicznie polewali delikatnie wszystkich perfumami. 39. Czy zna Pani, kogo kto własnoręcznie wykonuje tradycyjne ozdoby wielkanocne – prośba o dane kontaktowe tej osoby. Bardzo dużo. W sumie my sami robimy ozdoby wielkanocne. W przedszkolu, gdzie pracuję, co roku odbywa się kiermasz wielkanocny, na którym sprzedajemy strasznie dużo ozdób. A poza tym mój chrzestny zawsze woskiem, ale w Długołęce nie znam nikogo takiego.
Wywiad przyprowadziły:
Ania Miroforidu
Adata Parzóch
Malwina Białowąs
2010-05-17
Wywiad z Panem Zdzisławem Nowakowskim
przeprowadzony dnia 16 stycznia 2010 roku
po prostu trzeba odróżnić liturgię kościelną, tradycję kościelną, czy to co w kościele jest – to jest związane z obrzędami kościelnymi. Drugie to jest Popielec – posypywanie popiołem w kościele, to jest liturgia kościelna: zaczyna się 40 dni przed Wielkanocą, Wielkim Postem; w czasie tego wielkiego postu nie wolno było jeść potraw mięsnych, ale wolno było jeść jajka i ryby, gdyż nie były one po prostu objęte zakazem. - Jak wyglądało przygotowywanie pisanek ? -Moje córki bardzo ładne pisanki robiły ;) ale ja na ten temat wolałbym się nie wypowiadać, bo jestem mężczyzną. Ale pisanki to po prostu malowano jajka – najlepsza była cebula. Teraz jajek nie trzeba malować, dlatego że te jajka farmowe mają taki kolor , jaki wtedy, gdy malowane były cebulą. Ale ja się na tym kompletnie nie znam, a moim córkom już się nie chce przygotowywać pisanek dawnymi metodami, gdyż są dorosłe. Pół-post wypadał po dwudziestu dniach, wtedy jeszcze można było jeść gotowane, natomiast już w dwudziestym pierwszym dniu ludzie zdobywali się nawet na to, że nie gotowali, tylko jedli surowe dania. I pozbywano się wtedy starych garnków ( zazwyczaj glinianych ). Wsypywano do nich popiół, dziewczyny z domu wychodziły i jak zobaczyły jakiegoś chłopaka to garnek rzucały mu pod nogi; garnek się rozwalał i popiół obsypywał mu nogi. Nie był to taki zwyczaj powszechny, ale tylko w niektórych częściach Polski. - Z jakiego regionu Pan pochodzi i z jakiego regionu pochodzą te tradycje ? -To było w okolicach między Wieluniem, a Sieradzem., gmina Złocze. Wielkanoc jest świętem ruchomym , ale zawsze w tym czasie wypada święto św. Józefa ( 19 marca ) i też to nazywano pół-postem, mimo, że nie wypadało to w okresie pół-postu. Tego dnia, gdy ktoś miał na imię Józef, to przychodziła orkiestra i grała o godz. 12 w nocy. Oczywiście odwiedzano najpierw dość zamożnych, a do innych szli później; a potem świętowali. Jajka składało się na Wielkanoc. Kury zaczęły jeść wtedy, kiedy śniegi spadły (stopniały ) , a kiedyś zimy były mroźne; także zaczynały nieść dopiero w marcu i jajek wtedy nie było tak wiele. Składano jajka, kiedy przychodziła Niedziela Palmowa i na takich kijach robili palmy.. nie wiem, czy teraz robi się palmy. Później te palmy święcili i trzymali to w domu za obrazami, czy za komodami, bo wtedy nie było tak,że były piękne szafy. Były skrzynie, komody lub inne takie rzeczy. Żadko ławy były ; ludzie siedzieli na ławach, a nie na krzesłach ( mało gdzie były krzesła ),a więc stołki,ławy, sydle takie - na tym ludzie siedzieli.
Przed Wielkanocą ludzie zdejmowali z domów ogacenie z trzcini, ściółki, liści i bielili dom,żeby ładnie wyglądał. Być może ktoś z tych mieszkańców tamtego regionu jeszcze tak robi. Ja pamiętam domy,które miały 200lat , one były z XVIII w. i zostały już zniszczone. - A czym te domy ozdabiano? No malowali poprostu innym kolorem, czy np.jakąś farbkę dodawali do białego wapna i wtedy mogli to na niebiesko pomalować, zależy ile tego wapna było ,bo byli tacy specjalni wozacy,którzy to wapno wozili po wioskach i sprzedawali je. Ludzie rozpuszczali wapno w wodzie, to się mówiło,że gasili je. Trzymali je w domach, każdy w zasadzie miał takie wapno zgaszone,bo ono było zawsze potrzebne. Mieszkania bielono także w środku i nazewnątrz. Znam takie domy; mój kolega mieszkał onie nie mieli podłogi tylko mieli klepisko,bo to był dom, który zbudowany był w XVIII w. i jedna rodzina, oni mieli troche więcej ziemi, tam było chyba dwóch synów to mieli podłogę drewnianą. A tam gdzie mój kolega mieszkał to były trzy córki i syn, to podłoge mieli z gliny i na nią się mówiło klepisko,bo w stodole też takie klepiska były i je się posypywało piaskiem. Piasek przywożono z takich pagórków i wysypywano nim ścieżki. I tak powtarzano tą czynność. Właśnie tak przygotowywano się do Wielkiejnocy.
No później trzeba było pożywienie przygotować, to już było troszeczke inne, było bogatsze. Ludzie przez cztery tygodnie nie jedli , to byli strasznie spragnieni,żeby już na tą Wielkanoc porządnie się najeść, więc przygotowywano wszystko co się miało - jakąś kurę się zabiło, niektórzy co byli bogatsi zabijali świnię do spółki z sąsiadem, bo niekażdego było stać,żeby zabić świnię. - Jak wyglądała święconka?
No to wkładano tam potrawy takie jakie ludzie mieli. Przede wszystkim jajko musiało być, babka, kawałek wędliny, chrzan, nieraz szczaw, to wszystko to były takie pierwsze, wiosenne potrawy. To co ludzie mieli jesć wczaśnie świąt, to niesli do kościoła na święconkę. Ale jajka i babka to przede wszystkim.
Święta zaczynały się mszą rezurekcyjną. Ludzie rano szli do kościoła na nabożeństwo ,ale niektórzy nie szli. Np. ludzie, którzy mieli bron; rewolwery, dubeltówki to wychodzili gdzieś i strzelali. No jak się nabożeństwo zaczynało, to ci strzelali. A robili to poprostu na ' Vivat ' ,że Chrystus zmartwychwstał. Ludzie przychodzili po rezurekcji i jedli to uroczyste śniadanie. Częstowało się opłatkiem przy tym śniadaniu. Były to święta rodzinne, ludzie spędzali je w gronie rodzinnym. W tym dniu się nie chodziło odwiedzać , tylko wszyscy szli do kościoła, zjedli śniadanie i siedzieli w domu. Natomiast w drugi dzień świąt ludzie się odwiedzali i wtedy lali sie wodą. Przeważnie robili to chłopcy- łapali dziewczyny (te które bardzo im się podobały) podprowadzali pod studnię, wyciągali wiadro z wodą i wylewali jej na głowę. Ja też słyszałem historie jedną, która co prawda nie dotyczy mojego regionu: Była to historia o 70 - letniej Kasi ( pannie) , która właśnie w lany poniedziałek uciekała na strzych i krzyczała : " Bo mnie złapia " ,ale nikt na nia nie zwracał uwagi.
Wracając do lanego poniedziałku, to chłopcy oprócz wiader mieli także drewniane sikawki z takim szpikulcem i tam zmieściło się pół litra/ litr wody. Teraz też są takie sikawki tylko plastikowe.No i właśnie takimi sikawkami polewali też. Ale wciągali tez do wody, czy do rowu dziewczęta. No także w okresie Postu topiono marzannę. I to jest właśnie stary zwyczaj słowiański, który panował na terenie całej Polski,ale w mojej rodzinie tego zwyczaju nie było.
- A może coś jeszcze Pan pamięta na temat zdobienia domów? Przystrajanie to było dopiero na święta- Zielone Świątki. Ludzie z pola przynosili trzcine, tatara różnie takie rośliny i na płotach, drzwiach wieszali to wszystko,żeby było ładnie ozdobione. No i jeszcze wykonywało się 'pająki',które zdobiły mieszkanie przez cały rok. Wygląda on jak pajak , jest przypomina żyrandol. Robiono go ze słomy i z bibuły, a teraz robią z plastiku.
- Jak wyglądały palmy? U nas nie robiono wysokich palm, tylko były krótkie - 1m / 2m. To ja takie uważam,że są krótkie. A zdobione były - ja najbardziej pamiętam bazie, bo to robiono z takich krzewów, które najszybciej sie rozwijają.
A własnie mi sie przypomniało,że występowała ' kąpiel pozimowa ', bo jak były silne mrozy to ludzie czasami bali się kąpać, ponieważ nie było tak ciepło, jak teraz w domach. Ludzie nie mieli łazienek, tylko kąpano się w drewnianych baliach ( średnica od ok. 80 - 100 cm ) i ludzie sie w tych baliach kąpali; to trzeba było nagrzać wody, wykapać sie. Robiono także ' pozimowe pranie '. To było pranie większe nież zwykle, bo już było cieplej. Wieszano to pranie ,ale nie było sznurków takich jak teraz są, tylko na płotach wieszano je. A pamiętam jedną historię jak w 80-tych latach jeżdziłem do Mieścia koło Mielna, to jest za Koszalinem i tam nie było łazienki. Ale pewnego razu zajechaliśmy tam i zobaczyłem, że w budynku gospodarczym jest łazienka. No i mówie do tego gospodarza, że piękna toaletę sobie Pan zrobił, tylko zimą to jest niebezpiecznie, bo jak się tam wykąpie i do domu musi przejść, to się Pan zaziębi.A on mi powiedział w ten sposób, że poco on miałby się w zimie kąpać, jak w zimie nie ma się gdzie ubrudzić. Tak własnie ludzie kiedyś uważali.
2010-05-17
Wywiad z Panią Teresą Jastrzębską
przeprowadzony dnia 29 kwietnia 2010 roku
- Skąd Pani pochodzi? -Urodziłam się na zachodzie, konkretnie w Oleśnicy, ale moja mamusia pochodziła z dawnego województwa kieleckiego, czyli z takiej centralnej Polski. Mieszkała w pobliżu Radomia. Ale ja urodziłam się w Oleśnicy i całe życie mieszkałam na Dolnym Śląsku. - Jaki jest Pani wiek? - Mam 61 lat. - Jakiego okresu i miejsca dotyczą opowieści ( czy to było kiedyś np. w dzieciństwie, czy to dotyczy teraźniejszości)? - Chętnie opowiem to, co było w moim dzieciństwie i zwykle przenosi się to na swój dom, rodzinę i ja właśnie przeniosłam bardzo dużo. Warunki życiowe są teraz inne, więc tego wszystkiego na pewno się nie przeniesie. Ja starałam się przenieść przeróżne zwyczaje z mojego domu rodzinnego do mojego własnego. - Jak wyglądały „ostatki”? - Tego akurat sobie nie przypominam. To znaczy nie przypominam sobie czegoś szczególnego. U nas zabawy wyglądały inaczej niż są teraz, bo teraz są dyskoteki. Natomiast u nas były takie zabawy, gdzie mamy często towarzyszyły córkom. Chłopcy musieli poprosić dziewczyny do tańca. Albo jak się było już starszym i miało narzeczonego lub jakąś sympatię, pytali się oni rodziców o zgodę, by zabrać dziewczynę na zabawę oraz podawali godzinę, o której wrócą. I generalnie trzeba było tego przestrzegać. Natomiast ostatki to była szczególna zabawa, na którą każdy starał się iść. Przeważnie była to zabawa taneczna. - Jak wyglądał post i jak go przestrzegano? - Post był bardzo przestrzegany. Mamusia bardzo pilnowała tego, żeby nie jeść tego co niewolno. Nie było tylko mięsnych potraw. W Wielkim Tygodniu ( w Wielki Piątek, Sobotę) staraliśmy się do czasu święcenia pokarmu nie jeść zbyt dużo. Moja mamusia starała się tak gotować, by te potrawy były postne, bez mięsa. To było naprawdę bardzo przestrzegane. Z resztą w moim domu jest teraz podobnie. Ja przestrzegam postu, nie tylko w okresie Wielkiego Postu, ale właściwie w każdy piątek gotuje obiad bez mięsa. Piątek to jest dzień śmierci Pana Jezusa, więc tego przestrzegam. Pamiętam też, że w okresie postu staramy się robić sobie postanowienia. Ja do tej pory je robie, chociaż one różnie wychodzą i wychodziły. Mamusia nas zawsze mobilizowała do tego, by zawsze mieć jakieś postanowienia. Moje najczęściej dotyczyły słodyczy, bo jestem strasznym łasuchem. <śmiech> I teraz też miałam podobne postanowienie. Jak już wytrwam w nim to jestem bardzo szczęśliwa. - Czy był „pół-post”, jak wyglądał? - Ja nie znam takiego pojęcia „pół-post”, nie wiem co to jest. Wiem, że u nas wszyscy pościli. Ja mieszkałam w Januszkowicach i nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek nie pościł. - Czy były wyjątki od zachowywania Wielkiego Postu w trakcie jego trwania? - Nie. Mieliśmy taką małą gospodarkę i czy tatuś pracował, czy bracia ciężko pracowali w polu, nikt nie był zwolniony z postu. Z resztą nikt nawet się tego nie domagał. - A jeżeli już ktoś złamał post, to co za to groziło? - Ja pamiętam okres dzieciństwa, kiedy się bardzo baliśmy spowiedzi. Ja nie wiem dlaczego, więc pewnie to była dla nas kara, że trzeba iść się spowiadać. Ale nie wiem dlaczego ten strach występował kiedy byłam dzieckiem. Nie występował on tylko u mnie, wiele koleżanek też się bało. Myślę, że to nie z powodu grzechu, ale wewnętrznej dyscypliny, czegoś co nas mobilizowało do tego, żeby raczej nie grzeszyć. Przede wszystkim było to, że jakby ktoś złamał ten post, to nie, że mamusia nakrzyczy (bo to swoją drogą <śmiech>) tylko, że trzeba iść do spowiedzi. - Czemu służył post? - Kiedy byłam dzieckiem mamusia mi tego nie tłumaczyła. To po prostu był post i już. Ale teraz już wiem, że jest to pewne umartwianie się i takie współczucie Panu Jezusowi, że On na pustyni przebywał 40 dni i tam nie jadł i nie pił. Więc to jest pewnego rodzaju szacunek. - Czy zna Pani jakieś zwyczaje Wielkiego Postu? - Jeżeli chodzi o jedzenie, gotowanie to jedliśmy coś z ryby, ale pamiętam, że mamusia gotowała taki barszcz (nie taki jaki się na Wielkanoc gotuje). Wszystko to było postne. Natomiast wiem, że Wielki Tydzień był najtrudniejszy do przeżycia, bo to był czas kiedy mamusia przygotowywała posiłek na Wielkanoc. No więc przygotowywała kotlety w piecu chlebowym.(Były pyszne, ale jeść ich nie wolno było.) To już był Wielki Czwartek, Piętek, więc to była gehenna nie jeść, a wąchać. <śmiech> - Czy był zwyczaj tłuczenia garnków? - Nie znam takiego zwyczaju. - Czy jedzono gotowane, czy surowe? - Gotowane. Moja mamusia w ogóle zawsze tego przestrzegała, by codziennie był obiad i generalnie jadło się gotowane. - Czy pamięta Pani jakieś zwyczaje, obrzędy, zabobony związane z Wielkim tygodniem? - Nie, jeśli były takie, to ja ich nie pamiętam. Widocznie nie były na tyle ważne, żebym je chciał przenieść do swojego domu. - Czy chodzono z pieśnią? - Nie, u nas nie. - Czy obdarowywano się? - Też nie. W mojej rodzinie, w dzieciństwie w ogóle nie dawaliśmy sobie prezentów. Ja pochodzę z biednej rodziny, więc nie dawaliśmy sobie prezentów ani na Boże Narodzenie, ani na Wielkanoc. Natomiast teraz się już obdarowujemy, ponieważ ten zwyczaj przeniósł ze swojego domu mój mąż. Ale na Wielkanoc nie. - A czy zmieniła się symbolika Wielkanocna, czy dalej jest ten baranek, jajko, palma? - Wszystko jest tak jak wtedy. Oczywiście ta symbolika była bardzo ważna. Pamiętam jak mieliśmy baranka z gliny i on służył przez lata. A teraz kupujemy różne baranki np. z czekolady. Moja mamusia też miała takie stałe wyposażenie koszyczka. Zawsze musiał być chleb, sól, jajka jako symbol życia, narodzenia i czegoś nowego, baranek tak jak już mówiłam oraz kawałek ciasta, wędliny, no i zawsze był chrzan. - Z czego robiono palmy? - Palmy właściwie robiliśmy ze wszystkiego, co było dostępne. Czasami mamusia robiła jakieś kwiatuszki z bibuły razem ze mną. Ja jestem najmłodsza z rodzeństwa, więc zawsze z mamusią przygotowywałam jakieś kwiatki, coś zielonego, świeżego. Nie było zwyczaju jakiś wielkich palm, jak teraz się widzi. - Czy wplatano zioła do tych palm? - Tak, tak. Mamusia miała jakieś suszone zioła. - A co robiono z palmami po poświęceniu? - Mamusia często z tymi palmami oraz wodą święcona szła do stajni i kropiła nimi stajnię. Ja mówię stajnia, ale tam były zarówno świnie jak i krowy. A później ta palma była zawieszana, nie pamiętam dobrze czy nad drzwiami, ale gdzieś była i tak było do następnego roku. - A pamięta Pani jakieś techniki zdobienia jajek? - Nie, nie. To mamusia najczęściej tylko gotowała w łupinkach cebuli, żeby były kolorowe. U nas nie było raczej jakiegoś zdobienia, kolorowania. Chociaż w niektórych koszyczkach znajdowały się takie kraszanki, ale to wyjątkowo. - Co robiono z tymi jajkami później? - U nas wszystkie jajka były zjadane na śniadaniu wielkanocnym. - Jakie ciasta pieczono? - Różne. Mieszkaliśmy w wielorodzinnym domu i na parterze tego budynku był piec chlebowy. Tam generalnie można było piec chleb, ale na święta panie się umawiały się, że na przykład jedna piecze któregoś dnia od czwartej do szóstej, ta inaczej (w tym domu mieszkało osiem rodzin). No i tak po kolei piekły te panie. Moja mamusia zawsze piekła makowiec, ciasto drożdżowe, z jabłkami, sernik. Oprócz tego piekła też, jak już wcześniej wspomniałam takie duże kotlety mielone. A jeszcze zapomniałam dodać, że było świniobicie na okoliczność świąt i mamusia robiła różne wyroby. Aha, no i te kotlety strasznie smakowały bratom i szwagrowi. Robiła też bardzo duże pierogi, jak moja dłoń, czyli dość spore z kapustą i grzybami. Pamiętam jak mój szwagier, który przyjeżdżał z Poznania, bo tam mieszkał, pytał się mojej mamusi czy są te pierogi. - Czy robiono wycinanki z papieru? - U nas nie, ale w niektórych rodzinach tak, bo zdarzało mi się widzieć takie wycinanki. Z resztą u nas w rodzinie nie było takiej duszy artystycznej. <śmiech>
- Na jaki okres przed Wielkanocą zaczynało się odświeżanie domu? - U nas była wyjątkowa sytuacja, ponieważ mamusia była długo sama po tym jak umarł mój tatuś. Ale jak już była sama, to najczęściej czekała na ferie, kiedy przyjadę z internatu i wtedy robiłyśmy wszystko razem. To sprzątanie polegało przede wszystkim na tym, żeby wybielić ściany. Najpierw mamusia wapnem malowała, ale potem stwierdziła, że to jest żrące i jej to przeszkadza, dlatego potem malowała kredą. Moja mamusia uwielbiała pomalować mieszkanie na święta, zawsze były myte okna, prane firanki. Zawsze było odświeżone. Święta były wielkim wydarzeniem, więc nie wyobrażam sobie, żeby nie było posprzątane w domu, ale tak inaczej niż na przeciętną niedzielę. - Czy pamięta Pani same już obrzędy związane z nadejściem wiosny? - Nie, u nas nie było takiego szczególnego obrzędu. - Jak wyglądały groby na Wielkanoc? - W miejscowości, w której ja mieszkałam nie było cmentarza i trzeba było przejść parę ładnych kilometrów. Wiem natomiast, że ci którzy mieli szansę, jechali i sprzątali groby, ale nie były one jakoś specjalnie przystrajane. - Co u Pani w domu było przyrządzane samodzielnie, a co teraz jest przyrządzane? - Generalnie te pokarmy, które się wkłada do koszyczka to są takie same. Natomiast chyba mniej więcej to samo. Przy czym moja mamusia piekła ciasta i to były takie olbrzymie blachy, a ja kupuję ciasta. Nie umiem piec, nie bardzo to lubię, pewnie dlatego, że mi nie wychodzi <śmiech>. Ja raczej skupiam się na tym, żeby upiec mięsa, przygotować sałatki. Różnica główna jest taka, że moja mamusia wszystko robiła sama, a ja to co mogę to kupuję. Najczęściej jakieś gotowe składniki. - Kto zaczynał dzielenie się jajkiem, dlaczego się dzielono? - Może od razu powiem o śniadaniu wielkanocnym. U mojej mamusi, tak jak i u mnie podstawą jest barszcz biały, który gotowany jest na kiełbasie. Jemy również to, co poświeciliśmy w koszyczku. Stół jest zawsze pełny. Nawet wszystkiego nie jemy, bo jest tego tak dużo. - Czy pamięta Pani jakieś tradycje związane ze Śmigusem – Dyngusem? - Tak, mieszkaliśmy w pobliżu takiej małej rzeczki i ten Śmigus – Dyngus był okrutny, bo chłopcy nas najczęściej wciągali do tej rzeczki <śmiech>. A jak któraś już popadła w ich szpony to się znalazła w rzeczce i „klapa”. Nie było to niebezpieczne, bo rzeczka była płytka, ale co było śmiechu, radości to fakt. Tak właściwie to czasami ganialiśmy się do popołudnia. Ale kiedyś w mojej rodzinie było tak, że jak szłam do kogoś go oblać, to zawsze coś tam dostawałam. Pamiętam też taką śmieszną anegdotę, że panowie wrzucili do tej rzeczki pewną panią, która była w „słusznym” wieku i ona była strasznie oburzona. <śmiech> Mieliśmy taki ubaw! - Dużo zostało z dawnych zwyczajów do dzisiaj? - Tak, jeśli chodzi o święta to ja przestrzegam tego, co kiedyś robiła moja mamusia. Wydaje mi się, że tradycja jest dla nas bardzo ważna, jest to nasza tożsamość i musimy tego przestrzegać, musimy to kontynuować, bo święta nie byłyby takie wyjątkowe. Dlatego ja tego przestrzegam i cenię sobie, że to przechodzi dalej. - Co Pani najbardziej lubi ze świąt? - Atmosferę świąt. Tego, że się już nic nie robi, wszystko jest naszykowane. <śmiech> Lubię odwiedzać rodzinę, lubię jak jest dużo osób w moim domu. - Czy zna Pani kogoś kto własnoręcznie wykonuje tradycyjne ozdoby wielkanocne? Prosimy o dane kontaktowe tej osoby. - Pisanki to chyba każdy stara się zrobić jak najpiękniej, ale takiej osoby, która robi to jakoś szczególnie, to nie znam. Aha, przypomniałam sobie, że jest taka pani w Januszkowicach. Nazywa się Waleria Sus i robi piękne pisanki. - Dziękujemy za rozmowę. - Ja również bardzo dziękuję.
Przeprowadziły:
Ania Miroforidu
Agata Parzóch
2010-05-17
WYWIAD Z OSOBĄ ANONIMOWĄ (73l.) MIESZKANKA MIRKOWA w ...
przeprowadzony w
- Skąd Pani pochodzi? - Jestem ze wschodu. Pochodzę zza Lwowa - z Różanki. - Jaki jest pani wiek ? -73l. - Jakiego okresu i miejsca dotyczą opowieści ? - Jak wyglądały „ostatki” ? - Jak wyglądał post, jak go przestrzegano ? - Czy był „pół-post”, jak wyglądał? - Czy były wyjątki od zachowywania Wielkiego Postu w trakcie jego trwania ? - Co groziło za złamanie postu ? - Czemu służył post? - A nawet i po to żeby się troszeczkę zasmucić, być skromnym. Pomyśleć o życiu i odchodzeniu z tego świata. Trzeba pomyśleć – czemu się żyje i po co się żyje ? - Zwyczaje „Wielkiego Postu” ( 40-dniowego okresu)? - Przestrzegać tych tradycji … i zabaw hucznych nie urządzać, tłustych pokarmów nie jeść. - Zwyczaj tłuczenia garnków ( czy występował, na czym polegał) ? - Nie było takiego zwyczaju. Jak ktoś miał garnek to dmuchał i chuchał na niego, żeby się szybko dziura nie zrobiła ! - Czy jedzono gotowane, czy surowe ? - Ja pamiętam, że tylko gotowane. A surowe to tylko kapustę i ogórki. - Obrzędy, zwyczaje, zabobony , wierzenia, wróżby, przesądy, opowieści magiczne „Wielkiego Tygodnia” - Ja akurat pochodzę z takiej miejscowości, że nic z tych zwyczajów … - Wierzenia związane z ogniem i wodą. - nie było. - obrzędy, zwyczaje, zabobony, wierzenia, wróżby, przesądy, opowieści magiczne związane z Pierwszym i Drugim Dniem Świąt Wielkanocnych. - nie pamiętam, żeby było … - Czy chodzono z pieśnią ? - Nie, nie chodzono z pieśnią. - Czy obdarowywano się ? -No tak…Wśród młodzieży to było tak, że się obdarowywali. Taka była zabawa poniekąd. Nie było telewizji to sobie śpiewali. - Symbolika Wielkanocna (palma, jajko, baran, wycinanki, zajączek…). - Palmy – z czego, kiedy zaczynano pracę, co się z nimi działo po poświęceniu, czy ważne było jakie kwiaty, zioła wplatano, do czego były używane ? - Ja jestem ze wschodu, a tam były baaardzo duuuże, okrooooopnie wysoookie, na parę metrów. Ja jestem zwolenniczka takiej wysokości palemki <pokazuje>. One były na takich długich kijach, pewnie może z wierzby. Ze dwa, trzy kije takiej grubości jak mój palec. Zawiązane i począwszy od góry dookoła zaczepiane małe tu, coraz to większe, coraz większe, większe to kwiaty. Kto co ma to zaniesie – kwiaty sztuczne lub prawdziwe. Potem przyozdobi i zaniesie. Ja to przeważnie zrywałam z takich kwiatów jak teraz, jak rosły. Po poświęceniu należało palmy przetrzyma tydzień, czy dwa … Jak to potem należało je koniecznie spalić. Palmy zaczynano robić w zależności od ich wielkości, bo jeżeli taka duża, to trzeba było zacząć już z tydzień wcześniej. Ale ja starałam się przeważnie robi tak kilka dni przed świętami wielkanocnymi pójść tam, gdzie rosną ładne krzewy- wierzby i z nich wykonywałam swoją palmę. - Jajko, – jakie techniki zdobienia, jakie wzory, kiedy robiono, co z nimi robiono później? - Najczęściej to się jajka zdobiło łuskami z cebuli-całą zimę się te łuski składało do jakiegoś garnka albo woreczka potem przed świętami namoczyło się je w zimnej wodzie, trzymało się gdzieś tam w komórce , następnie to zagotowywano, wsadzało się jajka i to nadawało taki ładny kolor. Zdobiono jajka także woskiem. Jajka zdobiono przeważnie dzień przed święceniem lub już w tym samym dniu. - Zajączek – gdzie zostawiano prezenty, skąd ten zwyczaj, co to były za prezenty, kiedy zajączek przychodził ? - U nas nie było tego zwyczaju. - Baranek – symbolika . - Baranki były różne. Najczęściej kupowane gotowe z cukru, ale też były takie foremki , jak na ciasto i robiło się masę ,którą wkładano do tej foremki ,a następnie pieczono. Na koniec wpinano czerwoną chorągiewkę. - Kiedy pieczono mazurki, jak wyglądały, z czego ? - Ooo… mazurków to się piekło bardzo dużo. Były to cienkie ciasta z kolorowymi zdobieniami. - Co wkładano do koszyczka na święconkę ? -Ohoo. Kiedyś u nas w domu na szkodzie to taki był zwyczaj, że ten koszyk, który był niesiony do poświęcenie , to musiał nieść dość duży, silny chłopak ,bo tam było dużo jadła, bardzo dużo. Wkłada się przede wszystkim tego baranka z czerwona chorągiewką, trzeba było da ze trzy jajka, troszkę soli, kawałeczek szynki i chleba kromeczkę, chrzanu kawałeczek, masełka kawałeczek i ja zawsze piekłam babeczki. Najważniejszy to jest chleb i jajko, bo jajko jest symbolem życia. - Czy robiono wycinanki z papieru na Wielkanoc ?
- Odświeżanie domu i obejścia przed świętami strojenie, sypanie piaskiem, malowanie komina, pieca, domu – powieści na ten temat ? - Odświeżanie domu to przede wszystkim. Oj to najpierw to wszystkie gospodynie tym się zajmowały, a mężczyźni zajmowali się ogródkiem i obejściami. Przeważnie na święta były domy malowane, były myte okna, wielkie sprzątanie, były prane firanki. U nas raczej nie występowało sypanie piaskiem. Ahhh… Kominy to były wtedy malowane, ale to malowali sami tacy bogaci gospodarze, którzy tym się odznaczali od biedoty. Piec malowali, dom był malowany, mieszkania się malowało. - Obrzędy związane z nadejściem wiosny. - No to można powiedzie, że przede wszystkim porządek naokoło domu i całego obejścia. - Pozdrowienia wielkanocne – czy występowały, jakie ? - Tak. U nas się nie mówiło – Dzień dobry, tylko jak się spotkały dwie panie to mówiły – Chrystus Prawdziwie zmartwychwstał, na co odpowiadano – Prawdziwie powstał. - Groby na Wielkanoc . - Każdy starał się na Wielkanoc, czy przed Wielkanocą pójść na cmentarz, zrobi porządek i jakąś palemkę tam zanieść i włożyć do wody. - Co u Pani w domu było przyrządzane samodzielnie, a co teraz jest przyrządzane przez Państwa ? - Jajek się dużo gotowało, rosół się gotowało, królika zabijało się, a później piekli tego królika. A teraz to nie ma różnicy między świętami, a nie świętami. - Kto zaczynał dzielenie się jajem ? Dlaczego się dzielono ? - Przeważnie dzieleniem się jajkiem zaczynał najstarszy członek rodziny, to była głowa domu. Dzielenie rozpoczynano modlitwą. - Najważniejsza potrawa Wielkanocna . -Najważniejsza potrawa Wielkanocno to jest żurek taki z jajkami i z kiełbasą, taką białą i jeszcze musi być szynka i buraczki ćwikłowe. - Tradycje związane ze śmigusem-dyngusem . - To jest taka zabawa dla młodych, żeby było wesoło, żeby oblać kogoś wodą. - Przysłowia wielkanocne . - Palma bije, nie zabije, za sześć noc Wielkanoc. - Jakie wypieki robiono ? - Przeważnie robiono wypieki z drożdżowego ciasta i pierniki piekli. Ale drożdżowe ciasto w każdym domu musiało być. A i koniecznie musiały by serniki. - Jak dużo zostało z dawnych czasów dzisiaj ? - Jakaś tam tylko cześć tradycji Wielkanocnych . - Co Pani najbardziej lubi ze świąt ? - To, że się idzie do kościoła i jest bardzo dużo ludzi i bardzo się ludzie modlą, a wiadomo, że jeżeli jest nas więcej w kościele i więcej nas się modli, to modlitwy prędzej dotrą do Pana Boga. Ale także i to ,że jest wolny czas i ,że można się ładnie ubrac. - Wspomnienia z dzieciństwa dotyczące Świąt – opowieści. - Pamiętam jedną historię związaną ze śmigusem- dyngusem: Właśnie w tym dniu- w Lany Poniedziałek chłopcy lali się wodą na ulicy i do nas przychodzili po wodę do studni… I jeden z nich nabrał wody i całe wiadro wylał nam na okno. A te okna to wtedy były nie szczelne i ta wodna mi się przedostała do mieszkania. Byłam na niego bardzo wściekła . - Czy zna Pani kogoś, kto własnoręcznie wykonuje tradycyjne ozdoby wielkanocne ? -Nie, nie znam.