strona główna > żywe krajobrazy > Wywiady projektu O MOCY WIELKIEJ NOCY: > wywiady klubu z Mirkowa
Gmina Długołęka
2010-06-18

Wywiad z Panią Marią Dobrzycką

 przeprowadzony dnia 13.03.2010r.

 

 

Ja jeszcze od Lwowa... Piętnaście kilometry od Lwowa, tam była taka wioska, nazywała się ta wioska Krotoszyn, tak jak to miasto, ta wioska nazywała się Krotoszyn. No i tutaj musieliśmy wyjeżdżać musowo, nas ewakuowali stamtąd tu na zachód, no. Ale my już tutaj na zachodzie była inna Wielkanoc i tam na wschodzie była inna Wielkanoc. To rozchodzi się wam jak to yło na Wielkanoc kiedyś jeszcze przed trzydziestym dziewiątym rokiem, przed wojną, tak?
To też.
Jak już tutej my byli wywiezione na zachód, to już było całkiem inaczej. To już było tak jak teraz tutej. Ale to kiedyś, kiedyś tam było tak, że ludzie bardzo pościli, nie tak jak teraz to ludzie nie poszczą, nie tego, a kiedyś tam to byli takie ludzie religijne, jak był ten post. Gotowali tylko takie żurki. Nie takie, jak to teraz takie żurki się sprzedaje, te dobre. Tam same roboty, takie o. miasto było co innego, tam w mieście było inaczej. Ale na wsi nie było tak dobrze. Musieli ludzie uszczędzać, żeby coś kupić sobie, żeby trzeba dom wybudować, albo coś, to wszystko było oszczędnie. Nie było tak o, jak teraz. Pomarańcza to ja jadłam kiedy, może jak miałam dziesięć lat to dopiero pomarańcza spróbowałam, jaki jest. A tak to na wioskach nie było tak. No i tak to, że ta Wielkanoc to tak była przedwojenna. Ludzie pościli, no i przyszedł Wielki Piątek, to taki zwyczaj był: Dziewczyny, takie panienki, bo przez u nas, przez wioskę płynęła taka rzeczka, taka woda, lecieli przed wschodem słońca do tej rzeczki buzie obmyć, żeby byli ładne, takie zwyczaj. Żeby byli ładne i gładkie. No i lecieli, jeszcze ciemno było, przed wschodem słońca. Lecieli się obmyć, to była taka, bo jak Pan Jezus z tym krzyżem szedł na to ukrzyżowanie, to On przez wodę szedł i to były takie powiedzianka, że jak Pan Jezus bez te wodę przechodził, to dziewu7chy lecieli, żeby obmyć, żeby gładkie, żeby ładna twarz była, gładziutka. No a później, to się zbierali takie chłopaki, po osiemnaście, po dziewiętnaście lat, na kijo miał kankę. Niby ten żurek ma i trzeba  wypędzic już ten postny żurek z wioski. No i ze dwadzieścia ich się zebrało, może i więcej. I kołatawki mieli, kołatawki, na tym kiju te kankę i tak z jednego, bo to była taka wioska  jedna ulica tylko, nie było takie tego, tylko było po lednej stronie byli budynki, po drugiej, cała wzdłuż ze dwa kilometry, ze cztery kilometry ta wioska była długa, tam gdzie ja tam mieszkałam. No i oni od początku wioski do końca szli, no i ludzie wynosili pieniążki tam jakieś, pozbierali sobie trocha pieniążków. I tak ten żurek wypędzili. To był taki Wielki Piątek. No a później to się szło do..., kopać chrzan na ogrody, bo teraz to się, jak to my, wszystko, no chrzan gotowy kupuje, a kiedyś to nie. tam w mistach to może mieli takie te, i se kupowali, ale na wioskach to nie wystarczało im, żeby pójść se chrzanu kupić, to, tamto, to wszystko musieli w swoim gospodarce wszystko tego. To się szło w ogród, bo każden se posadził tego chrzanu, żeby było na Wielkanoc, ten chrzan. Szło się kopać ten chrzan już albo w czwartek, albo w piątek i trza było utrzeć na tarce w byszu, bo w mieszkaniu to się nie dało, bo to w oczy, takie to mocne ten chrzan był. I tak się ludzie szykowali. Kto miał jakeś świniaka, to se zabił, a uwędził, a więcej ludzie kupowali. No i tego, no i tak to się szykowało do tych świąt. No i się szło później święcić takie... Nie byli takie koszyczki malutkie, jak teraz się niesie, duże takie koszyki. Taki zwyczaj, że tam kila kiełbasy wsadził i tego i tak się te duże kosze... To ja chyba miałam z dziesięć lat i ne dalam rady tego kosza unieść, to kuzyn mój przychodził mi pomagać ten koszyk święcić, bo mój brat był starszy ode mnie i już nie chciał, się wstydził iść święcić. No a kuzyn nie i on za jedno uch, ja za drugie ucho, takie o kosze, i tak mnie o pomagał nieść święcić. Za to dostał dwa jajka, taki zadowolony był, bo dostał dwa jajka, za to, że pomagał mi nieść. I takie święta i to już, to była u nas to święcienie około dwunastej godziny, jeden raz tylko, ludzie się zmieścili wszyscy do koscioła. No i już po tym uświęceniu już można było jeść, już każdy spróbował tego święconego, no i tak było, aż po oblewany poniedziałek po drugi dzień. To wtedy już pannice musieli siedziec w mieszkaniach, bo bardzo chlopaczyska lali. Ale to było tak, że jakiś tam mały chłopaczek może był, że miał siostrę, podbuntowali, żeby otworzył drzwi, bo się pozamykali na klucz, żeby...bo te chłopaczyska tak...to pdbuntowali tego małego i tak, żebi on otworzył drzwi i weszli i lali. Nie pytali, tylko w tych wiaderkach takich dużych, bo tam kiedyś nie było dywanów mieszkaniu, tylko był podłoga, to tam nic się nie stało, to lali. A nawet byli takie domy, to mieli takie strzechy, to kiedyś jeszcze w telewizji pokazuja nieraz, te takie słomiane dachy. Może nieraz żeście widzieli. To byli jeszcze takie słomiane mieszkania. To bez dach weszli chłopaczyska. Te strzeche tam ,te kiczkę taka, bo to się tam daje takie kiczki zrobione ze słomy. Tam oberwał te kiczkę, wlazł na strych, a ze strychu już tam wejści na dół było. I jeden drugiemu podawał i do mieszkania. I te dziewuszyska krzyk, gwałt w chałupie (śmiech) Gdzie się wzięli, jak tu drzwi zamknięte? I taka była radocha, i taka ta Wielkanoc była. No. A już później, jak my... a późnie już zaszła wojna. Nadeszła wojna, to już była zaś inna Wielkanoc. Wtedy już się niosło tylko jajko do święcenia. Bo to kupic już nie było gdzie. Bo to już czas wojenny to to ani na wsi ludzie świnie nie trzymali, bo wojsko zabierało. Dal wojska. Zaierało dla wojska, to już ludzie nie trzymali świń, bo z tego by nic nie mieli, bo zabierali. I krowy zabierali do wojska i świnie i jak miał więcej krów, to zabierali. I to tak tam. I pamiętam jedne Wielkanoc, to brat zabił, trzymali my króliki tam, królika zabil na Wielkanoc. Uwędził te biedne nóżki takie, z tyłu na króliku są takie dłuższe. Uwędził te dwie nóżki i to była szynka. Każdemu po kawałeczek tylko spróbowac tej szynki było. I tego królika niesłam do święcenia. Szynka była taka. Dwa jajka i szynka i to. A więcej jajek nie, bo … trzeba było, jak było parę kur, to tez szkoda było zabić, bo kura się zniosła i trzeba było do Lwowa, trzeba było pójść i żeby sobie zamienic za sól, bo jak to ta wojna wyszła, to tam jakie zapasy byli i soli i wszystkiego, to te handlarze tam to gdzieś rozbroili i później zamieniali tylko za jedzenie, bo miasto też nie miało co jeść. To to, jak to ze wsi my ser jakiś robili i tego, i tam się niesło do Lwowa i zamieniali, czy za sól... I jeszcze lampą się na stole świeciło, bo  u nas nie było prądu na wsi, tylko lampami. To trzeba było tam pójść i se zamienieć to za ten ser, za to, żeby mieć sól, i żeby mieć za światło czym...wiele ta wojna trwała...Ja miałam piętnaście lat, jak się zaczęła wojna, piętnaście a dwadzieścia- to sześć lat ta wojna trwała...Raz Niemcy, raz Sowiety i każde to, i jeszcze potem na Sybir wywozili. Tez gospodarze, też my byliśmy zapisane do wywózki. Ja też miałam wyjeżdżać z mamą, z tatą i z braćmi, ale jakoś się to odmieniło i to takie był. No i później to aż tak wszystko, to były Ruskie u nas wtedy, jak te zarządzili, żebyśmy my wyjeżdżali tu na zachód. A te Ukraińce gdzies od Przemyśla, to już nasza wioska to na trzy tury była podzielona na ten wyjazd, bo to duża wioska była. No to drugim transportem ja jechałam. A trzeci jeszcze... I ksiądz wyjechał, i to wszystko na zachód. Jak to to jeszcze...  już mi się to wszystko zapomniało, jak to, bo babcia ma dużo lat, jeszcze za trzy lata będę miała dziewięćdziesiąt. Ja już mam dużo lat.
 A jak wyglądały ostatki?
 Ostatki?
 Tak.

 To to te ostatki byli...To byli takie gramofony, takie taneczne ostatki, to byli takie...w gminie byli takie, te, że gmina miałe te salę takie. To tańce się odbywali, to nazywali to wieczorek. Te wieczorki to się … ale to przeważnie były, to były jeszcze przed wojną. Potem w wojne to już całkiem mało to było. Ale to przy domach ludzie mieli takie gramofony. To nieraz taka tuba, może nieraz i pokazywali, no....takie gramofony byli. Na tych gramofonach no to i ja też już leciała na te bale, bo to w mieszkaniach takie sobie urządzali młodzież. No to i ja już leciała przed wojną też, no to te starsze chłoaczyska to brali nas młodszych. To byli takie dziewuchy po osiemnaście lat, po dziewiętnaście, jak chłopaki, to te chłopaki nie brali ze swojego rocznika, tylko brali takich młodszych, po czternaście lat. Na ostatki to było tak, że była taka kobiecina i lubiła zawsze, żeby to u niej było. Ona miała gramofon i … a to o północy to dzwon dzwonił, jak post zachodził, to my na te ostatki polecieli, to było we wtorek, a w środę już ten popielec. No to ta do swego męża krzyczy „Idź już może popatrz, posłuchaj, bo może dzwon dzwoni”. A tu się gra, tu się tańcuje. To krzyczała i krzyczała, żeby szedł popatrzeć, może już dzwon dzwoni. O dwunastej w nocu dzwonił dzwon. No i to się tańcowalo do dwunastej w nocy.  To to wszystko było takie przed wojną, a w czasie wojny to już nie było tego.  Już tak nie byli tych balów tego. To wszystko już było przed wojną. 
A jak wyglądał post i jak go przestrzegano?
Troszkę głośniej, bo ja już nie słyszę.
Jak wyglądał post i jak go przestrzegano?
A post to był przestrzegany bardzo. Tak, był bardzo przestrzegany post, bo to post, trzeba pościć, bo pójdzie się do piekła. Bo teraz piekłem nikt nie gada, a wtedy na każdym kroku to grzech, bo to do piekła pójdzie. Tak, post był przestrzegany bardzo. Właśnie mówię, ten żurek gotowali taki, a potem te pustą kankę miał na kiju, że ten żurek wypędzali, ten postny żurek.
Czyli ile posiłków było dziennie, czy były jakieś bardziej syte, a inne mniej, czy może był jeden posiłek dziennie tylko? Jak to wyglądało w tym poście?
A to to już posiłki, to już, bo ja już nie dosłyszę...
A czy był półpost i jak wyglądał?
Nie, żadnych wyjątków od postu nie było...
Czyli nawet dzieci musiały bardzo ściśle przestrzegać postu?
A to to nie, to co gotowali dla wszystkich, to i dzieci jadły.
A co groziło za złamanie postu?
A jedna Wielkanoc to już była w czasie wojennym. Jedna Wielkanoc to już była taka, że ja wyszłam za mąż. Jak się wojna zaczęła, to ja miałam piętnaście lat, później to jużem za mąż wyszła, bo ta wojna trwała tyle lat i już miała być Wielkanoc, jużem była u teściowej. I teściowa była i mąż, i ja.  No i dzwon dzwonił, bo my mieli zaraz koło naszej wioski, cała była polska, następna była ruska wioska. I ta ruska wioska napadała trochę, ale nasza wioska się nie dała. No i Wielkanoc ma być, no i wszystko się już przyszykowało, dzwon dzwoni... i moja teściowa krzyczy „Dlaboga świętego wstawajcie, bo dzwon dzwoni do kościoła, a my jeszcze trzeba pość jeszcze wpierw krowę wydoić, a potem do kościoła iść na szóstą”. Patrzę na zegar, trzecia godzina, co to, zegar zwariował? No ale to zaczynają się strzały. A to ruska wioska zaczęła nas atakować, naszą wioskę. Ale nie dali się , bo zaraz warta była tam na skraju to była warta i pilnowali się, te naszą wioskę ocaliła, a inne wioski to pożnęli ludzi. To to tego, popalili, pożnęli. I taka była Wielkanoc. I onie jakoś się to dowiedzieli, że mieli być ludzie w rezurekcji i oni mieli wtedy napaść na ten kościół.
A czemu służył post?
Jeszcze babcie do kryminału wsadzą, że nagadała tyle...
A co groziło za złamanie postu? Były jakieś kary, oprócztego, że się pójdzie do piekła, czy tylko to?
Nie, żadne kary, nie... to tak ludzie niby pościli, ale tam, jako ja w domu, to u nas takie nie było. Moja teściowa, jak ja poszłam za mąż, to mocno pościła, ale jak ja w domu, to moja mama tak nie przestrzegała bardzo tego. Zawsze gdzieś tam zupę okrasiła słoniną i takie byli, że tego, że bardzo. Ale jak to w ewangelii mówi ksiądz, jedne cały dzień pracowali, a drugie godzinę i jednaka zapłata była. I to tak samo było, jeden pościł, moja teściowa to bardzo pościła. Jak poszłam tam za synowe, to mi się to trochę nie... ale musiałam tez tak. 
A czemu służył post?
Z powodu tego, że Pan Jezus pościł i dlatego ten post. Przez czterdzieści dni pościł Pan Jezus i ludzie dlatego taki post utrzymali.
A jakieś zwyczaje tego postu czterdziestodniowego? Jakieś specjalne zwyczaje były u Pani w tej wiosce, w domu?
Taki zwyczaj od dawien dawna był, że jest post...
A czy chodzono po domach z pieśnią?
Nie, z pieśniami to się u nas nie chodziło. To się na Boże Narodzenie, to z kolędami, a na wielkanoc to nic, żadnych pieśni, nikt nie chodził. A jak było Boże Narodzenie, to chodzili kolędnicy i chodzili na Nowy Rok takie dziewczęta z biednych rodzin, to to na Boże Narodzenie chodzili i tak kolędowali i zbierali ciasto takie dziewuszki.
A czy się obdarowywano? Czy sobie jakieś prezenty dawano?
Nie, u nas tego zwyczaju nie było.
A czy była jakaś symbolika wielkanocna, np.: palmy, jakieś jajko, baran, wycinanki, zajączek?
Tak, to to tak, baranki byli na Wielkanoc, to baranki się kupowało... owies się zasiało dla baranka. No i palmowa niedziela tez była. Palmy się robiło.
A z czego robiono taką palmę? Jakieś zioła były specjalne, ozdoby?
Takie były, to trzcina, ona nad wodą rosła... Takie bazie byli, te bazie, te kotki i owijało się barwinkiem.
A kiedy zaczynało się robienie takiej palmy?
To na Palmową Niedzielę. To się w sobotę zrobiło przed Palmową Niedzielą te palmy. Takie nie robili, takie długości takie o (Pani pokazuje długość około 20 cm). Małe palmy robiło się. I ten cały trzonek ubierało się barwinkiem.
A co robiło się z palmami, jak się już przyszło ze święcenia, co się z nimi robiło potem?
Ze święcenia? To już w sobotę było. To już po południu zawsze mama dawała po kawałeczku kiełbasy czy coś tam. Bo to już teraz jest tak samo, jak się już uświęci, to już można zjeść.
A z palmą, co się działo po poświęceniu, np.: spalano i na uprawy dawano, czy może jakieś inne zwyczaje były?
Takie zwyczaje byli, że jedne palmy się założyło za dach nad mieszkaniem, tak, a jedne palmy się w pole zaniesło, tam w zboże się postawiło. Takie były zwyczaje, że jedne palmy się na pole zaniosło, a inne za dach się wsadziło, żeby piorun nie uderzył – święcona palma.
A były jakieś techniki robienia jajek wielkanocnych?
A no to pisanki się pisało, tak.
A jakieś techniki specjalne?
Nie, to wosk się roztopiło ze świecy na kuchni, i się patyczka zastrugało i się ten wosk maczało, i potem jajko. A później to takie bibułki były u nas czerwone, bo się kwiaty kiedyś robiło z tych bibułek, teraz to nie ma tej bibułki, nie widzę… Czerwona bibułka, zielona, różne kolory byli. I to się umaczało, do wody się dawało jak jajko się gotowało- jak czerwone, to czerwone, albo łupy z cebuli. I to to jak się potem jajko pisało tym woskiem i w tym miejscu było te znaki, jak się tam, co się robiło.
A jakie wzory były na tych pisankach? Pamięta Pani?
Takie ło wzory, takie jak to wzory. Robiło się o takie gałązki z jednej strony, takie gałązki.
A kiedy te pisanki się robiło?
To to już tak gdzieś w czwartek, w Wielki Czwartek już.
A później co z tymi pisankami robiono? Czy na przykład zanoszono na groby zmarłych, czy…
Nie, tego nie było. To bez święta poleżali, potem się zjadło to. Nic, nic na żadne groby. U nas na groby nic nie wynosili. Tego nie było zwyczaja, żeby na grób coś nieść. Nie.
A zajączek? Gdzie zostawiano prezenty? Skąd ten zwyczaj? Czy u Pani był ten zwyczaj?
Nie, to nie było żadnych zwyczajów  takich, żeby tam coś dawać dzieciom, żeby tego… dostało pisankę i zjadło, i tyle. A baranka to się kupowało takiego z gipsu, był na parę lat ten baranek taki gipsowy.
A robiono samemu tego baranka?
Samemu? Piekli tez takie baranki…
A z czego piekli te baranki?
Z ciasta.
Jakiego?
Z ciasta takie, drożdżowe ciasto. Była taka foremka, bo tam u mojej koleżanki, tam mieli te foremkę, ze Lwowa przyniesla. To ta foremka, to składało się tak do kupy, w środek się ciasto dawało, drożdżowe ciasto.
A pieczono mazurki?
Nie, u nas nie piekli mazurków. Kruche ciasto się piekło, takie drożdżowe babki, bo to na Wielkanoc to był zwyczaj w garnczkach. Taki garczek był wysoki- dwulitrowy i w takie garczki się dawało ciasto drożdżowe, bo to wielkanocna babka. Takie babki się piekło i placki się robiło kruche z marmoladą i składane takie. I sernik się piekło, mi takie ło. A na Boże Narodzenie to się takie strucle piekło, takie warkocze się piekło. Takie drożdżowe ciasto i warkocz się taki piekło do tej blachy, i to na Boże Narodzenie.
A na Wielkanoc, co wkładano do koszyczka na święconkę?
Do koszyczka? To się te takie malutkie babkę. I kiełbasę wsadzili… Ja już mówiłam. To było wszystko przed wojną, a później jak ja niesła, to tylko dwa jajka święcić i tyle. W czasie wojny to już nie było tak… I potem był ten wyjazd na zachód, i to było jak teraz, to już wszystko tak inaczej było.
A czy robiono wycinanki z papieru na Wielkanoc?
Ozdoby, tak. Robiło się. Ozdoby na… kwiaty do obrazów się robiło, takie różne i takie się jeszcze… takie ozdóbki różne się robiło. Ja też umiem takie… Raz żem zrobiła takie z bibułki.
A było coś takiego, jak odświeżanie domu, na przykład sprzątanie, malowanie pieca, sypanie piaskiem?
No to to wapnem się, wapnem się malowało, wapnem się ściany malowało i wszystko.
A jakieś strojenie tego domu, jakieś ozdoby specjalne z okazji Wielkanocy?
Nie, to już takich, to na Zielone Święta się stroiło zielonymi tymi krzewami takimi, a na Wielkanoc ani na Boże Narodzenie to się nic nie przyozdabiało.
A czy były jakieś obrzędy związane z nadejściem wiosny?
Nie. Takich jakiś w czasie, że jest wiosna to to nic nie było, żadnych obrzędów nie było. Jak to marzannę dziś topią, to teraz, a u nas tego nie było. My tego nie znamy.
A były jakieś pozdrowienia wielkanocne, na przykład „Jezus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał!”? Było coś takiego?
Nie, to to tego nie było.
A co w Pani domu było przyrządzane samodzielnie, a co teraz? Czy są jakieś różnice między tym, jak było wcześniej, a jak jest teraz?
Jako na Wielkanoc?
Tak, tak.
No to samodzielnie, jak to tam trzeba było… jak to ja mówię, chrzan trzeba było sobie ukopać, utrzeć i zrobić sobie. A tutej to już gotowe się kupuje. Chrzan się gotowy kupuje i szynkę się kupi, i wszystko się kupi. A tam to zabiło się, bo trzymaliśmy świnię, to tato zrobił kiełbasę i szynkę.
A kto zaczynał dzielenie się jajkiem?
Zawsze zaczynał ojciec.
A dlaczego ogólnie dzielono się tym jajkiem i dlaczego to ojciec zaczynał?
No nie wiem dlaczego, i opłatek też tego, ojciec wziął. Ojciec wziął to pokrojone jajko na talerz i wszystkie podchodzili i brali sobie. A opłatek to ojciec też, nie dzieliło się tak opłatkiem jak teraz, życzeniami, tylko ojciec życzył wszystkim, trzymał opłatka jednego i każden podchodził i se ukusil tego opłatka. Rodzina podchodziła, naprzód się połowiło, a później ten opłatek… ale jajko też było takie tego, że ojciec pokroił i każdy podeszedł do talerza i se wziął. Powiedział „Chrystus zmartwychwstał!”, a my odpowiedzieli „Prawdziwie zmartwychwstał!” i się tym jajkiem podzieliło.
Najważniejsza potrawa wielkanocna, jaka była u Pani w domu?
Najważniejsza potrawa to… rosół się gotowało, a tutej robi się żurek. A tam się żurek, jak tego żurku ludzie jedli, to już na Wielkanoc tego żurku nie jedli, tylko rosół się robiło. Rosół się robiło- pierwsze danie. No śniadanie, wpierw śniadanie było z tym święconym.
A czy były jakieś tradycje związane z śmigusem dyngusem?
Śmigus dyngus to ja mówiła, jak te chłopaczyska lali tą wodą, że pannice musieli siedzieć w domu i potrafili nawet dachem wejść i zlać.
A czy były jakieś przysłowia wielkanocne używane u Pani w rodzinie?
Nie, tego nie było.
A co Pani najbardziej lubi ze Świąt Wielkanocnych?
Najbardziej lubię… ja wiem… nie mam pojęcia co… to lubi się, to jest już jak to mówię „Pan Jezus zmartwychwstał” i radość, i uciecha , i do kościoła się idzie, i tego, to to jest wesołość już jest taka. Już nie taki smutek, tylko już jest radość.
A czy zna Pani kogoś, kto własnoręcznie wykonuje takie ozdoby wielkanocne, na przykład pisanki, palmy wielkanocne? Chyba że Pani sama coś takiego robi.
 Nie, takich jak ja, jak to mówią, to już wszystko poumierało.
 Dziękujemy bardzo za wywiad.

2010-06-18

Wywiad z Panem Henrykiem Medygrał

 przeprowadzony 16.03 2010 r.

 

 

Skąd Pan pochodzi?
No dokładnie… od Dębicy, no już. W Mierzenicach.
Ile ma Pan lat?
Osiemdziesiąt trzy.
Jak wyglądał u Pana post i jak go przestrzegano?
Przestrzegano ściśle. Maszczono było mlekiem, kartofle tam przygotowane, no chleb… barszcz też był mlekiem maszczony. To był taki silny post.
A czy był półpost?
Nie, u nas nie było półpostu, bo jak? Tylko to było do jedzenia. A groch, a bób gotowany, no ale to tylko mlekiem maścili, nie było czym innym, nie wolno było, bo ksiądz tak zakazał.
Czy były wyjątki od zachowywania Wielkiego Postu w trakcie jego trwania?
No nie było. Jakie mogły być wyjątki?
Co groziło za złamanie postu?
No kto,, kto mógł… własne  sumienie człowieka dyktowało, bo człowiek to już był tak to tego… wpojone od młodego, żeby pościć, przestrzegać post i tak dalej. Ksiądz na ambonie tak głosił, a my słuchali księdza. Bo ksiądz to był wszystkim.
Jakie były zwyczaje Wielkiego Postu?
No niektórzy nie jedli dwa dni nieraz, a może i dłużej. Tak pościli, faktycznie pościli- nic nie jedli. Najwyżej wody się napili.
A czy był zwyczaj tłuczenia garnków?
Nie, tego nie pamiętam, żeby garnki tłuc…
A jedzono gotowane jedzenie, czy surowe?
Gotowane. A gotowało się na… było tako kapa i na dole to dynarek, i na tym dynarku sadzało się garnek. Garnek był żeliwny i paliło się pod spodem, i to było… tak jedzonko gotowało się.
A jakie były wierzenia, zabobony, zwyczaje związane z pierwszym i drugim dniem świąt?
To było… drugi dzień to wodą się lali, i to dobrze się lali wodą.
A czy chodzono z pieśnią?
U nas chodzili, chodzili, tak.
A jaka była symbolika wielkanocna? 
O symbolice to nie powiem dokładnie tak.
Czy były palmy, jajka…
A tak, to tak. Te jajka, bo ja mieszkałem na wiosce, to każda kobita starała się żeby chleb upiec, jajka były swoje, no i przeważnie, tam przeważnie bili te świnie, to kiełbasę robili. Jak kto nie mógł, to nie miał. A jak kto miał, to zabił na święta, żeby ksiądz poświęcił. A chleb to nie tak kawałeczuś jak teraz, ukrajka włożyła, kromeczkę, tylko całymi bochenkami tak chłopy niesły.
A palmy, z czego były robione, do czego były używane i co się z nimi działo po poświęceniu?
Palmy, tośmy ucinali, później dawali, a później, jak już były suche no to spalali.
A jajko, jakie były techniki zdobienia i co się z nimi robiło później?
Jajka to się robiło… łupy z cebuli, te jajka się gotowało i do jajka się wrzucało, i jajka później wychodzili takie czerwone. A jak ksiądz poświęcił, to się chlebek i te jajka, i tam jeszcze coś nosili na groby to, dla tych umarłych, bo to święcone.
A co wkładano do koszyczka ze święconką?
Sól… teraz weźmy na przykład chrzan, i później jajka, chleb,, no i jak kto miał, to kiełbasę, no jeszcze… no, co kto miał, to starał się najwięcej włożyć do koszyczka. A, i księdzu jeszcze jedno jajko.
Księdzu?
Tak. A to było taka moda. Księdzu jedno jajko każdy jeden dawał.
A czy robiono wycinanki z papieru?
Robiono. Robiono, do domów ozdabiania było. A to przeważnie panny robiły.

A jak wyglądało odświeżanie domu, co się wtedy robiło?
No sprzątali, każda kobieta sprzątała budynek, okna myła, podłogi… A podłogów nie było, tylko byli no… jak się to mówiło… izby były z gliny ubite. O tam podłoga, gdzie tam istniała podłoga…
A jakie były obrzędy związane z nadejściem wiosny?
Jak ja to zapomniał… były, no były… No dzieci, tak jak była wiosna, to teraz tez jest, te, jak to mówią… rzucają do wody tę… 
Marzannę?
Marzannę i tu teraz też rzucają. To było przed wojną, to i teraz jest.
A czy były jakieś pozdrowienia wielkanocne?
To nie pamiętam tego, nie pamiętam…
A jak wyglądały groby na Wielkanoc, jak je ustrajano?

Wszystkie groby… każdy szedł na grób, kto miał kogoś i tam ubirał te groby. Ale przynajmniej ucinał w lesie te choinki to tego, to wszystko. No, to na Boże Narodzenie też wycinali, a na Wielkanoc do tego i kwiaty kupowali, i ozdabiali… no każdy jak mógł, tak ozdobił te groby.
Jaka była najważniejsza potrawa wielkanocna?
Najważniejsza… najważniejsze to była kiełbaska, tylko że nie każdy miał tę kiełbasę, bo…. To nie to co teraz ma kiełbasę, bo wtedy to było wyjątkowo… było jak świnię zabił, bo nie było tak jak teraz rzeźników, tylko u siebie i coś tam zrobił sobie, bo było tak inaczej, było gorzej jak teraźniejsze czasy. Teraźniejsze czasy to na co dzień masz kiełbasę, a kiedyś… chleb to w piecu, każda kobita piekła sobie chleb, podpłomyki najwięcej… chleb to podpłomyk był.
A jakie były tradycje związane ze śmigusem dyngusem?
A jakie były… to się wodą lali,  nie było per fumów, tak jak teraz, tam nikt nie wiedział o perfumach… tylko przeważnie wodą i to dobrze wodą lali nawet.
A jakie wypieki robiono?
Chleb się piekło, ciasto się robiło, ciastka i … a z tym, że przeważnie robili… kobiety robiły zwyczajny placek, nie przekładanki tam, nie przekładanki- normalne placki wypiekali. Jak ktoś mógł, bo nie każdy na to mógł, bo nie miał mąki białej…
A jak dużo zostało z dawnych czasów dzisiaj?
Zostało to bardzo dużo… przed wojną była bida i nędza, a teraz jest wszystko, jak kto ma pieniądze.
A co Pan najbardziej lubi ze Świąt Wielkanocnych?
Co ja lubię , jak teraz wszystko jest na co dzień, jak i na święta.
Jakie ma Pan wspomnienia z dzieciństwa dotyczące świąt?
A to kiedyś lali wodą, nie perfumami, wodą. Taka dziewczyna szła z kościoła i jakieś chłopaki ją chwycili i wrzucili do stawu, żeby się umoczyła. A w stawie były kołki i nabiła się na te kołki, i ona umarła.
Dobrze Pan wspomina Święta Wielkanocne?
No przed wojną nie za bardzo, teraz to i wspominam, bo teraz mam pieniądze i jest wszystko co kupić, co tylko zapragnę, a przed wojną niestety, było całkiem niedobrze było przed wojną.
Dziękujemy bardzo za rozmowę.

2010-06-18

Wywiad przeprowadzony w czasie spotkania Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów dnia25.03.2010 r. z Paniami Haliną Dudą, Marią Gaczkowską, Marią Dylong, Krystyną Kwiecień oraz Ireną Plutą.

 

W jaki sposób obchodzono Wielki Post dawniej?

 No, moja mama obchodziła bardzo ten Wielki Post, nie pozwalała nam nawet jeść, a szczególnie w piątek i w środę.
A jakieś specjalne potrawy związane z tym?
Specjalne potrawy… ja wiem, wszystko takie postne, niekraszone masłem, słoniną… śledz W moim domu w post to na obiad jedliśmy tylko śledzie, musiały być te śledzie solone z beczki, wcześniej namoczone i nasza mama zawsze kupowała śledź z mleczem, ten mlecz ucierała, dolewała wody przegotowanej, zimnej, dolewała octu i dolewała potem śmietanę wymieszaną troszeczkę z octem, troszeczkę z wodą, namoczyła śledzie, namoczyła ten utarty mlecz, one tak postały z pół dnia i później dolewała śmietany i do tego gotowała właśnie ziemniaki. Były gotowane, były tłuczone i niekroszone niczym, tylko do ziemniaków była posypana cebulka, świeża cebula w te gorące ziemniaki, utłuczone z tą cebulą i te ziemniaki podawane były jako takie podstawowe danie, drugie danie z tymi śledziami. To myśmy się wtedy tak zajadali, że ja tego smaku to jeszcze teraz bym tak pragnęła mieć, jak wtedy. Natomiast zupa to była gotowana taka kwaśnica. Czysta woda z kiszonej kapusty, ten sok, zagotowany i do tego doprawiony solą tak, żeby do smaku i do tego robiła takie kluski z żytniej mąki. Ja tego nie lubiłam, ale ja musiałam to jeść, bo  mama to tak rękami tak zacierała, one takie długie glizdy były. A to z żytniej mąki, to się tak kleiły do zębów, ale to była potrawa, którą musieliśmy właśnie w Wielki Post jeść, te kluchy i te śledzie. 
U nas był sam śledź. Nakroiło się cebuli, posoliło się, trochę śmietany i to był „oszukany śledź” .
Były takie czasy, że się oszukiwało głód…
Jak się szło ze święconką, to już można było co zjeść, ale przedtem to się pościło…
A może jeszcze przed Wielkim Postem, ostatki, czy jakoś szczególnie się je obchodziło?
Ostatki? Nie…
U nas też nie.
A czy były jakieś…
Przygotowania tylko były. Musiało być wszystko wymyte, wysprzątane, pościel, niepościel, to wszystko musiało być przygotowane, wyprane…
A czy były jakieś kary za nieprzestrzeganie postu?
Nie..
Nie, chyba nie…
Nie było czegoś takiego.
To, że po prostu rodzice bardzo dbali o to, o te zasady i o to, żeby wszyscy pościli, nie ma dyskusji. Małe dziecko, niemałe dziecko, nie było jakichś tam ulg.
Każdy pościł, bo tak trzeba było.
Jak mama powiedziała, tak było. To było święte.
A czemu służył ten Wielki Post? Jak to tłumaczone było, dlaczego jest ten post, po co?
Taka tradycja.
To było z pokolenia na pokolenie przekazywane ludziom. Były dni, w których nie można było jeść sowicie, nie wolno było nic tłustego…
Pan Jezus cierpiał, i człowiek też….
Trzeba było jakoś przecierpieć…
Tak dzieciom się tłumaczyło, że Pan Jezus na krzyżu umarł i dlatego… on cierpiał i troszkę tego postu wam nie zaszkodzi.
To na religii ksiądz mówił, że to nie boli tak…
Spotkałyśmy się z takim zwyczajem tłuczenia garnków. Czy u Państwa też on występował?
Nie.
Nie, to chyba z jakiegoś innego rejonu.
A czy pamiętają Państwo jakieś zwyczaje z okresu między Niedzielą Palmową a Wielką Sobotą?
No, ostatni tydzień to „wielki post”…
 Przygotowania do świąt. Pranie, uprasowanie, ułożenie…
Ja pamiętam jak u nas w domu było: wyprasowanie rzeczy, które w święta trzeba było ubierać, to żeśmy musiały…
Buty wyczyszczone..
W święta nie było mowy o czyszczeniu butów! Jak miał brudne to w takich musiał iść do kościoła, bo obowiązkiem było wyczyścić buty. Nie wolno było specjalnie żeby czy zamiatać, czy odkurzać, zwłaszcza w pierwszy dzień świąt. Natomiast w drugi dzień świąt już było luźniej. To mój tata mówił, że on pamięta, że w pierwszy dzień świąt to nawet talerzy nie wolno było umyć. Był jeden talerz. Po zupie kromka chleba, obmywało się tą kromką chleba, bo nie wolno było myć talerzy. Ten talerz stał od rana do wieczora ten sam i nie wolno było ruszać, taka była zasada.
Nie wolno było zamiatać, nie wolno było sprzątać… to już u nas w domu nie było takiej rzeczy, żeby któraś, ja czy siostra, powiedziała, bo mamy brudne buty i musimy zabrać jakąś ścierę czy cokolwiek, bo musimy te buty umyć. Nie. To tą ścierą się dostało, ale po głowie.
A czy taki zwyczaj, że w poranek Wielkiego Piątku dziewczyny biegły do strumienia obmyć twarz, jest Państwu znany?
Nie.
Ja tylko czytałam, że coś takiego było…
U nas też nie.
A jakaś właśnie szczególna rola ognia, wody w czasie tych świąt?
Zapalona świeczka…
Jak burza była to bali się, bo to domy były drewniane, obraz stawiali albo krzyżyk w okno…
Gromnicę
… wszystko było w razie czego przygotowane do uciekania.
A czy taki zwyczaj kolędy wielkanocnej występował? Czy chodzono od domu do domu ze śpiewem?
To ja wam powiem. Na Niedzielę Palmową… panowie czy takie młodzież do panienek chodziły, brały długie te rurki palmowe i jak otworzyły się drzwi, gdzieś tam chłop wyszedł, to te wpadali do domu i te dziewczyny spały, i brały rózgę, pościel do góry i tak mówiły: ”Palma bije, nie zabije. Stare kości, młode kije. Pamiętajcie chrześcijanie, że Pan Jezus zmartwychwstanie. Boża dzień, boża noc, a za tydzień Wielkanoc.” i uderzali tymi palmami.
Nie wiedziałam, że takie były zwyczaje…
No właśnie, to różnie w każdym regionie. W okolicach, gdzie moja babcia mieszka, to są okolice Warszawy, chłopcy chodzili po tak zwanym dyngusie. I chłopcy chodzili z wiadrami i z pieśnią, że głoszą dobra nowinę, że Pan Jezus zmartwychwstał. I za to otrzymywali jakieś jajka, jakieś jedzenie.
A symbolika Wielkanocy: jajko, palma, czy na przykład palmy były robione w domu?
W większości sami robili…
Palmy, u nas palmy to było to co rosło, nie tak, jak teraz. Palmy to były takie rózgi po dwa metry…
Właściwie to kiedyś chyba nie przystrajano żadnymi takimi jakimiś bibułkami…
Nie, nie…
Żadne kwiatki tylko była ta palma, która rosła, gdzieś tam na rowach te bazie, do tego tam jakiś bukszpan, coś zielonego i wiązane jakąś tam wstążeczką i koniec.
Dopiero potem weszły te kwiaty… takie te różne sztuczne, ale u nas to mama zrywała z drzewa, świeża…
A jakimi technikami wykonywano pisanki?
Cebulą.
Cebulą i później kwaskiem, kwaskiem rysowane było na tym jajeczku…
Pokaże wam pisankę…
Oooo, jaka ładna…
Piękna!
A to cebulą jest barwiona, prawda.
Tak. A to jest specjalnie drapane. Ostrym, takim lekarskim tym… i wydrapane. Bo można tez inaczej. Można w cebuli wcześniej ugotować , najpierw wziąć wosk, rozrobić, taką robi się kulkę, to taką nawet z buta tą końcówkę, kawałek patyka, rozszczepia się, kulkę się moczy na gorąco, nad ogniem i jajko, jak jest jeszcze surowe to się smaruje. Później to się wrzuca do tej cebulanki i wtedy ten wosk odpadnie, i zostanie ten wzór. Albo w ten sposób, albo w ten.
To wydmuszka jest?
Nie, jako. Jajko.
Słyszałyśmy, że pisanki wykonywały tylko dziewczyny. Czy to prawda?
Tak. Takie starsze kobiety też…
Panom nie wolno było brać się za jajka, oni mieli swoje…
Ja jeszcze drapałam jajka igłą…
Albo naostrzyć jakąś zapałkę czy kawałek patyczka i kilka razy w tym samym miejscu, jak już jest umalowane…
A co z tymi pisankami później się robiło? Spotkałyśmy się z takim zwyczajem, że dziewczyna ofiarowywała kawalerowi takie jajko…
Tak, tak..
Czy może pani coś powiedzieć o tym?
Było, było, że przyszedł chłopak z życzeniami i częstowało się go jajkiem, pisanką. Jak dostał pisankę, to znaczy, że ten ważniejszy.
A kiedy robiono pisanki? Czy to był okres tuż przed…
Nie, wcześniej. To było zawsze, że pisanki robili dwa,, trzy tygodnie przed świętami. To jest dużo roboty przy tych pisankach.
To się robi nawet trzy godziny jedno jajko.
Do święcenia to same, różnego kalibru były malowane, nawet był kościół wypisany. Nawet było tak zrobione… nie ma do opowiedzenia tego.
Słyszałyśmy o czymś takim, że się zanosi pisanki na groby. Czy u Państwa też?
Bywa, że się widzi na grobie, jak leży, ale kto to, z jakiego rejonu….
Nie wiem, u nas tego nie było.
Kiedyś to na groby, to chyba nic się nie nosiło…
Nie.
… groby to tylko ubierano na Wszystkich Świętych.
A czy był taki zwyczaj, że zajączek przynosił prezenty?
Nie, dawniej nie było. Teraz się dopiero zaczęły zajączki.
Dawniej to tylko na Boże Narodzenie. Mikołaj i koniec.
To wam mogę powiedzieć dziewczyny. Na święta, nie wiem, czy wy to wiecie. Jak u mnie było w domu. Szło się pierwszy, do święcenia jajek, ubrania były nowe. Zawsze. Na święta były ubrania kupowane były nowe. Na Boże Narodzenie specjalnie i specjalnie na święta. Kiedy szliśmy jako dzieci, ja pamiętam jak byliśmy takie panienki,, jak szliśmy do święcenia jajek, wtedy musiały być nowe buty, nowe rajtuzy, czy nowe skarpetki, czy nowa sukienka. To wszystko. Nie szło się Święcic jajek w starych rzeczach. Taka była, nie wiem dlaczego taka była zasada w mojej rodzinie. Mama na święta zawsze szła i jechała do Wrocławia i kupowała nam ubrania i tak żeśmy z siostrą w święta chodziły w nowych ubraniach. To było na święta wielkanocne. To już ciepło, bo już ciepło zawsze było i się szło pamiętam w tych nowych ubraniach. No i na Boże Narodzenie też zawsze się chodziło.
A teraz to one mają co weekendy nowe…
Bo kiedyś to się nowe dostawało tylko na święta…
A te rzeczy, to się ubierało tylko na święta, to nawet do szkoły nie wolno było chodzić w tych sukienkach… na niedzielę, do kościoła, w jakieś odwiedziny. Do szkoły było inne ubranie, na co dzień do chodzenia inne…
A czy koszyki do święcenia były duże, małe?
A u nas były różne i duże, i małe. Kiedyś były większe.
U nas mama duży kosz niosła w ręce i wszystko tam było, i chleb, i jaja…
U nas to wszystkie jajka, ze dwadzieścia tych jajek było przeznaczone i wszystkie się święciło i później te święcone, te zimne jajka jadło.
A co się znajdowało w święconce?
No jajko musiało być, sól musiała być, kawałek chleba…
Chrzan
Kawałek czegoś słodkiego
Kiełbasa
A czy była jakaś specjalna symbolika tych potraw? Co one oznaczały?
Sól była taką podstawą, że przecież do jedzenia sól musiała być.
Chleb, żeby go nie zabrakło.
Jajko to też, symbol nowego życia. A co więcej, to jak kto miał: szynka, kiełbasa…
Babki, babki wielkanocne.
Babeczki można było upiec, jak ktoś miał foremki i mama piekła dużą babkę, to jeszcze do koszyczka taką małą babeczkę.
A baranka z cukru to nie robicie?
A baranek. Baranek musiał być.
Baranek na parę razy starczył .
Jeszcze kiedyś, kiedyś, dużo wcześniej to tak było, że przecież nie było… przed wojną właściwie, to cała wioska to był dziedzic. I cała wioska należała. I jak było święcenie, to ta chata, co należała do dziedzica i był długi stół i tam to, co jedli, to wszystko było przygotowane do święcenia. To, co jedli. I ziemniaki, no wszystko, co było na święta przygotowane. Wszystko to jadło, które było przygotowane, było rozstawione na całych stołach, przychodził ksiądz  i święcił. A ludzie to se tam w koszyczkach mieli, to sobie przynieśli. Też tam wszystkiego po trochu.
Albo jeszcze wiecie co dziewczyny… kiedyś to nie było tak kościołów, jak w tej chwili. To ksiądz przyjeżdżał jajka nam święcić. To było na dworze. To święcenie jajek było na dworze. Rozkładano duże stoły. Każdy tam ustawiał koszyki, a do tego obok stała wielka wanna z wodą i ksiądz święcąc te wszystkie potrawy, święcił od razu tą wodę i mieliśmy wodę święconą i każdy zabierał tą wodę święconą do domu z tej wanienki.
W Mirkowie, jak nie było parafii, to tak samo święcili.
Jednego roku nie przyjechał i wszyscy mieli nieświęcone.
Czy wykonywano na Wielkanoc jakieś wycinanki z papieru, jakieś ozdoby wycinane?
Firanki robili z papieru.
I kto się tym zajmował?
To mama, mama to robiła.
I to były jakieś specjalne wzory, jakieś tradycyjne…?
Kwiatki najczęściej wycinali.
I to się odbywało przed świętami, tak?
Tak.
Czy jakoś przygotowywano w szczególny sposób dom na święta?
No oprócz normalnego sprzątania, to nie …
U nas domy to się bieliło. Dawniej przed świętami zawsze było bielone.
Odświeżano wszystko. Czyściutkie żeby było.
A jeszcze chciałyśmy zapytać o mazurki wielkanocne. Czy były robione?
Były, ale to były takie zwykłe placki.
A przy śniadaniu wielkanocnym, kto pierwszy zaczynał dzielić się jajkiem?
Najstarsza osoba.
Ojciec.
Najstarsza. U mnie babcia.
Czy składano wtedy jakieś życzenia?
No, zdrowia.
Zdrowych, wesołych świąt.
Żebyśmy się spotkali w przyszłym roku przy takim samym stole. Babcia tak mówiła.
O właśnie. Do święcenia do koszyczka musiało być jedno jajko oskubane. I to jajko oskubane było ułożone tak do góry. I to jajko oskubane było potem dzielone na tyle osób, dla każdego. I u mnie w domu to oskubane jajko jest dzielone do dnia dzisiejszego.
A jakieś tradycje związane z śmigusem dyngusem?
No brali chłopaki wiadra i latali po wsi.
Tak samo jak teraz.
Dziewczyny uciekały, ale tak nie do końca. Bo jak jej nie oblali, to nie ma powodzenia, nie podoba się chłopakom.
Czy była jakaś najważniejsza potrawa wielkanocna? Coś, czego nie mogło zabraknąć na stole.
Żurek, jajka, chleb….
Biała kiełbasa, makowiec…
Szynka była rarytasem. Na co dzień się szynki nie jadło, więc ta szynka, jak była, to dzieci się tak cieszyły.
Na to się czekało.
Tak.
A jeszcze było takie danie przywiezione z Kresów. To ukraińska chyba właściwie potrawa jest.
Wszystkie potrawy, które się je w Święta Wielkanocne począwszy od jajek, szynka, kiełbaska, nawet ser biały pokrojony w kosteczkę, to wszystko wymieszane i to taka jakby sałatka jest, ale to jest z wszystkich tych artykułów, które stoją na stole, posiekane w kosteczkę i to z chrzanem jest jedzone na śniadanie.
Ćwikła, chrzan. Takie świąteczne potrawy były, i są z resztą.
A były jeszcze jakieś wypieki oprócz tego mazurka?
Babki były tylko.
W moim rejonie kiedyś to tylko babki były, nie było mazurków. Teraz to się częściej spotyka. Sernik się piekło, makowiec. No makowiec to bardziej na Święta Bożego Narodzenia.
A co zostało do tej pory z tych dawnych czasów.
O, mało zostało.
Chyba święconka tak najbardziej.
No to przede wszystkim to, że się chodzi w dalszym ciągu do kościoła. Jest to ważne, najważniejsze. To jest tradycja, która chyba nigdy nie zaginie w polskich rodzinach. Większość to stosuje, to musi tak być, że najlepiej pójść na rezurekcję.
Co najbardziej lubią Państwo ze Świąt Wielkanocnych?
Odpoczynek, ja to mówię w swoim imieniu.
Dziękujemy bardzo za spotkanie.
I my też dziękujemy.

 

© 2007 auch studio