strona główna > żywe krajobrazy > Wywiady projektu O MOCY WIELKIEJ NOCY: > wywiady klubu z Bielawy
Gmina Długołęka
2010-05-18

Wywiad z panią Kawką.

pzeprowadzony w kwietniu 2010 roku.


- Skąd pani pochodzi?
- Pochodzę z Lubelskiego, powiat Zamość, to jest 20 km od nas, z naszej wsi. Póki pamiętam, to trochę powiem. Dawniej wielkanocne zwyczaje, to jak my pościli, jedliśmy mleko, ale tylko w czwartki, wtorek i poniedziałek, a w środę już był post. Tylko na oleju robiliśmy, który sami wrabialiśmy z konopi. Tylko z tym olejem i kapustą jedliśmy i zupa do tego.
A w niedzielę można było coś lepszego ugotować.
- Jak wyglądała  Niedziela palmowa?
- O, tak. Jak się poszło to kościoła, to pełny kościół był ludzi, jak to pięknie wyglądało, same ręce z palmami., wszystkie ludzie trzymali.
- Czy pani sama robiła palmę?
- Tak, my robiliśmy sami, takie małe, zrywaliśmy tylko te kotki. To była prawdziwa palma. 
-A kwiatki bibułowe robiliście?
Tak, obrazy w kościele, to każda wieś miała swój obraz. To ten obraz musiał być ładnie ubrany. To u nas robili kwiatki, takie różne, piękne…która wieś ładniej ubierze.
- A przygotowanie jajek?
- U nas była niedziela przewodnia. Po świętach, cały tydzień, to jedna kobieta była u nas na wsi, co malowała te jajka. To jej nanieśli tych jajek, to pamiętam, za trzy, za pięć jajek, jak pomalowała, to dwa jajka dostała (czy jakoś tak się płaciło). To mama dała je parę jajek, żeby mogła pisać. To nam dzieciom podzieliła, ty masz jedno…a jak już byłam panienką trocha., to pamiętam, ze miałam pisankę i  tak…któremu chłopakowi dać. To byłam jeszcze podlotkiem. To dałam jednemu chłopakowi ze wsi i potem kupił mi broszkę. Taka, taka wymienianka była.
- A jak pani malowała te jajka?
- Ja też malowałam jajka, sama. Nauczyłam się od tej Pani i sama malowałam. To się bierze wosk pszczeli i taki robi się dziobek, z taką malutką dziureczką, i ten wosk wkładało się do tego dziobka, który był na takim kijku, i świeczka się świeciła, i się przytulałosię jajko do tej świeczki, i on się tam topił. I te jajka się w te wzroki malowało. Malowałam dla swoich dzieci. Po tym umalowaniu, jak chcieć było żeby był jeszcze inny kolor, to się potem, jak już popisało po tym jajku, cały wzorek, wszystko już, to wtedy się wkładało w te farby. Kupowało się taka kraska, takie farbki w torebkach, zielona, niebieska, żółta i było przeważnie trzy gatunki, cztery. Zagotowało się wodę  i wystygła ta woda i tylko to jajko wkładało się w garnuszek jaki, trzymało się tak. Patrzyło się kiedy już jest czerwone. Jak się potem wyjęło, położyło się pomalutku, na takiej szmacie i ono wyschło. Potem jak się paliło w kuchni, na rusztach, kładło się deseczki i to jajko w ogień się posunęło, żeby grzało              i topniał wosk na tym jajku. Jak się tak topił, to się od razu szmatką wytarło, już się odbiło to, na jakim było malowane. A chcieć było, żeby więcej było kolorów, to się włożyło w żółty        i wyjęło się jeszcze,  pomalowało się po żółtym, a potem po zielonym. Jak się potem wytarło to, po jakim się malowało, to taki kolor wyszedł. To takie byli te pisanki.
- A ciasta?
- Na Wielkanoc to tak było, pierogi z kaszą się piekło i kołacze. Kołacze to tak: to była mąka, to się mełło z prosa, to proso się utłukło, to się nazywało jagły (to takie czyste ziarnko), i to ziarnko się tłukło albo mełło w takiej stępie. A te troszkę maki się rozczyniło, potem wyruszało i dolewało jajka, do środka i zamiesiło się. A drugie ciasto z tej samej mąki było,    i takie żółte potem wyrosło. A to żółte ciasto kładło się na to białe i roztaczało się taki placek. Kładło się i zawijało tak jak pierogi i to nazywało się kołacze i piekło się na blasze. 
- A jak się przygotowało dom na święta?
- Nie mogłabym tego zapomnieć. Pomiędzy obrazami na ścianach robiło się kwiaty, kępy kwiatów. Wiłam wianek z jodły, tak z krzyżyków, wiązało się jeden na drugi i wokoło domu się ubierało. A firanek nie było, ja nie umiałam, ale taka jedna umiała wycinać takie różne kwiatki, to powycinała i były takie firanki na oknach, to była ozdoba.
- A porządki świąteczne?
- Tam gdzie ja pochodzę to nie było…Podłogi drewniane tylko, była glina i to się zamiatało, pamiętam. Jak to było aż wstyd mówić. Miotłę się robiło z jedliny, gałęzie wiązało się zamotało. Rano się puszczało kury do domu, dało im się jeść, żeby się zagrzali te kury. Która miała jajko, to macało się kurę. A jak nie, to sadzało się ją na słomę i przykryło przetakiem, żeby nie uciekła.
- A co wsadzało do święconki?
- Święcić koszyczki to my nosili aż do Krasnogrodu, tu ksiądz nie przyjeżdżał, dopiero potem zaczął, a tak to się nosiło, ale to nie takie koszyczki, to się kosz brało, tylko ładny taki kosz musiał być. To bułeczkę małą się upiekło, chleba, ciasta i jajek ze dwadzieścia nakładło. Kawałek mięsa, kiełbasa musiała być, ser też, taki mniejszy się robiło, żeby dużo miejsca nie zajął i tak to się kładło. Jeszcze sól, chrzan. I to się niosło tak pięć kilometrów do tego kościoła. A potem, jak wracaliśmy z kościoła to, były wyścigi, kto wcześniej przyjedzie. I tak się ścigali te chłopy, tymi końmi, kto prędzej przyjedzie.
- A śmigus dyngus?

- My mieli takie sikawki porobione, to nie można było, tak młodzież przeważnie lała się tą wodą……..
- A ostatki?
Ostatki przed postem my robili: chłopaki (mu mówili, żeby się złożyć) pszenicy trochę zsypywali, pojechali te chłopaki do młyna, zmełły i z tej mąki my napiekli ciasto. I my robili takie ostatki przed postem, takie zapusty, robiliśmy zabawę, oni najęli muzykantów, a my znów piekli wszystko.

…A jeszcze co my w poście jedli? Sołoduchy. To się brało troszkę tej reczki (tatarka) i troszkę żyta i to się zmełło. I tę mąkę się wysiało, rozczyniło się tak na noc. Rano brało się wody, zaparzyło, jak to się dobrze robiło to nie pamiętam, ale to jedliśmy w poście. Mój Boże kochany, już mi się obrzydło, kwasota taka… było trochę winne, to postnota. I to trzeba było jeść.
- Jak wyglądał Wielki Tydzień przed Wielkanocą?
- Przed Wielkanocą to my chodziliśmy co wieczór do jednego gospodarza, on był taki kościelny, to my chodzili w każdy piątek i śpiewali drogę krzyżową. W każdy piątek schodziliśmy się do innego domu i śpiewaliśmy.

…a w maju toż prędzej robiło się polu, a potem już prędko biegło się do domu, robić jakąś kolację, żeby zdążyć na majówkę. Wszystko szło na majówkę.
- Miłe wspomnienie z dzieciństwa?
- to jedno pamiętam, to chodziliśmy do świętego Rocha i pamiętam, że mama każdemu dziecku robiła maluśką kiełbaskę, to w wielką niedzielę już po śniadaniu, to my szli na górę do kaplicy św. Rocha i tam my posiadali i jedli.

 

2010-05-18

Kwiecień 2010r. Wspominki przy herbatce w  świetlicy wiejskiej w Bielawie

(wywiad zbiorowy z mieszkańcami Bielawy)

 

 

- Skąd pan/i pochodzi?
Z kieleckiego pochodzą: Jan Dziewięcki(77 lat), pani Rutkowska(76lat), pani Mysiar(73 lata, potocznie mieszkańcy mówią p. Mysiarowa), pani Woźniak(87 lat, ur.1923 r.).

- Jak wyglądał post i ostatki?
U nas było postno w ostatki. Wszystko było postne, np. śledzie, kartofle się piekło z cebulką i pieprzem.
Duży post był, nic się nie gotowało na tłuszczu.
w glinianym garnku, piekło się (nie gotowało). Albo w takim żeliwnym garnku, i tam wszystko było i buraczek i kapusta, i marchew, i wszystko tak powkładane, poukładane, i wszystko tak posoliły, i upiekły.
Dawniej to była bieda, i my w popielniku, tam się położyło parę ziemniaków i ładnie się upiekło. Ta skórka ładnie zeszła, oskrobało się i się zjadło. Tak było.
(J.D.)A w centrali, które tam chłopaki starsze były, w konserwach, w takich pudełkach dusiły te ziemniaki.

 - Jak wyglądał post i jak go przestrzegano?
- Bardzo go przestrzegano. Wszystko trzeba było jeść postne, nie można było jeść do syta. Ojcowie kroili kromkę, czasem dwie i resztę chowano na półkę tam wysoko.. W Wielki Post nie można było jeść tłuszczu, nawet kropelki.
A kiełbasę na Wielkanoc to, wieszali wcześniej tam u szczegarza, żeby tam ususzyła się ładnie, i żeby tam nikt się nie dostał.
(J.D.)Słoninę się soliło i na buncie się wieszało. Takie woreczki były lniane i się wieszało.


- Czy był półpost i jak go przestrzegano?
- Na półpost jadło się chleb z cukrem i pokropiony wodą. Jak się ukradło trochę cukru, bo matka krzyczała (ale…była sacharyna już).
Robiono tez syrop z buraków. Ale to już więcej na jesień było. Gotowało się i gotowało te buraki cały dzień i całą noc.

- Czy były jakieś wyjątki od zachowania postu, w trakcie jego trwania?
- W wielkim tygodniu nie można było już nic ciężkiego robić… chyba nie było żadnych wyjątków.

- Co groziło za złamania postu?
- Ojcowie karcili jak się podkradło jajko, czy inną rzecz. Ksiądz wtedy wyzywał, post był mocno przestrzegany.

- Czy był zwyczaj tłuczenia garnków?
- Tak. Na szczęście. To jak tam , który z chłopów chciał to bach ten garnek do skorupiaków.
To się działo przy świętach, w drugie święta, lejka co było.

- Czemu służył post?
- Było to wszystko od Boga, że Pan Jezus cierpi. Było też wtedy  postanowienie, że bardzo cierpimy za grzechy. On cierpiał tyle za nasze grzechy i my musimy tyle tych postów mieć.
- Czy był zwyczaj gotowania barszczu na Wielkanoc?
- W tamtych czasach z początku nie znaliśmy barszczu.
Przekręciło się w żarnach mąki  i kisiło się w takim garnku dużym kamiennym(glinianym)
Jak się ugotował barszcz, wdrobiło na miseczkę sera i tak się jadło.

- Czy były jakieś wyjątkowe zwyczaje?
U nas tam w Nadolicach to znowu kucają się tak i biją te jajka, i dopiero jak potłucze mówią sobie życzenia. Oni to ze Lwowa pochodzą.

- Czy na Wielkanoc był zwyczaj obdarowywania się nawzajem?
 Tak, chrześniakom dawało się jajka, kawałek kiełbaski to się niesło. Co było. A chrześniaki za to oblewały wodą. Tak! Jak oblały, to dostały pieniądze. Parę groszy
(p. Woźniak)Ja zanosiłam chrześnicy w koszyczku jajka, kiełbasę, placek.
Na Wielkanoc, obie z siostrą Marysią to jajka pomalowane na kolorowo w trawę my wsadzali   a potem my kazali dzieciom szukać. Jak to fajnie wyglądało, bo te dzieci latały po tym sadzie i szukały, kto więcej złapie. Wesoło było.

- Co robiono z palmą po jej poświęceniu?
 Kładliśmy je za obrazy, a potem je paliliśmy na popiół, który sypano na głowę w Środę Popielcową.

- Z czego były robione palmy?
 Z gałązek, traw, bazi, wszystko było naturalne. Do kościoła nieśliśmy takie malutkie palmy, nie było takich dużych jak dzisiaj . Wtedy nie było takich zwyczajów.

- Jak dekorowano dom?
Ozdabialiśmy ściany kwiatami, robiliśmy tez jeżyki. Mieszkanie odświeżało się poprzez bielenie.
Moja mama zawsze robiła na święta takie ładne serduszka, jeszcze firanki były robione bo to nie było firanek. Wycinane były z papieru- to był chyba pergamin, i takie dziureczki się wycinało.
Takie pająki były robione, nigdy zapominam zboża zerżnąć, całe jak stoi, żeby te słomki były całe, żeby tego pająka zrobić. To jest bardzo fajne, to tak: duży kosyzek się robiło, wkładało się igłę i przez słomę. A potem po tych rogach czterech to się robiło małe kosycki, i się przewiązywało, kwiatuszki z bibuły się wiązało. Takie fajne to było, my to nazywali pająk.
Żeby było pięknie, poduchy się układało i 3 poduchy były tak: duża, duża i jasiek.


-Jak przygotowywano dom na święta?
Teraz to tak się nie szoruje a dawniej to jak było sprzątnie. Stołki z desek to musiały być białe, a jeszcze podłóg nie było w domu, to była ziemia-glina wysypana, takie klepisko, a potem żółty piasek. Komin obielony, kuchnia na niebiesko. Na Wielkanoc tak było zawsze: bieliło się mieszkanie. Wszystko było obielone dwa razy do roku. Łóżka na bielutko, adamaszkiem wyścielone. Tak było szczęśliwiej.
- Czym zdobiliście jajka?
Gotowaliśmy je w owsie, cebuli, kawie zbożowej, a potem skrobaliśmy . Albo jak są te gumki od dętki, to one takie paski zafarbują.

- Czy obdarowywano się jajkami?
Tak, panna dawała kawalerowi jajko, czasem po kryjomu.
- A czy piekliście baranki?
- Tak, na Wielkanoc piekliśmy baranka, albo robiliśmy się z chleba, kurkę taką z ruszanego ciasta(drożdżowego) później obsypane makiem, dodawano też zsiadłe mleko.

- A jakie ciasta pieczono?
- Serniki, makowce, drożdżowe- takie pospolite.
 
W czasie postu, jak była droga krzyżowa chodziliście do kościoła?
Jak miałam 12 lat do chodziłam do Sobkowa na drogę krzyżową. Ze dwa kilometry były.
O 6 była rezurekcja. Tak fajnie, rano się wstało, dzwony dzwoniły. Na wiwat strzelali, rano ino świt. Jeszcze słońce nie wzeszło, ptaki świergotały. ale to było ładnie…a tu teraz zamarło.

A czy w wielki Piątek naprawdę, był taki ścisły post ?
Tak, chleb i wodą się zapiło i tyle.
.
Czy pamiętacie coś takiego jak byliście całkiem młodzi jak zbliżała się wiosna kończyła się zima ?
chodziło się z gaikiem
Z gaikiem się chodziło na pewno, i się śpiewało się, wyganiano też zimę.

Czy była jakaś ulubiona potrawa na święta ?
My wszystko mieli na sucho, a ulubiony to był barszcz ale to było gdy przyjechałam tu.

A kto zaczynał w domu dzielenie się jajkiem ?
Gospodarz [głowa rodziny]

A czy były jakieś przysłowia wielkanocne, czy coś ?
Nie pamiętamy.

ak zostało dużo z dawnych czasów do dzisiaj ?
To samo co było chleb musi być, kiełbaska też, wszystko musi być. Też musi być posprzątane.

Co najbardziej lubicie ze świąt ?
Najbardziej barszcz włoży się tam wszystko i jest pyszne.

Co było najfajniejszym wspomnieniem z dzieciństwa ze świąt ?
Najfajniej wspominamy lejka, było tyle śmiechu, tyle razy się oblewaliśmy.

 

2010-05-18

WYWIAD OLI I MONIKI z  osobą gościnnie przebywającą w Bielawie.

 

 

Skąd pani pochodzi?

Pochodzę z Dolnego Śląska, z tym, że rodzice pochodzą z kresów wschodnich, ze  Lwowa. Więc te tradycje  jakby są starsze, ja też jestem starsza.

Jak wyglądały ostatki?

O zwyczajach to ja mogę wam opowiedzieć coś co opowiadała moja mama. Brat robił takie niespodzianki wielkanocne, że jak była Rezurekcja, to podobno wychodził za dom i z jakiś swoich specjalnie przygotowanych urządzeń robił takie wystrzały na to: Alleluja, że po prostu cała wioska zastanawiała się co się dzieje, i po prostu było bardzo wesoło.
Była taka tradycja tych straży przy bożym grobie, bardzo pielęgnowana. Tam gdzie mieszkałam całe swoje dzieciństwo i młodość to było to BARDZO pielęgnowane. Stale co roku straż, ci sami faceci, ci sami strażacy, niesłychanie to pielęgnowali, bo specjalnie w takim domku, dawnej harcówce, spotykali się i  przebierali. To było nieprawdopodobnie pieczołowicie TO pielęgnowane . I najlepszy numer był wtedy, kiedy w czasie rezurekcji, kiedy pierwszy taki  śpiewak...bo dawniej przy bożym grobie odbywały się śpiewy, po czym na Alleluja oni padali. Wszyscy ludzie koniecznie chcieli być blisko, żeby zobaczyć jak oni padali. A to odbywało się naprawdę, to nie było udawane. Z całym tym swoim uzbrojeniem z hukiem, z tym całym przebieraniem w te przepiękne stroje, padali na ziemie i to był taki huk w kościele ale to było niesamowicie ważne dla dzieci, które chciały być jak najbliżej i oglądać. Oczywiście stały już wcześniej przy Bożym Grobie od Wielkiego Piątku.
Ci strażacy na wsiach to była żelazna tradycja, oczekiwana bardzo.

Jak wyglądał post?

W moim domu pielęgnowany był post. Polegało to na tym, że właściwie wielki tydzień w poście to myśmy mieli np. takie pomysły, jako dzieci, którym zalecano  żeby coś ofiarować w poście. Pamiętam, że miałam takie pudełeczko po czekoladkach (dawniej to było święto mieć czekoladki) i w takim pudełeczku, dość dużym, po czekoladkach zbierałam cukierki, które dostałam, kiedy przyjechał np. ktoś z rodziny, jakaś ciocia poczęstowała. I trzeba było sobie tego odmówić żeby uzbierać i zasłonić to denko.
W wielkim tygodniu post był bardzo przestrzegany a już w Triduum , czyli wielki Czwartek , Wielki Piątek i Sobota w ogóle był post praktycznie ścisły, nie dla dzieci oczywiście, ale w Wielki Piątek to moja mama w ogóle tylko chleb i woda.
Najbardziej czekało się na to, kiedy robiło się babki wielkanocne i w spiżarni była smażona skórka pomarańczowa, i jak mam ją kroiła do tego ciasta, do tych babek (zazwyczaj w wielki piątek się to piekło) to każdy patrzył, żeby tam koniecznie była jakaś skórka , która się do ciasta nie nadaje i można ja zjeść.
Nie jadło się mięsa w Wielką Sobotę/ nigdy. Właściwie to śniadanie wielkanocne było bardzo oczekiwane, bo było naprawdę na głodny żołądek

A pisanki?

Pisanki się robiło, to była naprawdę wspaniała tradycja. Robiło się słomką, gorącym woskiem. Te pisanki się robiło razem, wszyscy siedzieliśmy koło pieca kuchennego gdzie się grzało, każdy miał swój pojemniczek z woskiem, każdy swoje słomki dostał, mama nam pocięła, i to się robiło. Zresztą do dzisiaj z moją córką robiłyśmy też pisanki, zawsze bardzo starannie to było robione. Specjalny czas był zaplanowany, w tygodniu nie mogło go zabraknąć,  nie jakimś tam flamastrem tylko rzeczywiście w cebuli zwłaszcza, na różne odcienie brązu oraz w innych kolorach.

A robiła pani palmę ?

Tak, palma była zawsze z tych gałązek wierzbowych bazi ale też z żywymi kwiatami. Bardzo piękne palmy, nie jakieś takie wielkie tylko rzeczywiście wiosenne.

A zajączek, prezenty ?

U nas nie było specjalnie takiej wersji, później się pojawiło. Z dzieciństwa tego nie znam . Natomiast później się to pojawiło jako taki nowy zwyczaj, kiedyś nie było takiego zwyczaju na zajączka. Ale jak tylko się pojawiło, pamiętam w ogrodzie , gdzie rosną różne krzewy np. agrestu, to w tym agreście był zajączek schowany, coś słodkiego.

A baranki, robiło się z ciasta?

Tak, myśmy nie mieli takiej formy żeliwnej, bo są takie tradycyjne formy żeliwne, ale ja, kiedy już byłam dorosła pożyczałam taka formę żeliwną, żeby w domu można było upiec. To była bardzo stara forma zamykana na jakieś strasznie specjalne zakrętki i zamki, i rzeczywiście wychodził z niej autentyczny baran. Lukrowaliśmy go, z rodzynek były oczka i różne rzeczy.

A CO WKŁADANO DO KOSZYCZKA ?

Zawsze od lat i teraz tak samo robimy teraz, jakbyśmy dawniej, jak byliśmy dziećmi, zawsze była babka drożdżowa, jakaś malutka specjalnie pieczona w jakimś malutkim kubeczku, żeby się zmieściła. Jajka, kiełbaska, chrzan, masło, bukiecik fiołków zawsze. Albo jakiś pierwiosnek. Sól. Najpiękniejsze pisanki.
A co pani najbardziej lubi ze świąt wielkanocnych ?

Strasznie lubię to Triduum Paschalne. Jest to niesamowite zwłaszcza Wielka Sobota, gdzie są takie różne takie liturgiczne śpiewy. Raz w roku, jedyny, wtedy można usłyszeć o pszczołach, o wosku, o różnych wspaniałych, o stworzeniu świata jest. Nieprawdopodobnie przepiękna liturgia Wielkiej Soboty.

Czy dużo z dawnych zwyczajów pani kultywuje?

Staram się to pielęgnować bardzo. Moja córka, która teraz w tej chwili jest młodą mamą, bardzo zawsze przywiązywała wagę do tych tradycji, z czego się bardzo cieszę. Rzeczywiście pielęgnujemy, bo chciałybyśmy, żeby wszystko było tak samo.

A najważniejsza potrawa wielkanocna?

Na pewno jajko święcone, w niektórych regionach jest żurek, biała kiełbasa. U nas też to potem weszło, kiedy rodzina się powiększała, przychodziły nowe osoby z różnymi tradycjami. Ale u nas zawsze był barszcz kiszony autentycznie tak. Zawsze czekaliśmy na niego do pierwszego śniadania.
Oczywiście wędliny, nie zapomnę jak mój brat młodszy, chodził do sąsiadów, którzy mieli prawdziwą wędzarnię, bo to byli gospodarze, myśmy mieli dom nie mieliśmy gospodarstwa takiego dużego, ale oni mieli gospodarstwo prawdziwe, gdzie były prawdziwe świniobicia i przynosił prawdziwe, naprawdę pachnące wędliny na Wielkanoc. Zamawiał specjalnie.

Tradycje związane smigusem dyngusem?

Noo, musi być. Nie jest to takie może jak kiedyś. Pamiętam w oknie naszego dużego domu, na piętrze myśmy próbowali taką normalną pompką od roweru polewać ludzi, którzy szli dróżką przed tym domem. No, ale to było oczywiście bez wiedzy mamy, bo to było chuligańskie. Co prawda nigdy się nie dosięgło tych ludzi, ale próbowaliśmy. Nie było czegoś takiego jak lanie perfumami, tylko rzeczywiście, ni stąd ni zowąd w drzwiach ktoś z nas, czy rodzice, czy rodzeństwo(bo nas było kilkoro) nagle ktoś został oblany. Lało się wodę  ale nigdy jakieś duże ilości, żeby nikomu się krzywda nie stała z tego.

2010-05-18

Wywiad z p. Salomeą Frej

przeprowadzony 16 stycznia 2010 roku

 

Mieszkam w Bykowie, pochodzę z Rzeszowskiego mam 77 lat.
W domu było ciężko, jak miałam 9 lat to musiałam chleb piec, krowy wydoić i troje dzieci bawić.
...u nas w święta wielkanocne było tak: W Wielki Piątek  tośmy szli do kościółka , rano. Ojce szli po południu. Ważny był post, był tak szczery, że rano była szklanka herbaty i czarna kromka chleba, później w sobotę rano było to samo, o 11 szłam ze święconką do kościoła to się tam kładło: boczek, jajka, kiełbasa, pięknie się robiło, i tam baranek z masła oczywiście musiał być. O godzinie 6 po południu, były rezurekcje, to jak zadzwoniły dzwony, to ojciec szedł w sadzie wszystkie drzewa pobudzał, każde drzewo dotknął, żeby ono się pobudziło z zimowego snu.
A w niedzielę rano, szło się na rezurekcje i było później śniadanie ogólne. To śniadanie się robiło tam były jajka, i kiełbasy, różne wędliny ciasta, baby świąteczne, piękne były. No to te baby mama kroiła to albo masłem smarowała albo jak kto uważał. No i dzielili my się jajkiem, wszystko było fajnie.
W pierwszy dzień świąt nie chodziło się nigdzie, w gości, nigdzie. Było się w domu. Takie było swoje święto, rodzinna uroczystość.
A w drugi dzień wszystko szło do rodziny, do sąsiadów, w gościnę. No i stoły się pięknie ubierało w różne koronki,
 hafty, tak żeby to wyglądało pięknie. Jedna przez drugą.
A kobiety jak szły do kościoła, to była taka moda w pierwszy dzień świąt, że miały szerokie spódnice i halki z takimi haftami. To jak klękła to koło niej był taki…wie pani, tak szeleściło.
A jak przyszedł drugi dzień świąt, chłopaki przychodzili, dziewczyny do stawu, wykąpali, wylali wodę…wtedy to dopiero było fajnie.
…w nocy przyszła po jakiejś potańcówce i przyszły rano chłopaki, otwarły okno i było takie łóżko drewniane. Wzięli to łóżko z nią, wynieśli postawili w wodzie i stali wkoło i patrzyli się. A ojciec doszedł tak: Teresa wstawaj do kościoła trza iść, ta się zerwała i buch w te wodę. Ile to śmiechu było, wesoło było.
A przyszły takie różne zapusty jak były, chodzili kolędnicy, co oni wyczyniali, bawili się. Bardzo wesoło było.
Dawniej nie było telewizora, nic nie było. Słońce zaszło ciemno było trzeba było iść spać.
Jak malowano jajka?
Wydrapywały my igłą, czy jakimś pilniczkiem, co tam kto miał. Albo gotowało się i jak jeszcze było gorące słoninką  smarowało i tak pięknie świeciły.
Jedna przez drugą coś robiły. Przeważnie baby piekły albo baby makowe takie z rodzynkami.  Tam nie było takich ciast, takich tortów ubijanych z masami. Chleby się piekło, kołacze się piekło.
Piekło się taki mały chlebek i do koszyczka, i tak ładnie ubierało barwinkiem.
A było co nieść w tym koszu,3 km do kościoła.

Palmy robiły kobiet. A to niebyła taka mała palma, toż 3 metry miała jak przyszło do kościoła.
Trzy miesiące trzeba było palmę robić, jak były sprytniejsze to w samym poście zrobiły a potem jak do kościoła się weszło, jeden kolor…coś pięknego w kościele było.
To był taki duży bambus, na tym bambusie się owijało piękne kwiaty, główeczki lnu, suszki i kolorowe piękne kwiaty.
Suszki wcześniej trzeba było uzbierać, to się zasuszało, wieszało pod taka szopą, na dół główkami , żeby się nie powykrzywiały.
te pierwsze kwiaty co były na palmę to ojciec te kwiatki suche zbierał, goto9wał, jak się krowa ocieliła to dawał krowie do picia, żeby była zdrowa. A później resztę palmy, jak się wypędzało krowy, to się tą palmą uderzało każdą krowę, żeby ją żmija nie ukąsała. A resztę wpychał za strzechę, żeby piorun nie uderzył, żeby się coś nie stało. A jak Wielkanoc przyszła, drugi dzień świąt to się święciło pola święconą wodą, pokropiło się każde pole od różnych huraganów od różnych nieszczęść.
Co zostawiła pani ze starych zwyczajów w swoim domu?
U mnie to zostało prawie wszystko, gotuję to samo co na wigilię czy Wielkanoc. Gotuję żur, zakwaszony z grubego śrutu , żeby nie był taki miałki, sama zakwaszam sobie. Dodaję chrzan, jajka, troszku słoninki, kiełbaski. To robię do tej pory.
Kołacz na Wielkanoc to się robi ciasto, w takiej dużej miednicy( z 5, 6 tych kołaczy)i na łopatę się kładzie ciasto, posmaruje się jakiem i do pieca. To tak wyrośnie, takie czerwone ładne, coś wspaniałego. Jeszcze piekę ten kołacz. Albo prażuchy robię, różne takie, kluski pyzy. Trzymam się tej starej tradycji. Zawsze mówią, że ja jestem tej starej daty ale mnie jest z tym dobrze.
Piekę jeszcze swój chleb, mówią, że to przeżytek ale jak napiekę to moment i chleb rozbiorą.
Na Wielkanoc chleb był pieczony, masło było swoje, ludzie też różne sery używali.
Do dzisiaj piekę chleb, piec mam w ogrodzie, na 20 chlebów prawie.
Jak nas było więcej, to 12 chlebów piekłam na tydzień.
Na Wielkanoc biło się świnie, kiełbasa do wędzenia musiała być swoja. Jak poszli do kościoła to zapach był jednej kiełbasy swojej.(do święconki była robiona taka mała kiełbaska ) wszystkie wyroby, które tam były to się wszystko kładło się do koszyczka. Jak żem szła to ręka się uginała, tali kosz. Trzeba się było unieść mocno. Chłopaki mówiły, to weź sobie podjedz, ale nie wolno było to był grzech.
W pierwszy dzień świąt, jak się zjadło żurku, to ojciec tam po trochu podzielił tej kiełbasy ze święconki, potem jadło się jajko, wędliny, różne ciasta, oczywiście kawa biała musiała być do tego, do popicia. To się popiło, zjadło to wszystko. A później te okruszki wszystkie co zostały z tej święconki to się zbierało i się siało, w ogródku kwiatki wyrastały z tego. Wzięło się te okruszki do ogródka i mówiło tak: sieje, sieje melonie. Takie piękne białe kwiatuszki wyrosły, że coś pięknego… z tych święconych okruszek. I co mi pani da wiarę? Tam się nic nie zmarnowało a resztę to zjadł kotek  czy piesek. Wszystko szanowało chleb, …starszych ludzi.

2010-05-17

Wywiad z p. Heleną Gontarz

przeprowadzony 18 stycznia 2010 roku.

 

Skąd pani pochodzi?
Z kieleckiego, Ostrów, wioska się nazywa.
Ile pani ma lat?
80 lat, trzydziesty rocznik.
Jak wyglądał post i jak go przestrzegano?
Nie tak jak teraz, W poście to nawet klamkę owijano w szmaty, żeby się nie tłuc, żeby  po cichu wejść do domu. I na podłodze tak samo, szmaty były pościągane. Wtedy to było okropnie, strasznie.
A czemu służył post?
Tak było od początku i jest.

A jak wyglądały ostatki?
Dawniej tak nie robili ostatków, nie. Zabaw nie było.
(…)
A kiedy pieczono mazurki?
Wtedy się mało piekło, wiesz? bo była bieda.
A jakie wypieki robiono?
No chlebek upiekli ino taki  okrągły. Takie okrągłe bochenki piekli. U każdego w Centrali w domu  był taki duży piec nad kuchnią- i cztery chlebki wchodziły no i takie podpłomyki. Bo jak nie było chleba, i nam się jeść chciało to mamusia tych podpłomyków upiekła, żeby chleba nie ruszać bo gorący był.
Jak dużo zostało z dawnych czasów do dzisiaj?
Nic, bo mamusi nie ma, tatusia nie ma.
Co wkładało się do koszyczka na święconki?
No co? Babeczkę, baranka, kiełbaski kawałek, jajka, no to my tak nie do pary, albo 5 albo 3.
Jak wspomina pani dzieciństwo dotyczące świąt?
No to my chodzili, bawili my się, cieszyli my się, że święta.

Dalszy ciąg wywiadu z p. Heleną Gontarz z marca 2010 roku.

 

Co do dzisiaj zostało dawnych zwyczajów Wielkanocnych?

Na Wielkanoc poszło się z święceniem do kościoła niektórzy, chodzili nawet na nogach z Bielawy do kościoła do Brzeziej Łąki.Nie którzy to usiedli zjedli jajka, kiełbasę i poszli do domu.

Co symbolizuje jajko i baranek?

Jajko i baranek to według mnie to pamiątka na cały czas i to się święci i to się święci.

Co pani robi z Palmą Wielkanocną?

Jak długo palma jest to ją pale co wszystko już jest stare to pale. No a potem trzeba iść do sklepu i kupić nową lub robimy sami.

Gdzie pani dawniej święciła jajka?

W kościele święciliśmy jajka ta wioska nazywała się Bukowa.

Jak dawniej świętowała pani Wielkanoc?

Bardzo ładnie zupełnie inaczej niż teraz.

A jak inaczej?

Tak jakoś była inna atmosfera w domu niż teraz każdy siedział u siebie w domu a kto tam chciał to poszedł na wieś do kogoś w Dyngusa to każdy był oblany.

Czy na Wielkanoc piecze pani chleb

Tak dawniej to tak a teraz nie teraz to każdy kupuje chleb w sklepie i nikt nie piecze chleba. Dawniej to tylko chleb z pieca taki świeży się wyciągało położyło się na stole i każdy podchodził brał sobie po kawałku chleba i już. A teraz to nikt nie ma czasu na pieczenie chleba.

Jak dawniej ozdabialiście jajka?

Jajka malowaliśmy kredkami, farbami połowę  na twardo a potem drugą połowę. Teraz to skubię jajka bo potem skorupę  się wyrzuca a ta skorupa przecież jest święcona. Nie świecę jajka w skorupie tylko skubię. Ponieważ ksiądz prosił aby jajka skubać do święcenia bo potem tą skorupę święconą się wyrzuca.

Dziękuje pani za wspaniały wywiad.
Ja też dziękuje i myślę że pomogłam ci dowiedzieć się wspaniałych ciekawostek.
Jeszcze raz dziękuje za wywiad do widzenia.


Opracowała         Paulina Karpińska

2010-05-17

 Wywiad  z panem Stefanem Dybkiem

przeprowadzony 18 stycznia 2010 roku.

 

Dzień dobry czy możemy przeprowadzić z panem wywiad?

Tak oczywiście zgadzam się na przeprowadzenie wywiadu.

Skąd pan pochodzi?

Z Kieleckiego

Ile ma pan lat

Mam 88lat.

Co do dzisiaj zostało z dawnych zwyczajów wielkanocnych?

No takie same mam zwyczaje jakie miałem według mnie no to one się  niczym nie różnią

A jakie były  dawniej?

No wodę się święciło, jajka się święciło

Co symbolizuje jajko i baranek według pana?

Według mnie jajko to od kury a baranek boży.

Co pan umieszcza w koszyczku?

Ja umieszczam w koszyczku no oczywiście: jajka, pieprz, sól, chleb, kiełbasę, chrzan i to wszystko.

Gdzie pan dawniej święcił jajka ?

W Bielawie

Ale dawniej a nie teraz?

A to jak tam pod Kieleckim byłem to szedłem daleko do kościoła ponad 2km chodziliśmy aby poświęcić jajka.

A jak dawniej świętował pan Wielkanoc?

A nie tak jak dzisiaj bo dawniej to była taka bida

Czy na Wielkanoc piecze pan chleb

Tak w piecu piekę chlebowym

Jak dawniej ozdabiał pan jajka wielkanocne?

A jajka to ozdabiałem cebulą.Wkładałem do cebuli i malowałem. Wsadziłem jajka do gotowanej wody z cebulą i same się jajka ozdabiały.

Dobrze no to my już nie mamy więcej pytań...

Dziękujemy panu za wywiad

...Do widzenia...
...Do widzenia...

                                                                                                                   Opracowała Paulina Karpińska

© 2007 auch studio