Wiek 72 lata ,pochodzenie- Światełek k/ Kielc od 1945r. mieszkanka Rakowa
Dzieciństwo-to jest historia, którą opowiadała mi moja babcia Dawniej przed wojną w tamtych czasach nie jadło się tak kalorycznie, pół kilograma słoniny to musiało być dla rodziny na cały tydzień do omasty ziemniaków czy czegokolwiek. Wtedy ludzie naprawdę pościli przez 6 tygodni. Dawniej dzieci były tak wyposzczone, może nie wygłodzone na tyle z jedzenia ,ale pragnęły, łaknęły tego mięsa .Bo nie było mowy o gramie tłuszczu przez te 6 tygodni. Ojciec zabił świnie, jakieś te wędliny wyrobili, powiesili na strychu , żeby się kiełbasa suszyła .Bo to miała być kiełbasa suszona, podsuszana. Moja babcia chodziła na ten strych i opowiadała, że nie mogła wytrzymać, nie mogła wytrzymać i ukroiła ,urwałam sobie kawałek tej kiełbasy, i zjadła. No, ale potem do spowiedzi, jak tu iść do spowiedzi. Poszła do spowiedzi i ksiądz jej nakazał pokute za to . A w domu się nie przyznała .Rodzice pytali ,kto to zrobił? Nikt się nie przyznał . Dawniej była dyscyplina .Jak był zakaz, to był zakaz były zasady. Babcia się nie przyznała, ale musiała iść do spowiedzi i księdzu powiedziała. Ksiądz jej zadał za pokute –Całą Wielkanoc jeść opiekane ziemniaki nie miała prawa zjeść grama mięsa ani wędliny. Może to było okrutne z punktu dzisiejszego widzenia, ale z drugiej strony to wyrabiało jakiś charakter samozaparcie, silna wole były surowe zasady i nie łamanie zakazów czy to będą religijne czy prawne a zakazów się nie łamie A babcia opowiada wszyscy jedzą te kiełbasy ,podzielili się tym jajkiem o ona siedzi i poszła do kuchni .A ziemniak opiekany to był ziemniak obrany ze skórki ,na blasze gdzie się gotowało był opieczony ,bo taki przypieczony był smaczniejszy, kiedy ona sobie przygotowywała te ziemniaki to wszyscy zrozumieli kto tą kiełbasę zjadł, który to winowajca jest. tak było, dawniej były zasady, surowe zasady.
Dziewczyny robiły pisanki, już w wieli piątek ,to była artystyczna praca. Skrobały piórkiem wosk, na jajku które było maczane w wosku powstawały arcydzieła w różne wzory, wg własnej wyobraźni. Ta najpiękniejszą pisankę dziewczyna ofiarowywała chłopakowi, którego lubiła z którym się przyjaźniła. On był z tego bardzo dumny bo dostał pisankę. Ale za to on ja w wielki poniedziałek tak zlał do suchej nitki, bo to był objaw sympatii do niej, że ją mocno zlał .Nawet jak wiadro wody wylał na nią, to ona była dumna, że ma takie duże powodzenie. Bo ten chłopak ,który dostał pisankę to miał obowiązek mocno zlać woda dziewczynę
W kieleckim był taki zwyczaj, że rodzice chrzestni to dawali taki upominek,, coś od zająca,, to się mówiło. Taki upominek jajka malowane, kawałek kiełbasy , ciasta prezentów raczej nie, tylko takie rzeczy Ale to można było tak jak w tej chwili w ,,walentynki,, obdarowywać ludzi których się lubi i to nie była tak forma, jak w rodzinie na gwiazdkę . To było takie luźne . Jak ja kogoś lubiłam to ofiarowywałam mu pisanki malowane, ciasto - Masz od zająca.
Wielki Tydzień to było coś mistycznego, każdy Wielki Poniedziałek, Wielka Środa, Wielka Sobota to było coś bardzo ważnego ludzie bardzo się modlili ,żałowali za grzech ,bili się w piersi, prosili Boga o wybaczenie bardzo ważny tydzień jeżeli chodzi o religie .Ludzie chodzili do kościoła na gorzkie żale .Właściwie to w wielki tydzień to się już świętowało. W wielki piątek nie wolno było rąbać drzewa .nie wolno było stukać głośno miała być cisz oczywiście ,że ludzi pracowali coś robili się ,ale to były takie ciche prace nie wolno było robić hałasu ,bo Pan Jezus umarł. Ma być taka cisz i spokój, tak jakby była żałoba. Wielka sobota to przygotowanie święconki w różnych regionach to się odbywało u nas nie było takich dużych koszy z jedzeniem, produktami do świecenia. Świeciło się pisanki jajka, chrzan ,sól i kiełbaskę ,chleba może też był ale ja nie pamiętam. Najważniejsze był jajka ,sól ,chrzan kiełbaska .I odświętne ubieranie się ,a dzieci nie mogły się doczekać kiedy to świecenie będzie, bo po świeconym to już jest koniec postu. To szliśmy pamiętam z tymi koszykami do tego świecenia ,ale to człowiek wytrzymać nie mógł, kiedy to świecenie będzie. A branek był bardzo ważny w święconce. Branek był przeważnie z cukru, niektórzy piekli z ciasta albo był z gipsu. A te dzieci które miały gipsu to raczej biedniejsze bo to nie kupowali i z roku na rok był baranek ten sam . Dziecko które miało barana z cukru to nie dało rady wytrzymać bo po drodze do domu go się zjadło. To było po baranku jak się do domu przyszło. W Wielka Sobotę był już nastrój świąteczny, święcone stało w honorowym miejscu. U nas mama w Wielką Sobotę przygotowywała stół wielkanocny. święcone było, baba drożdżowa musiała być, szynka cała, oczywiście ćwikła bo to wtedy surówek się nie robiło, to była ćwikła z chrzanem, bochen chleba na białym obrusie i to było tak ładnie przyozdobione baziami, tym barwinkiem zielonym pierwszymi listkami. Ten stół wielkanocny on czekał do świąt nie, wolno było z niego jeść nic. Dopiero w pierwszy dzień świat, tradycyjnie musiał być żurek, barszcz biały. To już śniadania nie było bez barszczu. A barszcz się składał oczywiście z kiszonego barszczu, potem jest gotowana kiełbasa ,jajko i chrzanu. Chrzan był nożykiem zdrapany ,takie wióreczki do tego, jajko pokrojone ,kiełbasa to był taki rytuał musiał to być barszcz a potem ciasto się jadło. Dzielenie się jajkiem - Zawsze przed śniadaniem to Ojciec zaczynał ,brał jajko, ale jajko którym żeśmy się dzielili to było brane z koszyczka ze świecenia bez skorupki .Bo to jajko ,którym się dzieliliśmy w Wielka Niedzielę to było świecone obrane ze skorupki. Ojciec kroił to jajko, czy mama na części ile nas było i życzenia sobie żeśmy składali i dzieliliśmy się tym jajkiem, a potem było śniadanie wielkanocne To było takie wielkie święto, Wielka Niedziela ,że ludzie szli do kościoła na rezurekcje do dnia potem cały dzień na sumę ,ale nie było wolno się odwiedzać nawzajem. Pierwszy dzień świat to był to był taki dzień modlitwy ,wyciszenia się .Dopiero w drugi dzień świąt się ludzie zapraszali, ciotki przychodziły, odwiedzali się nawzajem, ale to tylko w drugi dzień świat .Wesel się też nie urządzało w pierwszy dzień, ani chrztów. to był dzień wyciszenia. A dopiero w drugi dzień świat były uroczystości wesele ,takie różne zabawy ludzie się bawili tańczyli odwiedzali, wódkę się piliło. Bo w pierwszy dzień świat nie wolno było nawet wódki nie wypadało pić bo to było zbyt duże święto, a to było rozrywkowe. Wtedy były takie normy, których się przestrzegało. Ludzie byli zdyscyplinowani jak był zakaz to był zakaz. A potem to już wiadomo, co jest w poniedziałek. . W poniedziałek to już od świtu, jeszcze się spało, a dziewczyny piszczały. Chłopcy robili sobie taki sikawki - kawałek rurki metalowej, potem jakiś tłoka zrobiony i to się psikało, Jak to psikało z taka siłą ,że do samej skóry. A który chłopak dorwał dziewczynę a podprowadził ją do studni to wiadro wody wylał na nią .Ale ludzie wtedy się naprawdę lali, dzisiaj to by się ludzie poobrarzali. wszyscy się lali ,dorośli, wszyscy się lali jak się ranek zaczął od świtu do wieczora Dziewczyna ,która był najbardziej zlana to znaczy że był najbardziej lubi zwłaszcza przez chłopak który jajko dostał to od swoją dziewczynę. To był taki rewanż, odwzajemnienie. Palmy to robiło się z kotków, z bibuły karbowanej robiło się kwiaty, przyozdabiało się czym i oczywiście musiał być zielonym barwinek i jakieś kwiaty doniczkowe ,które w tym czasie kwitły. Nie było zwyczaju robienia dużych palm jak w krakowskim. W kieleckim te palmy były skromniejsze nie był mocno wyeksponowane. Składały się z bazi , z kotków, z kwiatów z bibuły i przyozdabiało się to wstążka, jak ktoś miał. I z tym się szło do kościoła. Przychodziło się z tym z kościoła, jak z czym świętym. Palma poświecona to się ją wkładało się za strzegarz ,to takie belki stropowe, albo za obraz. Ta palma był do następnego roku do następnej niedzieli palmowej. Ona strzegła tego domu, Ona strzegła od czegoś złego, od uroku ,bo blisko były wiedzmy na Łysej Górze to trzeba było się pilnować. Ludzie wierzyli w jakiś czary. Krowa mleko nie daje - dawała a teraz nie daje. To ktoś ja tam zauroczył i ktoś rzucił urok na ta krowę. Wtedy to obkadzało się krowę w koło. Miały odpędzie te złe duchy od tej krowy. U nas był taki zwyczaj w kieleckim, że w wielkim tygodniu było świniobicie. Kto tam sobie jakąś świnkę uchował to w wielki czwartek było świniobicie ja się zbijało to sąsiadom najbliższym się dawało kawałek. Kiedy ojciec zabijał świnę na święta ,w wielki czwartek wtedy dzielił się kawałkiem mięsa z sąsiadami, taki poczęstunek. Pamiętam już tu w Rakowie to mama zawsze mówiła zanieś temu, temu To był taki sąsiedzki zwyczaj obdarowywania się, dzielenia się wzajemnego tym co mam. Ludzie dawniej się tak dzielili, wszystkim co mieli. Było egoizmem jeść samemu trzeba było się podzielić z innymi. Ludzie dawniej tak żyli .Kłócili się, bo to konflikty zawsze są, ale ludzie się szanowali bardziej jak dziś.
2010-05-17
Wywiad z p. JÓZEFĄ KINIORSKĄ
przeprowadzony 7 lutego 2010 roku.
Urodziłam się 25.05.1925 na Światełku.k/Kielc
W Kielcach to było inaczej. Dawniej to było wiadomo jak ,biednie, ale ludzie się też szykowali. Wielkanoc jak przychodziła, to jak dziś pamiętam jak tato w Wielki Piątek ustawiał w rządku drzewka ,jodełki koło domu. Bo Wielkanoc to była duża uroczystość. Dom się odświeżało, malowało , wieszało się pająki z papieru na cały sufit .Były też zrobione ze słomki i kokardek z bibuły. W domu były wymalowane ząbki z choiny na ścianach, taka ozdoba i do tych gałązeczków przypinało się kokardeczki. Dokoła obrazów też się tak stroiło. Może przód było ładnij, były różności. Lampkę to ja pamiętam z dziecinnych lat to zawsze wisiała lampka olejowa przed obrazem Matki Boskiej i świeciło się .Było biednie, tak skromnie była wędlina, kawałek mięsa, ciasto drożdżowe. nas było ośmioro dzieci. Teraz my tego nie stosujemy tu jest inaczej Tutaj na święconkę to się bierze kawałek chleba, ziemniaka, masełko, kiełbaskę, szyneczki kawałek i sól .Dawniej stroiliśmy koszyk mirtem, bo to w każdym domu był mirt, nie tak jak tu barwinkiem. W moim rodzinnym domu mamusia na wielkanocne śniadanie smażyła jajka z wędliną bo nas było dużo. Przez te wszystkie lata, które pamiętam to w Wielkanoc było kawa biała, ciasto i te smażone jajka. Jajek nie malowaliśmy. Tutaj jest inaczej. Dawniej się ludzie gościli, tak jak teraz. Chrześni zawsze nieśli w Dyngusa, na drugi dzień , nie wiem czy to taki był obowiązek, ale musieli zanieś ten ,,śniegus,, dla chrześniaka. Było tam jajko ,kiełbasa, ciasto. Palmę robiliśmy z kotków, bo trzeba było zjeść kotka ,żeby gardło nie bolało. To taki był zwyczaj. Pamiętam jak Brygidka Woszczykowa to ona zawsze jak żeśmy wyszliśmy z kościoła to mówiła- Pamiętaj, kotka łyknij ! Ja mówiłam, że już łyknęłam. W wielki piątek mięsa się nie jadło, a w wielkim tygodniu to już od wielkiej środy się nie jadło, mięsa i tłuszczów. Dawniej beczki kwasów się zagotowało, ziemniaki i się zjadło, taki był post. Dzisiaj tak nie ma. Nie pamiętam od którego roku ,żeśmy z Żołnierka Treska krzyż przydrożny zaczęły stroić. Ona obieliła go do palmowej niedzieli, chłopaków przysyłała, nałamali i przynieśli cyprysowych gałęzi . Żołnierka te gałęzie obrywała a ja wiłam. Dodawałyśmy kwiatki z bibuły, polane woskiem, żeby były trwalsze. W palmowa niedziele musiało być zawsze wicie tej korony żeby zdążyć. W wielki poniedziałek przychodziły chłopki Józek z Cześkiem (Żołnierz) i mój chłop i w trójkę zawieszali koronę na krzyżu. To musiało być zrobione na każdą Wielkanoc. Przedtem było skromniej ,ale miło, było inaczej. Na dyngusa to chłopaki szli do każdego jednego domu gdzie była dziewczyna i lały. Dostawali za to coś .Pamiętam jak przyszli do nas to moja siostra ukroiła im takie wielkie kromy.Polalismy się i pośmiali. Oni szli przez całą wioskę ,od rana do nocy. Polewały i pojadały, jeszcze i pół litra w niektórym miejscu dostały. Ale to tylko chłopaki. My wchodziłyśmy na strych, a różnie to bywało, czasem zimno było, wiec stało się pod ściana żeby ich słonko przygrzało i czekałyśmy ,żeby ich oblać. A jak się poszło do kościoła w Dyngusa i się wychodziło z kościoła to był ustawiony ustawione dwa rzędy a środkiem szli ludzie a one loły. To było fajne .A jeszcze niektóre dziewczyny to miały pretensje jak ich nie oblał chłopok, że ich nie uważa. W Rezurekcje gdy słonko wschodziło to wtedy strzelali niesamowicie a procesja wychodziła z kościoła, tak było, nie tak jak dziś. Tu też tak z początku było ,a portem to zanikało.. My często jechali z moim chłopem jak było ciemno, to wyjeżdżaliśmy ,żeby tam być na wschód słońca (w Brzeziej Łące )Potem było śniadanie i w południu szło się jeszcze raz do kościoła na Sumę. W nocy nie świeciliśmy wody ,tak jak dziś. U nas było tak, że się szło raniutko do kościoła w wielka sobotę to już było napalone ,woda była poświecona przez księdza. Brało się węgielek ,wkładało do buteleczki i nabierało się święconą wodę. Służyła on potem do poświecenia zwierząt, gdy wyprowadzało się na wiosnę krowę.
2010-05-17
Wywiad z p. WŁADYSŁAWĄ GOLĄ
przeprowadzony 9 lutego 2010 roku.
Urodziłam się w miejscowości Światełek woj. Kieleckie. Obecnie mieszkam w Rakowie gm. Długołeka woj.Wrocławskie. Mam 75 lat..
Do 11 roku życia na ziemi kieleckiej. Obrzęd Świąt Wielkanocnych dotyczy dwóch okresów. Czterdziestodniowy wielki post był ściśle przestrzegany. Widziałam u babci ,a mieszkałam obok, jak wszystkie patelnie były pochowane, bo w tym czasie okrasy nie używała. Gotowała zupę zarzucajkę (ziemniaki plus kapusta)kaszę do mleka, zapalarkę na zasmażkę. Gospodynie chleb wypiekały osobiście. Piec chlebowy był prawie w każdym domu w kuchni. Oczekiwania na święta wiązały się tez z trochę lepszym. W niedzielę palmową ustrojone palmy w kwiatuszki z bibuły z dodatkiem jakiegoś zielonego kwiatka niosło się do poświecenia. Po wyjściu z kościoła był zwyczaj bicia się palmami i podały słowa ,,palma bije nie zabije za sześć noc Wielkanoc. Kobiety i panienki ubrane w kolorowe zapaski na ramionach ,na głowie chustki zwane ,,szalówki,, związane do tyłu głowy, Poświeconą palmę zatykało się za obraz. W Wielkim Tygodniu od czwartku do soboty ludzie chodzili do kościoła na obrzędy związane ze świętami, które trwają do dziś. Gospodynie starały się odświeżyć wygląd domu. Bieliły piece ,bo od pieczenia chleba bardzo były okopcone. Mama robiła pająki z bibuły kolorowej i przypinała do sufitu. Różne serwatki w ząbki do kredensu ,a niektórzy to nawet krótkie firanki. Bardzo ładne były wzory wycinane. W wielka sobotę święconkę niosło się do kościoła poświecić. W koszyku był baranek, jajka w cebuli malowane, masło własnej roboty, chrzan, sól, chleb. Nie były to duże kosze, jak mi teściowa opowiadała, była Wileńszczyzny to furmankami wieźli bo w koszach było jedzenie na całe święta ,a rodzina nie była mała. Pierwszy dzień świat do kościoła. Obowiązywało wyciszenie w niektórych domach to klamki były obwiązane szmatkami, żeby głośno nie zamykać. Po przyjściu z kościoła ,śniadanie .Dzielenie się jajkiem zaczynała mama ,następnie barszcz biały, który mama kisiła, zawsze był bo tato lubił, gotowany na żeberkach z jajkiem i wędliną ,na końcu placki drożdżowe z kruszonka. Drugi dzień był inny ,różnił się był to oblewany poniedziałek. Był taki zwyczaj ,że matka chrzestna przynosił swoim chrześniakom ,,śmigusa,, w serwetkę był zawiązany kawałek ciasta, jajko święcone, słodycze i parę groszy i na to czekało się z radością. Panny niby chowały się od chłopaków, żeby nie były oblane ,ale zabiegały ,żeby były bo to świadczyło, że ma powodzenie. Skorupki z jajek święconych wkładano do ziemi na wiosnę jak się sadziło ziemniaki, to miało zabezpieczyć od chorób i zarazy. Od 1945 roku mieszkam w Rakowie ,obrzędy świąteczne nie wiele się zmieniły, bo dużo rodzin przyjechało z tej samej miejscowości i okolic i tradycje też.. Będąc na własnym gospodarstwie wypieki oraz potrawy zmieniły się na bardziej nowoczesne. święconkę zdobiły pisanki i kraszanki, bo syn ma trochę zdolności plastycznych. Jajko było pokrojone w ćwiartki i każdy
2010-05-17
Wywiad z p. LUDWIKĄ ŻOŁNIERZ
przeprowadzony 9 lutego 2010 roku.
Mam 74 lata urodziłam się w Kłodnie Wielkim k/Lwowa, Od 1945 do 1961mieszkałam w Markotowie Dużym ,a teraz mieszkam w Rakowie.
Opowieść dotyczy mojego dzieciństwa. Ostatki odbywały się poprzez taneczne zabawy. W Wielkim Poście nie robiono żadnych zabaw. Ojcowie nie palili papierosów ,a młodzież się modliła. W czasie postu nie jadło się potraw mięsnych. Mycie garnków z resztek tłuszczów na post ,tłoczono olej z rzepaku i maku. Na tych olejach pieczono i gotowano cały post. Robiono zupę ,,kwasza,,z kaszy gryczanej, zupa kisła 1 tydzień. Zupę buraczana robiono z białych buraków i serwatki. Na Niedziele Palmowa robiono palmy z gałązek wierzbowych i kwiatów. Po mszy palmowej wracając z kościoła, po drodze zjadaliśmy bazie ,aby nie chorować na gardło, przypominaliśmy sobie okładając się palmami ,,Palma bije nie zabije ,za sześć noc Wielkanoc ,,Poświecone ziało było używane do kadzenia zwierząt po porodzie. Pisanki były robione w Wielkim Tygodniu. w Wielka Środę moczyło się jajko w wosku a potem patyczkiem rysowało wzory. Czerwony kolor jajek uzyskiwało się poprzez wrzucanie do łupek cebuli, czarny – kora dębiny, żółty –kora olchy, zielony – z młodego zboża. W Wielki Piątek szło się na grób pański zrobiony z ułożonych kamieni ,udekorowany zielonym zbożem, owsem, rzeżucha wysianych w doniczkach. i oczywiście kwitami. W piątek pieczono ciasta- wysokie baby, serniki, makowce. Dekorowano okna harmonijkami. W ten dzień jedliśmy tylko jeden posiłek ,składający się z herbaty i kromki suchego chleba ,jajka na miękko, śledzia .W Wielką Sobotę przygotowywana była święconka w dużym wiklinowym koszu. Składa się z-soli ,chrzanu, pierzu, osełki masła na którym rysowało się kwiatki dla ozdoby, baranka z cukru z czerwona chorągiewką, jajek- pisanek ,jednego jajka obranego, szynki, babki ,chleba, kiełbasy ,kiełbasy musiały być swojskie tak jak reszta potraw mięsnych. Kosz ozdabiano bukszpanem i leśnymi kwiatami. W sobotę musiało być wszystko przyszykowane dla zwierząt, drzewo na opal ,aby nic nie robić z tych prac w święta. W Wielka Niedziela cała wieś jechała do kościoła. ,nikt nie zostawał w domu, jechano furmankami 18 kilometrów .W kościele wszyscy szli na kolanach do Bożego Grobu., adorowano ciało Jezusa przez cała noc. Rano szykowano obfite śniadanie, biały obrys, po wspólnej modlitwie ,najstarszy w rodzinie dzielił się jajkiem i życzył ponownego spotkania się .Najsmaczniejsze były jajka, chrzan, buraczki, szynka, boczek i kawa mlekiem. W pierwszy dzień świąt nie chodziło się do nikogo, dzień był przeznaczony dla rodziny. Witano się -,,Chrystus Pan Zmartwychwstał !Prawdziwie powstał ! W Poniedziałek odwiedzano się nawzajem i lano do upadłego, wodą .Znane było powiedzenie -,,Z której strony zaszczeka pies, to z tej strony przyjdzie chłopak do dziewczyny,,
2010-05-17
Wywiad z p. FELIKSEM GARBOWSKIM
przeprowadzony 18 lutego 2010 roku.
Urodzony 06.05.1930 r. w Nado pow.Sarny- Ukraina,po wojnie zamieszkał w Wierzbicach k/Opola od 1972 r. mieszka w Rakowie.
Wspomnienia z dzieciństwa. W Wielka Sobotę zbierała się cała ferajna, dzieciaki z całej wsi leciały. Po ,,święceniu,, brały jajko i puszczały w takie korytko (ukośnie ułożone drewniane deski)Które jajko było pęknięte to przegrywał, kto miał jako całe to znów puszczał i wygrywał ten co miał całe jajko .Taka zabawa. Całkiem było inaczej u nas był inny klimat. Na Wielkanoc to było ciepło dzieciaki chodziły na boso po kałużach. Na Wielkanoc wszystko musiało być posprzątane, drewniane domy były malowane na biało. Dla dzieci to był czas radości, zabawy, każdy chciał złapać kawałek ciasta. Każdy czekał ,był ciekawy na święta ,bo przed świętami nic nie wolno było ruszyć. Każdy to święcone potem inne coś. Kosze ze święconką były większe zrobione z kory, korzeni, nie z wikliny. Kobiety wyplatały koszyki kwadratowe. Jaja były malowane najpierw ,moczone w wosku ,wydrapywane wzory potem wkładane do wywaru z łupek cebuli lub zielonego zboża. Branka z cukru to nie każdy miał ,bo nie mieli pieniędzy. Branka piekli z ciasta. Kiedy zasiadaliśmy do świątecznego śniadania, każdy musiał być odświętnie ubrany ,żegnali się i modlili. Najstarsza osoba, ojciec składał życzenia. Najpierw jedliśmy jajko ,które było pocięte w ćwiartki, później chleb potem po trochę świeconego. Na Śmigus Dyngus lały się wiadrami, trzy razy byle gdzie. Dzieci jedno drugiego wiadrem. Na Niedzielę Palmową nie robiono dużych palm, robiono palmę z bazi. Wszyscy musieli iść do kościoła. Palmę wieszano nad obrazem, miała tam wisieć ,ale ile, nie pamiętam.
2010-05-17
Wywiad z p. TOMASZEM ZIELIŃSKIM
przeprowadzony 13 lutego 2010 roku.
Mam 80 lat, pochodzę z kresów wschodnich -Jerymków Stary pow. Lwów, od 1945 mieszkam w Rakowie.
Wspomnienia z dzieciństwa. Święconka składała się z masła, sera, kiełbasy, szynki, soli i jajek, baranek też był. Branek był kupiony z gipsu, z chorągiewką. Moja mama zarabiała z masłem trochę sera i solą ,żeby było smaczniejsze i wkładała do koszyka. zawsze taki ser wyciśnięty, żeby było smaczniejsze, żeby ser się nie sypał. Mazurki, baby, chleb i różne ciasta były pieczone przed świętami. Piekło się w piekarniku ciasto. Na Wielkanoc malowano domy i mieszkania w środku i robiono porządki. Na wschodzie nie było murowanych domów, to się bieliło wapnem. Robiło się ozdoby z papieru. Na świętą pozdrowienie takie było - ,,Chrystus Pan Zmartwychwstał, prawdziwie powstał!,, Jajkiem dzielił się gospodarz, ojciec ,tradycyjnie. Nas było 4 to podzielił na 4,jak było 8 to na osiem. Dzielono się jednym jajkiem i do tego świecona sól. Z reszty jajek święconych gotowało się barszcz ,trochę kiełbasy ,trochę szynki. Barszcz się gotowało z tej święconki i to się jadło. Smutne były święta bo było okupacja, to nie można powiedzieć ,że to były radosne święta. Na drugi dzień to dzieci strzelały z puszek karbidowych..
2010-05-17
Wywiad z p. KRYSTYNĄ MYSIARĄ
przeprowadzony 11 lutego 2010 roku.
Lat 66 pochodzę z Kieleckiego W czasie postu pościło się, przeważnie w piątki, to był taki zwyczaj, który obowiązuje do dziś, że w piątki się pości. Ludzie się schodzili do kościoła i się modlili, czekali na zmartwychwstanie Pańskie. W wielkim poście nie było zabaw ,każdy przestrzegał 40 dniowego postu. W piątki ludzie zbierali się i chodzili na drogę krzyżową, modlili się. W Niedzielę Palmową ludzie ubierają palmy i idą do kościoła. Palma składa się z trzciny, gałązeki wierzby, wstążki, przyozdabiało się ja kwiatkami czy sztucznymi czy prawdziwymi jak kto miał. Szło się wtedy do kościoła na mszę. Z mszy się wracało i po drodze jadło się kotki, żeby gardło nie bolało. Taka była tradycja. Po Niedzieli Palmowej następował wielki tydzień od środy do Wielkiej Nocy. W sobotę było jeszcze świecenie. W Wielką Sobotę szykowało się święconkę ,z koszyczkiem szło się do świecenia. Tam był chlebek, jajka ,kiełbaska, różne pisanki kto tam robił, umiał. Świeciło się te wszystkie pokarmy, żeby na pierwszy dzień świat Wielkanocnego Zmartwychwstania było z czego zrobić śniadanie. Przed śniadanie się szło na rezurekcje, to już było takie obowiązkowe święto , w którym nie wolno nic robić. Wszystko się przygotowywało w sobotę na to święto. żeby już nic nie robić tylko czekać na to Zmartwychwstanie Pańskie ,żeby iść na rezurekcje i modlić się i przeżywać się ten dzień Zmartwychwstania. Przychodziło się z kościoła i robiło się śniadanie, dzieliło się jajkiem, barszczyk się robiło- żurek i siadało się do stołu, ile tam było osób w rodzinie z tymi dzieliło się jajkiem. Takie było wspólne śniadanie. W pierwszy dzień świat nie chodziło się nigdzie, siedziało się w domu. Na drugi dzień to był Śmigus Dyngus, to było takie święto obowiązkowe – chłopaki panny lały. Ja pamiętam jak Jankę tu zlały. Jak przyszedł Andrzej z Jankiem Wichury, to całą pościel zmoczyły ,tak ją ulały wtedy, to całe mieszkanie pływało w wodzie. Pół dnia było sprzątania ,roboty bo tak było zalane mieszkanie. Lały wiadrami i nie było ratunku. U nas (w Kielcach) nie obdarowywano się na święta, nie robiono żadnych prezentów. Na święta robiło się stroiki ,zajączki i wieszało się przed domem. Na święta piekłam zawsze makowiec drożdżowy.