Wywiad z p.Ludwikem Hruszowiec Godzieszowa Gmina Długołęka
przeprowadzony 15 marca 2010 roku.
Nazywam się Ludwik Hruszowiec urodziłem się 11 stycznia 1936 roku, pochodzę z Tuligłów powiat Rutki województwo Lwowskie. Na Zachód przyjechaliśmy w 1945 roku, tak gdzieś na Matki Boskiej Różańcowej na początku pażdziernika. Przyjechaliśmy do stacji Brochocin Trzebnicki. Od chwili przyjazdu mieszkam w Godziszowej.
Jak pan sięga pamięcią, opowie nam pan coś o tradycjach związanych ze Świętami Wielkanocnymi? Może zaczniemy od Wielkiego Postu?
Tak, tak bogacze zlewali maślankę i serwatkę dawali tym biednym, żeby było, co pić w Wielki Post, ale najpierw były ostatki, potańcówka była, nie tańcowali tylko hulali, tak się mówiło hulali. Trzeba było wyhulać się w ostatki, żeby się konopia i len urodziły taki był zwyczaj, bo len i konopie to były ważne rośliny i przędza i olej z tego były. Na Wielki Post to się gotowało kapustę nie gotowało, tylko obwarzało, nie wiem, co to znaczy chyba jakaś ukraińska nazwa, to się nie gotowało, [wtrąca żona pana Ludwika] tylko piekło w duchówce a potem polewało się olejem z lnu, ale to był olej, taki pyszny, no był jeszcze olej z konopi, dzisiaj już nie robią takiego oleju, tamten olej to miał smak i zapach, nie potrzeba był żadnego mięsa a nie tam jakieś sosy, co teraz robią. Konopie i len się siało, bo miały podwójne zastosowanie, na olej i potem robiło się z nich przędzę, była na uprząż dla koni no i na ubrania, ale olej to był z nich bardzo dobry. A środa popielcowa?
Dzisiaj to już nie przestrzegają tych tradycji tak jak kiedyś, no jeszcze do 60-tych lat to tak to starsze pokolenie, no teraz też, ale nie tak jak kiedyś. Obowiązywał ścisły post. Jadło się dwa razy dziennie niektórzy trzy, nawet piło się tylko dwa, trzy razy dziennie nawet się nie maściło ja do dzisiaj tego przestrzegam. Była msza w Kościele z posypaniem popiołem głowy.
Czy jako dzieci podjadaliście tak, żeby rodzice nie widzieli?
Mówili rodzice jak będziesz jadł to na święta nie dostaniesz, może też nie chodziło już o ten post, ale się nie jadło, żeby na święta zaoszczędzić, czekało się na te święta, bo będzie kiełbasa. A w święta to świecone jadło się tylko do zachodu słońca, mówili, że jak zjesz święcone po zachodzie słońca, to dostaniesz kurzej ślepoty, straszyło się też dzieci, że jak będą dużo jadły w post to w święta będą siedziały z gąsiorem pod beczką, no taka beczka, w której się kisiło kapustę.
Czy był ktoś zwolniony od postu?
No niby ksiądz mówił, że starsi ludzie po siedemdziesiątce, są zwalniani, ale było tak, ze im starszy tym bardziej pościł. Ale to nie tylko u nas, starsi Żydzi opowiadali, że u nich też młodzież nie przestrzega tradycji i obyczajów żydowskich. Jak nawet ktoś, może coś zjadł, czego nie było wolno to i tak się nie przyznał, nie słyszałem o czymś takim? A czemu miał służyć post? Ano tak jak Pan Jezus czterdzieści dni się modlił, nic nie jadł i nie pił.
A Wielka Sobota?
No w Wielką Sobotę szło się oczywiście święcić jajka do kościoła, niosło się wszystko w dużych koszach, niektórzy to nawet w workach nosili, zawsze na święta piekło się, paskę, to taki biały chleb ulepszany, dodawało się do ciasta białą mąkę, jajka, cukier, po wierzchu się smarowało, bo, na co dzień jadło się czarny chleb. No oczywiście piekli Ci, których było na to stać, bo bieda była duża. Do koszyka się wkładało duże ilości jedzenia – Ser, jajka, chrzan, sól [ mięso i kiełbasę, jak kto miał], zajączków i baranków nie było. Ja to nie lubiłam chodzić do kościoła święcić jajek, wtrąca żona pana Ludwika, bo bardzo wtedy w kościele tymi jajami śmierdziało. Tych jajek gotowali dużo… Kościół był ubierany z okazji świąt, robiło się kwiaty z bibuły marszczonej, nawet jak tu przyjechaliśmy to też kwiaty robiliśmy sami. Najpierw zrywało się kwiaty na wzór, akcję, kalinę, żeby można potem odwzorować. Domy były malowane na wiosnę i sprzątane na święta, tak jak i dzisiaj, też się sprząta na święta. U nas przystrajać specjalnie na święta Wielkanocne to się domów nie przystrajało, tak się robiło na święta Bożego Narodzenia. Na ścianach wisiało dużo obrazów, bo to był posag panny młodej, więc się te obrazy przystrajało własnoręcznie robionymi kwiatami.
A Niedziela Palmowa? Pamięta pan?
A jak nie pamiętam, do dzisiaj sam własnoręcznie robię palmy. Daje się tyrkiczkę, liście ma podobne do liści klonu a kwiaty podobne do liści konwalii, potem krzyżowatnik ( od nazwy krzyża, na którym ukrzyżowano Pana Jezusa, to nie to drzewo, ale nazwa na pamiątkę), łozinkę (bazie z wierzby), wierzbę płaczącą, leszczynę i trościnę( trawa na stawach) Trościnkę zbierało się wcześniej jak zaczynała kwitnąć, zawijało się w papier, żeby nie straciła koloru a trzcina to na pamiątkę jak bili ciało Pana Jezusa. Tyrkiczkę już żeśmy zerwali, wstawiona do wody, pewnie do Wielkiej Soboty rozkwitnie, ma już pąki. My tutaj mamy te rośliny, rosną koło domu. Na niedzielę palmową to szczególnie czekali chłopaki, bo to oni nieśli święcić palmę, taki był zwyczaj, a jeszcze zawsze na święta kupowało im się nowe ubranie, czapkę, meszty (buty), wystroili się i szli świecić, po mszy zbierali się pod kościołem i bili się tymi palmami, mieli jak to młodzi chłopcy swoje porachunki, wiec była okazja je wyrównać, to nie było tak naprawdę, nie robili sobie krzywdy, ale na pamiątkę biczowania Pana Jezusa. Po powrocie do domu, symbolicznie bili domowników, mówiąc przy tym, żebyś był zdrowy, żebyś rósł duży, żeby ci się dobrze działo. W wielki czwartek, piątek i sobotę to modliliśmy się a kościele przez całe noce, przed wojna to straż pożarna trzymała wartę przy grobie Pana Jezusa w czasie wojny już tego nie było. Msza Rezurekcyjna to inaczej Msza zmartwychwstania Pańskiego, była bardzo uroczysta, strzelali z prochu, wcześniej się go gromadziło a podczas procesji strzelali nim zmożdzierzy. Po mszy było śniadanie, nie modliliśmy się przed śniadaniem, bo przecież modlitwa była w Kościele, co innego w wigilię, kolacja jest prze pasterką to się trzeba modlić, ale w Wielkanoc to nie. Jadło się u nas tylko to, co w koszyku było poświecone, nic się nie gotował o nie było wolno nic robić, nawet się łóżek nie ścieliło, nie odwiedzało się też znajomych, było powiedzenie, że jak w pierwszy dzień świąt będziesz gdzieś chodził to dostaniesz wrzodów, naprawdę nic się nie robiło w pierwszy dzień świąt. Był też zwyczaj stukania się jajkami, mężczyźni wcześniej przygotowywali jajka, musiały być te najbardziej twarde, mieli sposoby, żeby to sprawdzić i w drugi dzień świąt były zawody, ważne było, żeby wygrać, bo to był prawdziwy zaszczyt. Podczas tego stukania strasznie krzyczeli, nie wiem, czemu to miało służyć, ale krzyki były okropne. Zdarzało się, że niektórzy oszukiwali, robili wydmuszki i wlewali smołę, nie wiem czy dla żartów, czy, żeby oszukać, ale tak też było. To stukanie się jajkami to było powtarzane jeszcze w przewodnią niedzielę (pierwsza po Wielkanocy) w tę przewodnia niedzielę, tez jeszczeu nas gotowano jajka i jedzono tak jak w Święta.
A Śmigus Dyngus?
O śmigus to był tragiczny, jak chłopak miał pannę to koniecznie musiał ja oblać wodą i to nie jakąś tam wodą kolońską tylko wiadrem wody, poklepał jeszcze po mokrym tyłku i dopiero wtedy była oblana. Dziewczyna musiała obowiązkowo dać chłopakowi pisankę, pisanki malowało się marszczoną bibułą a jak ktoś miał i umiał to pisali je woskiem, ale u na s to bibułą, jeszcze śmigus dyngus był we wtorek, ksiądz zniósł lanie się w poniedziałek ze względu na to, żeby nie niszczyć ubrań, bo przecież nie było tak jak teraz miało się jedno porządne ubranie to trzeba je było szanować. Panny to chciały być oblewane, no, bo jak panna nieoblana, to może nie wyjść za mąż.
Czy były tradycje odwiedzania grobów w czasie świąt?
Nie u nas takiej tradycji nie było, kto chciał to szedł, ale to nie był obowiązek.
2010-05-17
Wywiad z p. Marianną Buczek z Siedlca przeprowadzony 9 lutego 2010 roku.
rzyjechaliśmy tutaj w 45 roku 5 października, miałam 25 lat jak przyjechałam na Zachód. Ze wsi Wierzbów, powiat Podhajce. Do kościoła chodziliśmy do Podhajec, parafia nasza była w miasteczku. Co pamięta Pani ze Świąt Wielkanocnych pani dzieciństwa? Jakieś obrzędy… Święconka była, nosiliśmy święcić do kogoś, zbierali się wszyscy Polacy, bo to była ukraińska wioska, polaków jakieś 20 rodzin. Zbieraliśmy się u jednej rodziny i ksiądz przyjeżdżał. Święciło się to, co teraz, jajka, masło, na które kładliśmy goździki, taki pachnący pieprzyk, kiełbasę, jakaś szyneczka, babka z rodzynkami. Nie było może tak jak teraz przesadnie, ale zawsze starali się rodzice, aby było. A jak obchodzono w Pani stronach ostatki? Tego mało u nas było. Mało Polaków to i tego nie robili. Nawet na majówki, to chodziliśmy do jednego z domów, w domu nie pod krzyżem tylko tak w domu. Gdzie było Polaków więcej to i obrzędów było więcej. Post był przestrzegany? Post przestrzegany był ściśle. Z mlekiem to już było tłuste, z olejem konopianym, to taki pachnący olej, w środy i piątki. W piątek to był naprawdę ścisły a w Wielki Piątek to rano i wieczorem troszkę się jadło. Miód z pasieki się też jadło. I nie podjadaliście, jako dzieci? Nie, nie wolno było, nawet jajka nie wolno. Mama ściśle pilnowała, jak babcia żyła to jeszcze gorzej było. U nas w domu było bardzo religijnie. A czy istniał zwyczaj wiosennych porządków, malowania domów.. Tak sprzątało się dużo. Domy się bieliło i sprzątało. W domu musiało się błyszczeć, bieliło się sufity. Mama umiała to robić bardzo dobrze. Jak wyglądał dzień Wielkanocny? Przed śniadaniem modliliśmy się, tato cos opowiedział i śpiewało się pieśń: Zadzwoniły nam dzwony, dzień nam nastał wesoły, Pod świątecznym pieczywem uginają się stoły, Leży jajko święcone, malowane farbami, Kto tak dzisiaj tym jajkiem będzie dzielił się z nami, A więc ojciec i matka oni pierwsi najpewniej, Potem bracia i siostry, i sąsiedzi, i krewni, Potem nie wiem, kto dalej, bo odgadnąć sztuka, Może jakiś gość do drzwi chaty zapuka, Może dziadek zgrzybiały, co się modli w kościele, co się także tym jajkiem z drugim dziadkiem podzieli. Pamiętam tę pieśń ze szkoły. Szkoła była dla wszystkich, tylko na religię przyjeżdżali Księżą do nas z miasteczka, to byli polscy księża. A teraz wrócę jeszcze do świąt, Niedziela Palmowa, robiliście palmy? Tak palmy robiliśmy z wierzby, gdy się wracało z Kościoła w Niedzielę Palmową, to biliśmy się nawzajem tą palmą i wołaliśmy „Nie ja biję, palma bije za sześć noc będzie Wielkanoc”, no i oczywiście trzeba było jeść „kotki z palmy”, na zdrowie-to nie będzie bolało gardło. A jajka malowaliście? Tak malowaliśmy przeważnie kolorowymi papierkami, wywarem z cebuli, ale też rysowaliśmy po nich kredkami, tym, co kto miał. Malowały przeważnie dzieci, bo dorośli nie mieli czasu, było tyle innych zajęć przed świętami. A groby, czy odwiedzaliście w czasie świąt? Odwiedzaliśmy, ale w czasie świąt ukraińskich, bo u Nich tradycją było w pierwszy dzień świąt iść procesją po mszy na cmentarz, więc myśmy też wtedy odwiedzali swoje groby, ale to była zdecydowanie tradycja ukraińska. A prezenty, dostawaliście z okazji świąt? Nie takich jak dzisiaj prezentów nie było, mama tylko dobre bułeczki i ciasteczka piekła. Proszę mi powiedzieć, czy był w koszyku baranek? Nie, nie znaliśmy tego zwyczaju, nie wiem z kąd ten zwyczaj, ale u nas go nie było. Czy przystrajaliście w jakiś specjalny sposób domy na okres świąt? O tak stroiliśmy kolorowo drzewka podobnie jak na Boże Narodzenie, przygotowywaliśmy w szkole wycinanki, tam uczyliśmy się jak to się robi i potem w domu dokańczaliśmy, były naprawdę piękne i kolorowe, wiecie kiedyś nie było tak jak teraz, wszystko dużo kosztowało a pieniędzy nie było, ale dawaliśmy sobie radę. Pamięta pani, jaka była przeważnie pogoda w Wielkanoc? Swieta Wielkanocne zawsze były bardzo ciepłe, nie pamiętam, żeby kiedyś było zimno, tak jak teraz się to zdarza, a już nie daj Boże, żeby śnieg padał A obrzędy związane z nadejściem wiosny Bukiety z maków, a obrazy święte były przyozdabiane innymi kwiatami, ale wszystkie te kwiaty były robione z karbowanej bibuły tak tato jak wychodził pierwszy raz w pole siać zboże, to mama przynosiła, wodę święconą [zawsze była w domu] i tato kropił nią zboże przeznaczone do siewu. U nas w domu było bardzo pobożnie rodzice bardzo się szanowali, nas dzieci też, było biednie, ale kochaliśmy się wszyscy Proszę mi powiedzieć jak wyglądało samo śniadanie wielkanocne Tato zaczynał śniadanie modlitwą, mama kroiła jajka na kawałki, kładła je na talerzu, tato jadł pierwszy no i reszta z koszyka, ja już za dużo nie pamiętam, ja mam 90 lat, to z pamięcią nie tak A ciasto jakieś specjalne było pieczone? O tak zawsze na stole stała baba wielkanocna, bardzo dobra pamiętam. A śmigus dyngus, pamięta pani? O tak lali się wszyscy i starzy i młodzi. Nie pamiętam, żeby szczególnie latano za pannami, w mieście było jeszcze gorzej, bo wiecie, myśmy całą rodzina wyjechali ze wsi do miasta, tam to nawet do lania wykorzystywali pomyje i lali z okien na przechodniów. Gdy zbliżały się święta, czy było w zwyczaju rodziców kupować z taj okazji nowe ubrania? O tak zawsze to nowe buty, to jakąś bluzeczkę, zawsze coś dostaliśmy, chociaż mój tato mówił, że trzeba pieniądze oszczędzać i kupować pole dla nas dziewczyn na posag, bo biednej nikt nie zechce. Mawiał, chociaż ładna i mądra, ale biedna, to i tak starą panna zostanie.- Przywiozła pani ze wschodu jakieś tradycje, które kultywuje pani do dzisiaj? Wiecie może na początku, ale tak obchodzę święta jak chyba w większości ludzi tu mieszkających.
2010-05-17
Wywiad z p. Krystyną Pater z domu Szponarska z Łoziny
przeprowadzony 4 lutego 2010 roku.
Urodziłam się 06.05.1929 roku koło Lwowa powiat Lubiaryczów Stary. Święta te Wielkanocne z dzieciństwa pamiętam dobrze, już w czasie letnim w okresie żniw zbieraliśmy trzcinę, którą wykorzystywało się do robienia palm, przed świętami zbieraliśmy w lesie baźki, gałęzie bzu też zrywane były wcześniej przed świętami, żeby wypuściły zielone. Ale okres świąt Wielkanocnych to zaczynał się już od początku Wielkiego Postu. Do kościoła mieliśmy 2, 5 km, ale co tydzień obowiązkiem było pójść na drogę krzyżową. W Wielkim Tygodniu obowiązywał ścisły post, nie było mowy o mięsie, my, jako dzieci mogliśmy jeść jajka, ale tylko, dlatego, że jak mama twierdziła - rośniemy i musimy dobrze jeść. Masło nam wolno było jeść. Świnię się biło dwa razy do roku, więc się nam nie przelewało. Często jak Polacy bili świnie to jeszcze pożyczali ćwiartkę sąsiadowi Ukraińcowi, bo potem on, gdy bił na swoje święta to oddawał i było świeże. Jak pamiętam starsi ludzie pościli bardzo, mój dziaduś jadał ziemniaki z ciepłym mlekiem, pamiętam, bo bardzo mi to smakowało i często mu podjadałam. Jeżeli chodzi o pisanki to tradycją było ich pisanie, moja sąsiadka, pięknie pisała pisanki, często chodziłam podglądać jak to robi. Gdy zanosiłam jej na przykład 10 pisanek 5 pięknie napisanych oddawała mnie a 5 niestety zabierała sobie i tak w ten sposób zarabiała. Ja pisanki pisać nauczyłam się dopiero tutaj na zachodzie. Wielka Sobota to oczywiście święcenie pokarmów, ja nosiłam w pięknie zawiązanej chustce babkę a brat kosz z pokarmem.W koszyku jaja, kiełbasa, szynka, chleb, masło itp. Babkę niosłam osobno, ponieważ już w koszyku nie było miejsca, bo niosło się świecić duże ilości pokarmu nie tak jak teraz symbolicznie. Tych słynnych teraz baranków za moich młodych lat nie było, były za to zajączki, ale pieczone z ciasta, i w koszyku na pięknie zasianym dwa tygodnie przed Wielkanocą owsem, ustawiało się go w koszyku między pisankami, była to dekoracja. Śniadanie przy pięknie nakrytym stole tato zaczynał od modlitwy Ojcze Nasz, ojciec tez dzielił jajkiem, zawsze zaczynał od najstarszego rodzeństwa, mieliśmy w rodzinie dwóch Ukraińców, zawsze zapraszaliśmy ich na święta, później Oni nas do siebie na swoje, bo ich były dwa tygodnie póżniej. Ta tradycja rozpoczynania śniadania modlitwą i dzielenie jajkiem przez głowę rodziny przetrwała u mnie w domu do dzisiaj, wcześniej mąż a teraz po śmierci męża zięć. Proszę pani a pamięta pani jakieś obrzędy związane z nadejściem wiosny? O tak zawsze na wiosnę dom był bielony, wcześniej jesienią był ogacany to znaczy obkładany sianem, chodziło o to, żeby go na zimę ocieplić, wiosną trzeba było siano zdjąć, ściany przywrócić do „porządku” dom pobielić, przyizbę wygładzić, była to ciężka robota, ale wykonywały ją przeważnie kobiety, bo mężczyźni mieli inne zajęcia. Izbę zawsze na święta przystrajało się bukietami, robiliśmy bukiety „makowe” w czterech katach były bukiety z maków, obrazy świętych były ozdabiane innymi kwiatami, j, ale wszystkie były robione z karbowanej bibuły A wierzenia, czary zabobony, przesądy? Nie nic nie pamiętam, naród był bardzo Bogobojny i nic z tych rzeczy. Może kilka zdań o tym zdobieniu jajek Tak, była to tradycja w mojej rodzinie była kobieta, która pięknie to robiła, nie używała żadnych farb, tylko wywaru z cebuli. Podgrzewało się wosk pszczeli, były specjalne „noski”, którymi ten wosk nakładało się na pisankę, pózniej zanurzało się to w wywarze i powstawała piękna pisanka, wszystko zależało od tego wzoru im był piękniejszy, tym oczywiście pisanka był piękniejsza. Ja teraz nanoszę wosk na pisankę szpileczką nabitą na ołówek. A śmigus dyngus? O tak dziewczyny były oblewane i to bardzo, jak która miała przy sobie pisanki, to mogła się wykupić, ale przeważnie, były bardzo oblewane, śmigusa obchodziło się we wtorek a to, dlatego, że w wielkanocny poniedziałek to święto, więc każdy był porządnie ubrany i szkoda było niszczyć ubranie, więc przekładało się oblewanie na wtorek. Dziewczyny to lano wodą prosto ze studni, ale jak był honorowy kawaler to kupował perfumy, U nas sklep prowadził żyd i zawsze sprowadzał perfumy, nie jakieś tam drogie, ale ładnie pachniały i taka panna polana perfumami to dopiero szła dumna. Może jeszcze coś o tych potrawach na świątecznym stole No tak na świątecznym stole oczywiście wszystko, co było poświecone to znaczy jajka, wędliny, mięso i pozostałe pokarmy oprócz tego był barszcz, ale nie biały, tylko czerwony. Mama dwa tygodnie wcześniej kroiła czerwone buraki, kwasiła je i gotowała barszcz do picia, gotowany był na kościach, nie był to barszcz postny. Gotowało się tez rosół, bo rosół tez był tylko od wielkiego święta nie tak jak teraz w każdą niedzielę. A ciasta? O tak mama piekła dużo ciast były ciastka, baby, pierniki właśnie u nas piekło się pierniki na Wielkanoc. Ciastek to mama piekła z 8 – 10 blach dużo rozdawała zwłaszcza dzieciom ukraińskim. Formy do ciastek robił blacharz, mama umiała piec i gotować, bo u nas we wsi za przyczyną dziedziczki i przy pomocy między innymi mojego taty były organizowane kursy gotowania, szycia, nawet na takim kursie uczono się robić wyroby z zabitej świni, U nas w domu to mama robiła wszystkie wyroby, tato miał inne zajęcia. A groby, czy był zwyczaj zdobienia grobów w okresie wielkanocnym? Tak jak najbardziej, robiło się porządki na grobach i paliło świeczki. Ukraińcy mieli zwyczaj w drugi dzień świąt iść na cmentarz, przynosili wtedy na groby jedzenie, oczywiście symboliczne ilości, ale zapamiętałam to. Proszę nam powiedzieć, co ze świąt lubi pani najbardziej? Najbardziej lubię jak mam przy sobie wszystkich bliskich to znaczy dzieci z rodzinami, moje kochane wnuki no i oczywiście bardzo lubię pisać pisanki,. W tamtym roku zrobiłam ich około 60-ciu. Co pani z nimi robi? przecież 60 to jest bardzo dużo Rozdaję, dostają i pani w aptece i pani w sklepie, pani z poczty też, sprawia mi to duża radość.
2010-05-17
Wywiad z p. Stanisławą Ilków – Gołąb z Łoziny
przeprowadzony 4 lutego 2010 roku.
Urodziłam się w Tuligłowach powiat Rutki województwo Lwowskie. Wiosna - święta wielkanocne, okres przed świętami był zawsze bardzo pracowity, robiło się wielkie wiosenno - świąteczne porządki. Zaczynało się od bielenia domu, nie tak jak teraz maluje się mieszkanie, co kilka lat w tamtych czasach bieliło się, co roku i zawsze przed Świętami Wielkanocnymi. Ściany zawsze na biało, podłogę, gdy ktoś miał desek to farbą a kto miał podłogę z gliny to wyklejało się ją żółtą gliną. Święconka Obowiązkowo piekło się paskę, którą niosło się do święcenia, niosło się ją osobno w koszyku, bądż w białej serwetce. W drugim koszyku były niesione kiełbasy, szynki, mięsa, ocet, chrzan, chleb, masło itd. W święta wielkanocne nie jadło się wieprzowiny tylko wołowinę. Jedzenia do święcenia niosło się bardzo dużo, u mnie było w domu ośmioro ludzi i musiało starczyć na cały pierwszy dzień to jest na śniadanie i kolację. Śniadanie jadło się po rezurekcji na obiad obowiązkowo rosół z wołowiny do niego, jak kto chciał wrzucało się jajka i kiełbasę Przesądy Na kolację zwoływano nas o 16-tej, jadło się resztę z koszyka i po kolacji nie wolno było ruszyć niczego święconego, bo była opinia, że kto zje coś święconego po kolacji to dostanie kurzej ślepoty. Każda panna musiała spróbować ciasta z 12-stu pasek - paski piekło się z pszennej maki razowej podsypywanej pokropianką. Na drugi dzień panny się spotykały i stwierdzały, która paska była najsmaczniejsza to ta panna najszybciej wyjdzie za mąż. Post Post przestrzegany był bardzo ściśle. Przez okres całego postu były tylko trzy posiłki dziennie, ja, jako dziecko odmawiałam sobie np. cukierków, zostało mi to do dzisiaj i w mojej rodzinie, Ci, którzy ze mną dzis mieszkają, przestrzegają tego ściśle, dopóki będę żyła nie pozwolę, aby było inaczej. Pamiętam, że dzieci do lat siedmiu były z postu zwalniane, ale z chwilą, gdy dziecko poszło do szkoły zostawało podporządkowane zwyczajowi poszczenia. Czy ktoś jeszcze był zwalniany z postu? Tak dzieci do 7- miu lat, starsi ludzie po 60-tce i oczywiście ludzie chorzy, ale tak jest też dzisiaj Kościół zwalnia od postu podobnie. Czy groziły jakieś kary za złamanie postu? Nie nic mi nie przychodzi do głowy, to jest sprawa sumienia Triduum Paschalne O tak obchodziliśmy bardzo uroczyście, przez trzy dni i trzy noce w Kościele były ciągłe modlitwy i czuwania. Wieś liczyła 700 numerów, więc grupy się ciągle zmieniały trwało nieprzerwalne czuwanie. Ksiądz kupował trzy świece do grobu, ale my wierni wykonywaliśmy świece sami, do szklanki wlewało się masło, wokół robiło się otoczkę z gliny, przez całą wysokość, wkładało się słomę żytnią (jest twarda) do niej kawałek lnu, jako knot. Tych świec w Kościele było mnóstwo i to robiło wrażenie. Niedziela Palmowa ( Palma) Palmę poświęconą w Niedzielę wieszało się za krokiew domu i wisiała tam do drugiego roku.Gdy w Wielki Piątek mama piekła ciasta na święta to brała tę palmę i paliła ją w piecu, mówiąc, żeby się pieczone ciasto udało. Śniadanie Wielkanocne jak wyglądało? Wszyscy po rezurekcji zasiadaliśmy do wspólnego śniadania, najpierw modlitwa, którą prowadził tata „Ojcze Nasz”, „Zdrowaś Maria” i ” Wierze W Boga Ojca”, następnie dzielił tata jajkiem i resztą posiłku. U mnie do dzisiaj jest tak jak za mojego dzieciństwa. Wszyscy słuchają i nikt się nie sprzeciwia, póki żyję ja rządzę, jeśli chodzi o tradycje. Groby Na groby w święta nosiło się trościankę( trzcinę) i bazie Czy znany był pani zwyczaj tłuczenia garnków w okresie wielkanocnym? Jeśli nie to czy były inne zwyczaje? Nie, u nas garnki biło się z innej okazji – jak para młoda wychodziła z Kościoła t o obowiązkowo robiono bramę, Na końcu długiej żerdzi umieszczony był gliniany garnek w nim 2 – 3 gołębie, starszy drużba musiał zbić garnek( za pomocą kamieni, bądż procy) żeby uwolnić gołębie, bo inaczej para młoda nie mogła przejść przez bramę. U nas był zwyczaj stukania się jajkami, tym zajmowali się wyłącznie mężczyźni, przygotowywali wcześniej koszyk jaj, tylko sobie znanym sposobem sprawdzali, które są najtwardsze. Okrągły koniec jajka nazywał się baba a ten szpiczasty chłop, sprytny chłop, który przygotował twarde jajka, podczas ciupciania się jajkami potrafił jednym swoim zbić i 30 jajek przeciwników. Twardość sprawdzali „kakaniem” tymi jajkami o swoje zęby. Był też zwyczaj kropienia wodą święconą zboża i pola, na którym gospodarz siał je wiosną. Ja do dzisiejszego czasu utrzymuję ten zwyczaj. W czasie świąt nie było w zwyczaju odwiedzać się nawzajem, rodziny siedziały w domach, razem ze sobą świętowali Zmartwychwstanie. Teraz jak tak patrzę to te wszystkie tradycje zanikają. Nawet w Kościele podczas mszy na Matkę Bożą Gromniczna to ludzie przychodzą na mszę bez świec, za mojej młodości było to nie do pomyślenia. Teraz to tylko komputer, telewizja tylko seks w tej telewizji, czy tego nie można gdzieś zgłosić, żeby tak w tej telewizji tego nie pokazywali? Śmigus Dyngus Zawsze po świętach we wtorek i zawsze na dworze, w domu nie było wolno, bo szkoda było zniszczyć i nowo pobielone ściany i pokrochmalonych obrusów i ubrań świątecznych i myśmy to szanowali. Dziewczyny mogły wykupić sie od oblania pisankami, ale przeważnie wszystkie były oblewane. A przysłowia? Nie pamiętam, pamiętam tylko pozdrowienie świąteczne „Chrystus zmartwychwstał, naprawdę zmartwychwstał”, ale ono i dzisiaj jest aktualne. Brat mojego męża był księdzem, doktorem i on prosił mnie jakby w testamencie, żebym zachowywała tradycje i żyła ja i moja rodzina po Bożemu i tak staram się robić.
2010-05-17
Wywiad z p. Marią Szmit z Pasikurowic przeprowadzony 2 kwietnia 2010 roku.
Urodziłam się 20 marca 1932 w Tuligłowach, jako dziecko miałam bardzo poważny wypadek, zostałam ranna w nogę, postrzelił mnie Niemiec, groziła mi amputacja nogi i mam zaniki pamięci z tamtego okresu, słabo pamiętam to, co się działo po wypadku. Proszę spróbować, może wspólnie w czasie rozmowy coś się Pani przypomni. Czy pamięta Pani, co wkładało się do koszyka, aby poświęcić w Wielką Sobotę? No oczywiście jajka szynkę, mięsa, ocet, sól, chleb, chrzan itd. W moim domu najważniejszą potrawą był chrzan i jajka. Chrzan był prosto z pola i koniecznie strugany nietarty. U nas piekło się paskę, to był taki duży chleb. U nas tę paskę nieśli mężczyźni na plecach. U nas w domu pamiętam był taki duży zakrywany koszyk, z którym chodziliśmy święcić jedzenie, Było tego dużo nie tak jak teraz. Jak to było ze sprzątaniem przed świętami? O pracy było dużo, na zimę wszystkie domy były na zimę gacone( ocieplane sianem), przed świętami zdejmowano to siano i obowiązkowo bielone dom wewnątrz i zewnątrz, sprzątano też podwórka przed domem a nawet drogę, która biegła obok domu. A jak wyglądał Wielki Post? Oj moja rodzina była bardzo Bogobojna, przestrzegaliśmy postu bardzo, podstawowym tłuszczem był olej z siemienia lnianego i konopi, zresztą świnię biło się dwa razy do roku, więc olej był podstawowym tłuszczem. Wyrabiało się go ręcznie, najpierw kręconego go ręcznie, potem wyciskano.No i kapusta i fasola, to były podstawowe produkty w czasie postu. Obrzędy Wielkanocne No ja pamiętam, jak chodziłam na Drogę Krzyżową, bardzo lubiłam to robić, zresztą lubię do dzisiejszego dnia, nie opuszczam żadnej mszy. Śniadanie Wielkanocne U nas w domu to mama prowadziła śniadanie Wielkanocne, najpierw była modlitwa, potem dzieliła nas jajkiem i pozostałymi potrawami. Jeżeli po pierwszym dniu świąt zostawało święcone jedzenie, to ojciec zabierał koszyk z jedzeniem i wieszał w komorze wysoko na gwoździu, żebyśmy nie dosięgnęli, reszta święconki zostawała do następnej niedzieli zwanej przewodnią. Zawsze po śniadaniu paliło się skorupki po święconych jajek, bo ciężkim grzechem było je wyrzucić, zresztą było nie do pomyślenia, żeby je ktoś wyrzucił do śmieci, czy nawet dal kurom do zjedzenia. Prezenty, czy dostawaliście ja z okazji świąt? Pamiętam, że na święta zawsze ojciec kupował nam nowe kaftaniska, tak mówiło się na ubrania, tak nowe ubrania dostawaliśmy. A śmigus dyngus? Oj były panny lane wodą, była taka umowa, że jak panna ma przy sobie pisanki, to może się wykupić od oblewania, ale to się rzadko zdarzało, żeby jej się udało. Zresztą panny chciały być polane wodą, bo to wróżyło, ze wyjdzie w ciągu roku za mąż. Ale zdarzało się tak, że były panny, których nikt nie polał i o tym mówiła cała wieś. A Wielkanocne ciasta? U nas mąkę pszenną trzymało się na specjalną okazję a święta taką były, pamiętam baby wielkanocne, takie duże i pachnące, piekło się je w garnkach. Ten zwyczaj u mnie w domu przetrwał do dnia dzisiejszego i pomimo, że mam foremki do pieczenia to jedną babę piekę w garnku.
2010-05-17
Wywiad z p. Marianną Domoń z Pietrzykowic
pzeprowadzony 16 stycznia 2010 roku.
Nazywam się Marianna Domoń. Urodziłam się w kieleckim, na takiej bardzo, bardzo biednej wiosce w 42 roku. I po wojnie przyjechaliśmy tutaj na zachód tak zwany, czyli mieszkałam później w Brzeziej Łące, tu się wychowywałam. Od małego dziecka ciężko pracowałam. (…) Przeprasza, że przerwę, w którym roku przyjechała Pani tutaj z kieleckiego? W 45. Przyjechaliśmy pociągiem do Oleśnicy, a w Oleśnicy nam rozdano takie wózeczki małe. Takie wózki w kształcie furmanki, wozu. No i tam jakaś pierzynka, poduszki były. Jechało nas czworo dzieci już wtedy, bo myśmy byli licznym rodzeństwem, było nas ośmioro. No i w tej Oleśnicy jak dano nam te wózki, to jak któreś dziecko już było bardzo zmęczone, a szliśmy na nogach aż 18 kilometrów z tej Oleśnicy do tej wioski właśnie gdzie później się wychowywałam i jak dziecko było zmęczone któreś to go się zmieniało. Sadzało się w te pierzyny, a reszta leciała za tym wózeczkiem. I tak powoli żeśmy dotarli. A jak tak Pani sięga pamięcią, jak to już na same święta było. Na każde święta musiała być szosa, bo była jeszcze ta poniemiecka szosa – te kocie łby – to musiało być pozamiatane, czyściutko w rowach powygarbiane, wszyściutko posprzątane ekstra – podwórka, wszystko. No wszędzie wkoło musiało być wszyściutko, czyściutko zrobione, żeby było czuć to wiosną. Pamiętam, jak zamiatałam tę szosę i tato pojechał do miasta, kupił mi sandałki. Boże, jak ja się cieszyłam tymi sandałkami, a Wielkanoc… Każda była taka, że było ciepło – w sandałkach i podkolanóweczkach, w sukieneczce poleciałam do kościoła. Było zawsze ciepło, nie tak jak dzisiaj. Rozumiem, że z okazji tych Świąt dostawaliście jakieś ubranie. To znaczy, które dziecko nie miało to tato pojechał i kupił, bo było bardzo ciężko nie było tych pieniędzy. To była wielka radość dla mnie… Później było święcenie jajek – wiadomo, każdy malował tak, jak potrafił, nie umieliśmy tego, jak dziś się robi. Skorupkę z cebuli malowało się i do święconki się kładło. Do tego kromeczkę chleba, sól, ocet, kiełbaskę, jajka, baranka – głównie to było. Wszystko było wystrojone bukszpanikiem zielonym – i się to święciło. Później rodzice nie pozwolili tego ruszyć, zjeść, – bo był wtedy Wielki Post. Dopiero potem w nocy można było zjeść to święcone. A mszę rezurekcyjną pamięta Pani swoją pierwszą? Na mszę rezurekcyjną chodziliśmy zawsze – każdy raz. O godzinie szóstej – zresztą wszędzie tak było i tak jest, do dziś dnia - na tę mszę się chodziło, bardzo lubiłam na nią chodzić. Później przychodziliśmy z Kościoła na śniadanie. Na śniadanie był żur gotowany na mięsie i kiełbasce – gotowało się takie chudziutkie mięsko i kiełbaskę. To się wyjęło, zalało się żurem tę wodę i potem: kostka chleba, kostka kiełbasy, kostka jajka, kostka mięska. To wszystko kroiło się w kostkę, zalewało żurem, dodawało się chrzanu, przyprawiało – było pyszne jedzenie! Ta tradycja była przyniesiona od nas, z Kieleckiego – do dziś dnia robimy to, bo jest to bardzo dobre – nie tylko na Wielkanoc. Jedno jajko zostawiało się obrane do święcenia, razem z solą, jajkiem tym dzieliliśmy się potem po kawałku – jak w Boże Narodzenie opłatkiem. Każdy przeżegnał się, zjadł swój kawałek – i dopiero wtedy żur. W pierwszy dzień świąt tato nie pozwalał nam, żebyś my gdzieś szli do koleżanek, czy kolegów – to było bardzo, bardzo ważne i wielkie święto – musieliśmy siedzieć wszyscy, rodzinnie w domu, w ciszy absolutnej. Dzisiaj to się wesela robi, chrzci się i wszystko – wtedy nie było wolno, przynajmniej mój tato tak mówił. Natomiast na drugi dzień świąt, był tzn. „lejek”, – czyli dzisiejszy dyngus. Wtedy, co się wyprawiało! To jest po prostu nie do opowiedzenia. Jak byłam jeszcze panienką, to nie ważne – czy kawaler, czy żonaty – wszyscy atakowali naszą chałupę, nasz dom, bo chcieli nas oblać. Nas było w domu trzy panienki. Tak przychodzili i błagali, żeby im otworzyć, a my zamknięte w pokoju siedziałyśmy, mówili ‘ my naprawdę tylko Cie pokropimy troszeczkę, my ci nie zrobimy krzywdy, proszę otwórz’ Stoi tak i tak labidzi trzech, czterech tych chłopaków. Panienka już wtedy byłam, myślałam już tego nie wytrzymam tak prosili. No to ja otwarłam a oni jak złapali mnie pod skrzydła, do wanny pod studnię i pompowali na mnie wodę. Pomyślałam sobie: „Boże, ale się dałam oszukać, po co mi to potrzebne!”. Ale frajda też była: człowiek się nie przeziębił, ani nic – tak, jak mówię, było o wiele cieplej, niż dziś. No tego wszystkiego było mało ja się schowałam na strychu, podstawili drabinę, weszli, okno jakoś tam wyjęli ja uciekam po kątach, chowam się pisk, krzyk, nie miałam gdzie się chować, to był po prostu taki horror, czasami nie wiedziałam, co mam zrobić. No trudno, to i faceci żonaci. Przez płoty przeskakiwałam, boso nie szukało się butów, bo by się pogubiło w tym wszystkim. Ja tez słyszałam o takim zwyczaju, nie wiem czy tutaj tez był praktykowany, że się bramy zdejmowało. Coś Pani o tym wie? Tak to się robiło częściej na Boże Narodzenie, w Wigilię w nocy, ale w Wielkanoc tez coś tam było, ale wcześniej jak mnie nie było na świecie. Tato nie raz opowiadał tez się cos działo, cały wóz wynieśli na dach i tam poskładali ten wóz, poskręcali i tam stał. Tak gospodarzom na złość robili. Jeszcze jak byśmy wrócili do obrzędów. Środa Popielcowa, Wielki Post, czy były przestrzegane te zasady… Tak, były przestrzegane. Już siedem tyg. Przed Wielkanocą rozpoczynał się post. W środy i piątki był właśnie Wielki Post, ścisły. W Wielką Środę szło się do kościoła. W Wielki Czwartek było przeniesienie Jezusa do ciemni, w Wielki Piątek przeniesienie do grobu, przy którym zawsze stali strażacy. Opowiem taka historię, jedna pani w Wielki Piątek przyszła do kościoła, stanęła obok strażaka, którym nie wolno było się poruszać., a ta pani targała go za spodnie i zaczepiała go ‘ Hej panocku przesuńcie się, bo ja se tu klęknę’. Taka była babcia ona nie wiedziała, a powinna, bo starsi ludzie powinni wiedzieć, bo to jest tradycja, która była od chwili zmartwychwstania Chrystusa. Strażacy wymieniali się, co pół godziny, a swoją straż kończyli w niedzielę po rezurekcji o szóstej rano.(…) A tak na wsiach na wiosnę to widać było jakieś specjalne porządki, malowanie… Tak, zawsze robiło się w domu porządki na wiosnę, malowało się mieszkanie w środku, kupowało nowe firanki, jak było, za co? Pamiętam jak tato mój kupował, tato bardzo dbał o dom. Domu z zewnątrz się nie malowało, nikt tego nie robił. To już raczej tam w kieleckim, jak pojechałam raz na Wielkanoc na wesele mojego brata to właśnie tak były te domki wymalowane. Teren tam jest górzysty i wszystko tak pięknie wygląda. Gdyby ktoś tu był, wcześniej urodzony ode mnie, to by mógł naprawdę piękne rzeczy opowiedzieć. Stamtąd z Kielc właśnie. Czy we wsi, w której Pani mieszka, czy wszyscy są z Pani stron? Mieszkańcy mojej wsi pochodzą z różnych stron, ale dużo jest z kieleckiego, ale z różnych Wsi. Większość jest z Kielc, troszeczkę z Ukrainy. Czy widać gdzieś jakąś różnicę w tradycjach, w obchodach Świąt, w jedzeniu? Musze powiedzieć, że w tej chwili, to wszystko się zrównało, już ludzie nie podtrzymują tradycji, sztuka ludowa jest już dzisiaj niemodna i nikogo nie interesuje. Mówię tu o malarstwie, szydełkowaniu, robieniu obrazów wyszywanych… A jak teraz u Pani dzieci, wnuki obchodzi się Święta, czy przeżywają te okresy Świąt. Zacznę od dzieci. Zalatane, zapracowane. Starsza córka ma 47 lat, jeszcze studiuje, młodsza córka pracuje ze mną. Nie maja na nic czasu, ale przestrzegają tradycji wyniesionych z domu i tego, co jej pokazała teściowa, która pochodzi z okolic Tarnowa. Czy teściowa przekazała Pani córce jakieś odmienne tradycje? Trudno mi powiedzieć. Wielkanocne obrzędy są takie jak u mnie w domu, ale ja na przykład nie podtrzymuje tego, że to sianko, ale córka moja kładzie je po obrus, bo teściowa jej tak robi. A Palmy? Mama nauczyła nas robić palmy tak: po prostu Baśki w garść, kwiatek – z okna najlepiej, wstążką przewiązane – i to wszystko. Po poświęceniu zatykało się je przy wejściu, bo miały chronić przed głodem – niektórzy je nawet zjadali. Ale jeśli chodzi o palmy to w innych kościołach, np. w Świerzawie wdziałam, że cały rok stoi tam masę palm. A czy spotkała się Pani, z tym, że nosiło się stroje ludowe do kościoła? Nie z niczym takim się nie spotkałam. A czy w Pani rodzinie wprowadza się jakieś nowe obrzędy związane z Wielkanocą, prezenty może, króliczki … Nie raczej nie, ale jak byłam dzieckiem to pamiętam, że chodziło się do rodziny, chrzestnego, pukało się do drzwi po jajko na Wielkanoc. Bo to było naprawdę dużo. Pamiętam, jak kiedyś ukradłam spod kury jajko i zaniosłam je do sklepu za bułeczkę – taką zwykłą, najzwyklejszą bułeczkę. Chleba nie pragnęłam, bo zawsze w domu był, pieczony, tato zawsze się starałby chleb w domu był. W tej chwili dzieci już nie interesują się wieloma obrzędami. Szkoda…, Bo to ładne było.